Jeff...
Harry był przerażony, zostając na noc na komisariacie. Trójka policjantów, która go tam przywiozła, nie była miła. Traktowali go prawie jak ojciec, z tą różnicą, że jeszcze go nie pobili, ale był przestraszony ich zachowaniem, kiedy traktowali go jak ostatniego śmiecia. Szczerze mówiąc, był szczęśliwy, kiedy już zamknęli go w celi, bo tam czuł się dużo bezpieczniej, przynajmniej oddzielały ich kraty. Tak jak kazał Louis, starał się nie odzywać i jak najszybciej zwinął się w kłębek na rozwalającym się niewielkim łóżku.
Starał się myśleć pozytywnie, jednak po jego głowie krążyły same czarne myśli. Przerażało go, że Louisowi może nie udać się go stąd wyciągnąć i wtedy czekały go tortury jeszcze gorsze niż te, które dotychczas zafundował mu ojciec, jednak to nie ból przerażał go w tym wszystkim najbardziej, a to, że kiedy już chociaż trochę nauczył się radzić sobie z tym, kim był, jacyś ludzie znowu wmówią mu, że był najgorszym rodzajem człowieka. A wmówią bardzo szybko, bo przecież on nadal miał to w głowie, chociaż przez cały czas starał się podążać za głosem Louisa i jego słowami, że nie są źli i ich miłość również. Że mają do niej prawo, jak wszyscy inni na tym świecie. Że nie są przeklęci.
Nie miał pojęcia, że szatyn przez cały ten czas, odkąd tylko go zabrali, krążył po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Czekał na swojego adwokata, który miał przyjechać najszybciej, jak się dało i nieważne, że Louis dzwonił do niego już z pięć razy, żeby się pośpieszył i wyciągnął Harry'ego z tego bagna jak najszybciej.
I był święcie przekonany, że jeśli Jeff znajdzie tylko jakąś lukę prawną, która sprawi, że nie trafi do więzienia, to odstrzeli Desowi łeb.
Pozamykał zwierzęta, po czym wrócił do domu, gdzie od razu nalał sobie wina i zaczął krążyć po salonie, starając się wymyślić jakiś plan, w którym przekona cały świat, że jego i młodego Stylesa nic nie łączy. Bolał nad tym, bo musiał kłamać, ale przekonałby cały świat, że kręci się w drugą stronę, gdyby tylko to miało pomóc temu chłopakowi. Miał nadzieję, że kiedyś nadejdą lepsze czasy i dla nich, i dla wszystkich osób takich jak oni.
Wiedział, że tej nocy nie zaśnie, ale liczył, że chociaż tam Harry zdrzemnie się chwilę, chociaż był przekonany, że młodszy zalewał się łzami, bojąc się tego, co przyniesie im kolejny dzień.
Tak jak przypuszczał, całą noc nie zmrużył oka i rano, po którejś już filiżance kawy, nawet ich nie liczył, wypadł na podwórko, kiedy tylko usłyszał silnik samochodu. Było jeszcze naprawdę wcześnie, ale na szczęście Jeff zjawił się tutaj i to tak jak obiecał, najszybciej jak tylko mógł, a że Louis i tak wariował już przez tę całą sytuację, to nie miał nic innego do roboty, jak tylko czekać na niego, kiedy wszystkie zwierzęta były już na zewnątrz nakarmione i lekko zdziwione tym porannym zamieszaniem.
– Nareszcie – odezwał się szatyn, kiedy tylko Jeff wysiadł z auta. – I co? Masz coś konkretnego?
Mężczyzna pochylił się i zaczął wyciągać wszystkie rzeczy, które ze sobą przywiózł, głównie jakieś dokumenty i książki. Był praktycznie tak samo niewyspany jak szatyn, z tym że jego, w porównaniu do Louisa, nie nakręcała złość i chęć zemsty, przez co wyglądał na o wiele bardziej nieprzytomnego niż szatyn.
– Coś mam – odpowiedział. – I mam nadzieję, że uda mi się omotać tych wsiowych głupków.
Louis zaśmiał się od razu. Właściwie było w tym trochę racji, oni pewnie nie wiedzieli nawet połowy rzeczy, które wiedział Jeff i mógł bez problemu ich nastraszyć albo zacząć rzucać numerami paragrafów, które nie miały większego znaczenia, a jednak ustrzegą Harry'ego przed trafieniem do zakładu. Przecież i tak nie byli w stanie tego wszystkiego sprawdzić.
– Liczę na to – powiedział Louis. – Jest jeszcze wcześnie, mogę zrobić ci coś do jedzenia, zanim tam pojedziemy.
– Nie pogardzę – stwierdził tamten.
