***

22 8 0
                                        

     Był też „Królik Bugs". Tak nazwałyśmy takiego chłopaka, który przychodził do naszego kolegi sąsiada pograć w kosza. Jakoś tak stwierdziłyśmy, że jest wrogiem. I zrobiłyśmy „na niego" plan. Był obmyślony dokładnie – wzdłuż i wszerz. Musiałyśmy wykombinować, kiedy go zaatakować i jak. I to sobie narysowałyśmy. Trzymałyśmy nasze plany w sakiewkach zrobionych z woreczków foliowych poprzeplatanych sznurkiem i powieszonych na szyi.

     Gdy tylko się nasz „wróg" pojawiał na horyzoncie, kryłyśmy się za krzakami, domem, płotem i gdzie tylko się dało, i szpiegowałyśmy naszego wroga. Sprawdzałyśmy wszystko, co się dało, to znaczy, co robi, kiedy przychodzi do Janka. W tym przypadku znowu oberwało nam się od naszych mam, że mamy zostawić biednego chłopaka w spokoju. Przecież niczego złego nam nie zrobił i nie możemy go tak osaczać. Ale czy to nasza wina, że stał się naszym wrogiem?

     Zresztą po krótkim czasie był już naszym kolegą. Dobrym kolegą. Nasz plan jednak osiągnął sukces.

Osobliwe przypadki InkiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz