II - Alkohole

318 31 27
                                        

Jakieś skojarzenia po tytule? 🙃






Dopiero głód wygonił Louisa i Harry’ego, i oczywiście Merlina, z łóżka. Szatyn zrobił szybkie śniadanie, kiedy młodszy poszedł się ubrać, nie zabawili nad nim jednak zbyt długo, bo Harry nie darowałby sobie, gdyby nie zobaczył, jak mają się wszystkie zwierzęta. No i ogród, do niego też musiał zajrzeć, więc swoje pierwsze kroki skierował właśnie tam. Louis naprawdę coraz lepiej sobie ze wszystkim radził, a jedyną rzeczą, która tylko smuciła teraz Harry’ego, było to, że pod krzakiem bzu przybyło jeszcze kilka z tych małych, prowizorycznych nagrobków, Louis jednak dbał, żeby obok zawsze rosły jakieś kwiaty, co Harry uważał za naprawdę kochane z jego strony, poza tym pocieszał się tym, że i w tym roku mieli kolejne pokolenie kurczaków, i to właśnie od nich zaczął, kiedy już pochwalił Louisa za tak dobrze utrzymany ogród. Szatyn naprawdę bardzo szybko się uczył. 

Kurczaki były już całkiem spore, w końcu miały już ponad dwa miesiące, a kiedy przy nich ukucnął, same zaczęły na niego wskakiwać. Louis przykucnął obok, głaskając kilka następnych. 

– Tak więc… – zawahał się. – Sam trochę je rozniańczyłem.

– Zauważyłem – zaśmiał się Harry. – A imiona? Wymyśliłeś już coś? 

– Och tak, oczywiście – potwierdził Tomlinson. – Więc to jest Malibu, Mojito, Cointreau – zaczął wskazywać kurczaki, siedzące na kolanach Harry'ego. – To Tequila, bo jestem pewien, że to kura… 

– Czekaj, czekaj – przerwał mu Harry, nie mając pojęcia czy Louis w tym momencie nie stroi sobie z niego żartów. – Nazwałeś kurczaki jak alkohole? 

– Tak – potwierdził szatyn. 

– Dlaczego? – zapytał od razu młodszy, powstrzymując się przed wybuchnięciem śmiechem. 

– A no dlatego, że to bardzo oryginalne i przede wszystkim bezpłciowe imiona, a dobrze wiesz, że nie rozróżniam kogutów od kur tak dobrze, jak ty.

W tym momencie młodszy nie wytrzymał, parsknął śmiechem, po czym klęknął, prawie zrzucając z siebie kilka kurczaków, jednak w tym momencie nie przejmował się nimi aż tak bardzo, za to ujął twarz Louisa w dłonie i na chwilę złączył ich usta. 

– Jesteś obłąkany – powiedział, nie mogąc przestać się śmiać.

Louis sam roześmiał się głośno, chyba dopiero w tym momencie dotarło do niego, że jego pomysł był naprawdę dziwny, ale przecież oni też byli dziwni, więc wyglądało na to, że był jak najbardziej na miejscu.

– Hector. Cześć, piesku – przywitał się Harry, kiedy ten podbiegł do nich i szturchnął go mokrym nosem. – A gdzie masz Mirabelkę? – zapytał, obserwując, jak kurczaki już zaczęły ciągnąć go za uszy, czym Hector zdawał się zupełnie nie przejmować.

– Pewnie gdzieś leży – odezwał się Louis. – Wiesz, nie chciałem cię martwić, ale ostatnio ona trochę mi się nie podoba. Myślę, że trzeba będzie zabrać ją do weterynarza.

– Poszukajmy jej – odpowiedział Harry, wstając z ziemi i praktycznie od razu lokalizując Mirabelkę przy werandzie, kopiącą dół na grządce z kwiatami. 

Podszedł do niej, a Louis podążył za nim.

– Jest apatyczna i… 

– Zdecydowanie przytyła – dokończył za niego Harry, obserwując, jak ruda suczka właśnie mości się w dołku, który przed chwilą wykopała.

Mirabelka przybłąkała się do nich jesienią i już się stąd nie ruszyła. I może Louis na początku trochę narzekał na kolejnego zwierzaka, ale ostatecznie Harry był przekonany, że uwielbia ją tak samo, jak całą resztę. On też nie miał nic przeciwko. 

Inside these pages you just hold me. Chapter 2: OrientOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz