No i wychodzę na zero z tym ff hehe
Harry trochę zaspał, ale kiedy się obudził i spojrzał na zegarek, dochodziła już dziewiąta, co w jego przypadku było zdecydowanie późną porą. Praktycznie wyskoczył z łóżka jak oparzony i od razu ubrał się, żeby zaraz po tym wyjrzeć przez okno. Louis już powypuszczał zwierzęta. Całe szczęście, bo gdyby miały siedzieć tam do tej godziny, to chyba by powariowały. Wyszedł z sypialni i miał skierować się na dół, do kuchni, ale usłyszał stukanie maszyny dochodzące z gabinetu szatyna i to zdecydowanie było silniejsze, bo on po prostu musiał wiedzieć, co nowego napisał Louis, dlatego ruszył w tamtym kierunku i zapukał do drzwi, po czym uchylił je lekko, zaglądając do środka.
– Dzień dobry, wyspałeś się? – zapytał Tomlinson, kiedy Harry wszedł do gabinetu.
– Mogłeś obudzić mnie wcześniej – powiedział, podchodząc do starszego i pochylając się nad nim, żeby zobaczyć, co też nowego napisał.
Po ilości kartek leżących na biurku mniemał, że Louis właśnie zbliżał się do końca jakiegoś rozdziału.
– Powinieneś zjeść najpierw śniadanie – odezwał się szatyn, kiedy Harry położył dłonie na jego barkach. Odruchowo wziął jedną i pocałował jej wierzch.
– Ale... – odezwał się od razu młodszy.
– Nie żartuję, Harry. Śniadanie jest na stole, zrób sobie herbatę i wróć tutaj, wcześniej nie dam ci tego przeczytać.
Młodszy od razu sapnął cicho, jednak wiedział, że Louis nie ustąpi, dlatego oznajmił tylko, że zaraz wróci i wyszedł z gabinetu, nawet nie zamykając za sobą drzwi. Zszedł do kuchni, nastawił czajnik i wziął jedną z kanapek przyszykowanych dla niego przez Louisa. Woda zagotowała się, zanim zdążył ją zjeść, więc zrobił herbatę, wziął talerz i wrócił na piętro. Musiał zajrzeć jeszcze do szczeniaków, ale nowy rozdział był chyba tym razem trochę ważniejszy, zresztą przeczyta go szybko i wróci do swoich obowiązków, zwłaszcza że miał zamiar dzisiaj jeszcze zrobić jakiś dżem.
Louis uśmiechnął się, kiedy wszedł do gabinetu, po czym poprawił okulary i podał mu kartki, a Harry usiadł w fotelu, odstawił herbatę na stolik obok, włożył kolejną kanapkę do buzi i zaczął czytać.
Jakieś pół godziny później Harry zjadł śniadanie, skończył czytać i oznajmił Louisowi, że idzie zajrzeć do szczeniaków, na co starszy przytaknął tylko, mówiąc, że niedługo do niego dołączy. Młodszy zabrał przyniesione przez siebie naczynia, po czym zszedł na dół, umył je szybko i wyszedł na dwór, od razu kierując swoje kroki do stodoły, gdzie zrobili Mirabelce osobne miejsce, żeby miała święty spokój.
– Cześć, Merlin – przywitał się, kiedy prosiak podbiegł do niego. Najczęściej chodził za nimi jak pies, wtykając swój okrągły ryjek we wszystko. Był strasznie ciekawski, ale Harry chyba już się tego przyzwyczaił.
Poszli razem do stodoły, jednak to Harry jako jedyny przelazł przez ogrodzenie. Mirabelka miała niewielkie wyjście, w które Merlin nie mógł się wcisnąć, na całe szczęście.
– Cześć, mała. Jak się czujesz? – zapytał, kucając obok niej i głaszcząc ją odruchowo. Szczeniaki były coraz bardziej aktywne, jednak jeszcze nie wymyślili dla nich imion. – Rosną jak na drożdżach – zaśmiał się, biorąc jednego na ręce. Były takie mięciutkie. Aksamitne, jak mawiał Louis i on w pełni się z nim zgadzał.
Posiedział tak kilka minut, głaszcząc je wszystkie, po czym pożegnał się z Mirabelką, obiecując jej, że jeszcze do niej zajrzy i wyszedł na zewnątrz. Wziął spod drzwi leżący tam koszyk i poszedł do ogrodu.
CZYTASZ
Inside these pages you just hold me. Chapter 2: Orient
Fanfiction[[ Inside these pages you just hold me - część 2 ]] Louis nie spodziewał się, że wyprowadzka na wieś tak zmieni jego życie, tymczasem mieszkał w dworku starej Addie już od roku. Najczęściej towarzyszyły mu tam zwierzęta, z Merlinem nieodstępującym...