Szatyn przytaknął i zaprosił go do środka, pomagając mu jeszcze w zabraniu wszystkiego, po czym zostawili to wszystko w salonie. Jeff zapytał, czy mógłby skorzystać z łazienki, chcąc się trochę odświeżyć i zasugerował Louisowi to samo, przez co Tomlinson niechętnie poszedł na piętro, żeby wziąć szybką kąpiel i ubrać na siebie coś czystego. Zaraz po tym zszedł na dół, żeby przygotować im coś do jedzenia, a raczej Jeffowi, bo sam był pewien, że nic nie przełknie. Kiedy Jeff do niego dołączył, Louis zrobił już kawę i jajecznicę z kiełbaskami. Od razu postawił talerze na stole i Jeff zaczął nakładać sobie wszystkiego po trochu. Szatyn zajął miejsce na wprost i po chwili namysłu jednak skusił się na trochę jajecznicy.
– Więc co masz? – zapytał, ale Jeff nie odpowiedział, nakładał sobie jedzenie i dopiero po chwili przyjrzał się badawczo Tomlinsonowi.
– No dobrze, a teraz powiedz mi, czy dobrze domyślam się, co łączy cię z Harrym? – zapytał, na co szatyn zamarł na chwilę, otwierając usta w zdumieniu.
– Słucham? – odpowiedział pytaniem.
Jeff jednak nie miał zamiaru dawać za wygraną.
– Louis, znamy się już od dłuższego czasu, jestem twoim prawnikiem i obiecaliśmy sobie, że będziesz ze mną szczery, więc chcę wiedzieć, czy ojciec Harry'ego słusznie ocenił sytuację. I nie, nie obchodzi mnie wasz związek, bądź sobie, z kim ci się żywnie podoba, jednak to ułatwi mi sprawę, bo mniemam, że tu, na tym zadupiu, ludziom nie jest to obojętne.
Szatyn skrzywił się od razu, po czym westchnął ciężko.
– Tak, masz rację – potwierdził. – Tutaj ludzie potrafią być podli, a że każdy zna tu każdego, to jest to jeszcze bardziej odczuwalne. Harry'ego od dawna tutaj gnębiono i prym wiódł w tym jego ojciec, niestety. A odpowiadając na twoje pytanie, tak, mnie i Harry'ego łączy więcej niż praca. Zresztą to tylko przykrywka, żeby mógł jeździć ze mną i zwiedzać świat.
Jeff pokiwał głową, odgryzając spory kęs kiełbaski.
– Wspomniałeś, że mówisz wszystkim, że jest twoim sekretarzem.
– Tak – szatyn przytaknął od razu.
– I tej wersji się trzymajmy – odpowiedział Jeff – powiedz mi tylko, czy jeśli zaszłaby taka potrzeba, byłbyś gotów zaryzykować dla tego chłopaka swoją karierę.
– Oczywiście – potwierdził Louis. – Wolałbym jednak, gdybyś rozwiązał tę całą sprawę po cichu. Nie potrzebujemy rozgłosu, zwłaszcza tutaj.
– Postaram się, ale jak zawsze musisz być przygotowany na wszystkie możliwości, liczę jednak, że łatwo omotam tych ludzi i w ciągu kilku godzin sprawa będzie zakończona.
Louis pokiwał głową. On też miał taką nadzieję. Wiedza Jeffa była ogromna, a jego doświadczenie jeszcze większe, dlatego właśnie płacił mu kolosalne pieniądze, żeby w razie potrzeby ratował mu tyłek, a teraz ratował tyłki im obu.
– Nie będzie dobrze, jeśli w tych czasach skojarzą słynnego Tiwardasa Mole'a z przyjacielem Nialla Horana, ale zrobię wszystko, żeby temu zaradzić.
– A mogą – powiedział Louis, dobrze wiedząc, o co chodziło Jeffowi. – Harry przecież tam mieszka, a ci ludzie tutaj... Nie masz pojęcia, jak wścibscy są. Oby jednak nie czytali nowojorskich gazet.
– Cóż, myślę, że ojciec Harry'ego jednak je czyta albo zaryzykował z tymi oskarżeniami, chociaż mniemam, że dobrze wie, kto kręci się po waszym podwórku podczas waszej nieobecności i skojarzył fakty, zresztą Harry też widnieje na jakimś zdjęciu przy Horanie.
– Studiuje projektowanie i praktykuje u Nialla – odezwał się Louis, na co Jeff pokiwał głową.
– Dlatego właśnie zapytałem, czy jesteś w stanie zaryzykować całą swoją karierę – odpowiedział.
Szatyn skrzywił się ponownie, ale wolał żyć biednie do końca życia, byleby miał przy boku tego chłopaka, chociaż liczył, że wszystko pójdzie po jego myśli, w końcu obiecał Harry'emu studia i podróże, nie mógł zbiednieć.
– Wierzę, że sobie poradzisz – powiedział.
Jeff uśmiechnął się do niego lekko. Rzadko przegrywał i tak miało być i tym razem.
CZYTASZ
Inside these pages you just hold me. Chapter 2: Orient
Fiksi Penggemar[[ Inside these pages you just hold me - część 2 ]] Louis nie spodziewał się, że wyprowadzka na wieś tak zmieni jego życie, tymczasem mieszkał w dworku starej Addie już od roku. Najczęściej towarzyszyły mu tam zwierzęta, z Merlinem nieodstępującym...
