Śmigus dyngus jawi się w mej pamięci od najmłodszych lat. To był dzień, w którym co roku trzeba było uciekać przed chłopakami. Czasem gonili po całym ogródku z wiadrami wody. Taka swoista zabawa w berka. Tylko zawsze uciekającym była dziewczyna. Nieprawdopodobne, że oblewanie wodą w tym dniu jest takie satysfakcjonujące dla płci męskiej.
Tego dnia nigdy nie mogłam się wyspać. Wiedziałam, że poranek rozpocznie się dzwonieniem, które oznajmi przyjście kolegów. Nie podobało mi się to wcale, a wcale. Przede wszystkim dlatego, że od samego rana musiałam już być na nogach. Że trzeba było szybko zjadać śniadanie. Że musiałam co chwilę zmieniać ubranie.
Był jeden kolega, który przychodził chyba zaraz po siódmej rano. Mama zawsze budziła mnie i mówiła, że trzeba zwlec się z łóżka, umyć, zjeść coś, bo zaraz przyjdzie. I rzeczywiście, nawet nie zdążyłam czasem dokończyć jedzenia, a dzwonek już obwieszczał nadejście tego pierwszego.
Mama zawsze powtarzała, że powinnam się cieszyć z tego, choć mi to się w ogóle nie podobało. Mówiła, że to znak, że chłopcy są zainteresowani, że według wierzeń dziewczyny polane wodą wyjdą za mąż i takie tam. Jakoś nie potrafiła mnie przekonać. Jednak do czasu...
Bo kiedy byłam już nieco starsza, cieszyły mnie te odwiedziny chłopaków. Natura ludzka jest bardzo skomplikowana.
CZYTASZ
Osobliwe przypadki Inki
Short StoryCześć, nazywam się Inka! A to jest mój pamiętnik, w którym zawarłam to, co dla mnie najcenniejsze - wspomnienia, sny, to, co przeżyłam, a także to, co wydaje mi się, że mogłam przeżyć. Pragnęłam zawiązać tutaj choć kawałek tego, co jest w moim sercu...
