Jak już wspominałam, pomysłów na zabawy miałyśmy sporo. Tymczasem były urodziny dziadka. Dorośli siedzieli przy stole, a nas już nosiło, wierciłyśmy się jak frygi, żeby znów wejść w świat zabaw i tego, co jeszcze dziecięce! Najpierw jednak trzeba było zjeść ciastko. Nawet nie trzeba, bo czyniłyśmy tę powinność z rozkoszą. Babcia piekła najlepsze ciastka na świecie!
Przedpokój był miejscem magicznym, choć wydawałoby się, że zwykłym. Na ścianie wisiało lustro, na podłodze stała szafka i właściwie nie było tam już nic. A jednak było to miejsce, które wprowadzało nas w świat marzeń i zabaw – tych najpiękniejszych! Tam bawiłyśmy się w ciuciubabkę, jeździłyśmy na „Kaśce", czyli niezastąpionym odkurzaczu. Nie było tam zbyt wiele miejsca, ale wyobraźnia pozwalała nam sądzić, że jedziemy na naszej „Kaśce" daleko i w nieznane.
Frajdę sprawiała nam też zabawa, którą wymyśliłyśmy z Marzenką i Zosią. Babcia z dziadkiem mieli dużo poduszek, więc należało to wykorzystać. A zabawa polegała na tym, że jedna z nas miała położyć się na tapczanie. Poduszki miały służyć temu, żeby nie było widać leżącej. I ta osoba miała być Gargamelem. Druga z nas miała znów być Smerfetką, która krążąc wokół stołu, miała udawać, że ma koszyczek na poziomki i śpiewać piosenkę, którą same wymyśliłyśmy, czyli „dambi dambi dam". W pewnym momencie wyskakiwał ów Gargamel, by ją schwytać, a zadaniem Smerfetki była ucieczka przed oprawcą. Zadaniem Gargamela było złapać Smerfetkę. Kiedy ją złapał, nasze role się zmieniały. Zawsze miałyśmy przy tym sporo zabawy, krzyków, śmiechów, by potem już bez energii leżeć na ziemi i wypoczywać po intensywnym dniu.
Śpiewałyśmy wtedy piosenki, a dorośli jak zwykle mieli nas dość, bo wszędzie było nas pełno i głośno.
CZYTASZ
Osobliwe przypadki Inki
Short StoryCześć, nazywam się Inka! A to jest mój pamiętnik, w którym zawarłam to, co dla mnie najcenniejsze - wspomnienia, sny, to, co przeżyłam, a także to, co wydaje mi się, że mogłam przeżyć. Pragnęłam zawiązać tutaj choć kawałek tego, co jest w moim sercu...
