Soooo.... przy okazji pisania tego rozdziału dowiedziałam się, że dama pik♠ zabiła króla kier♥...
To tak z ciekawostek
Było południe. Harry siedział w salonie na podłodze w skarpetkach, bieliźnie i na wpół rozpiętej koszuli, a w tle leniwie grała jakaś płyta. Louis go upił, przez co zdecydowanie zapomniał o całym świecie i śmiał się jak głupi. Jakiś czas temu odwiedził ich tutaj Merlin, jednak wrócił na podwórko, nie znajdując niczego konkretnego do jedzenia i rozlewając im butelkę wina na dywan, ale ani on, ani Louis za bardzo się tym nie przyjęli, potem się wszystkim zajmą, na razie po prostu odreagowywali to wszystko i chyba szło im całkiem nieźle.
– Full – oznajmił młodszy, kładąc karty na podłogę. Rzadko mu się to udawało, więc był z siebie dumny.
Louis westchnął teatralnie, po czym rzucił swoje karty na dywan.
– Trójka, masz szczęście – powiedział, sięgając po kieliszek i wychylając z niego spory łyk wina. Sam miał na sobie dużo więcej ubrań i Harry uważał to za wysoce niesprawiedliwe, że to właśnie szatyn wygrywał częściej. Patrzył się w niego intensywnie, oczekując jakiegoś ruchu, a Louis dołożył kieliszek, o mało co znowu nie rozlewając wina na dywan, po czym ściągnął szelki, które często nosił i odłożył obok, uśmiechając się na widok niezadowolenia młodszego, a następnie zgarnął karty i przetasował talię, rozkładając ją po raz kolejny. Harry wziął swoje i wpatrzył się w nie uważnie. Jak zwykle były beznadziejne, ale miał parę, to już było coś. Zerknął na Louisa, który już myślał intensywnie nad swoimi i ponownie wpatrzył się w te, które trzymał w dłoni.
– Mam! – krzyknął szatyn tak, że Harry aż podskoczył i spojrzał na niego zdezorientowany, ale zanim zdążył zapytać, co się dzieje, Tomlinson zerwał się na równe nogi i potykając o swoje szelki, podbiegł do telefonu.
Młodszy obserwował go tylko, nie mając pojęcia, co tak naprawdę się dzieje, kiedy Louis już wykręcał numer. Nie pojmował tego, ale to wyglądało, jakby tamten o czymś sobie przypomniał. Może dzwonił do swojego adwokata? W sumie nic innego nie przychodziło Harry'emu do głowy.
– Niall? – odezwał się po chwili Tomlinson, co sprawiło, że młodszy zgłupiał jeszcze bardziej. Chciał ich tutaj zaprosić? – Mam dla ciebie bardzo ważne zadanie. Słuchaj uważnie.
Odruchowo rozejrzał się, napotykając pytające spojrzenie bruneta, przez co od razu przysłonił słuchawkę.
– Harry, idź i zobacz czy na podwórku nic się nie dzieje – oznajmił.
– Ja, co? – zapytał od razu młodszy, całkowicie ogłupiały przez tę sytuację.
– Po prostu się przejdź – nakazał Louis.
– Ale – zaczął znowu brunet, jednak szatyn wszedł mu w słowo.
– No już, już – ponaglił.
Harry skrzywił się lekko, ale chwiejnie zebrał się z podłogi i wyszedł na dwór, odprowadzany wzrokiem przez szatyna. Nie, żeby pijany Louis jeszcze bardziej nie podziwiał jego długich nagich nóg i chyba dobrze wiedział, dokąd ten poker ich tak naprawdę zaprowadzi, chociaż nie był pewien, czy w obecnej sytuacji w ogóle powinien się zbliżać do Stylesa, ale przecież nigdy nie robił niczego, na co tamten nie pozwolił. To Harry zawsze miał ostatnie słowo.
– Jesteś tam? – usłyszał i to zdecydowanie sprowadziło go na ziemię.
– Tak – potwierdził. – Jestem.
CZYTASZ
Inside these pages you just hold me. Chapter 2: Orient
Fan-Fiction[[ Inside these pages you just hold me - część 2 ]] Louis nie spodziewał się, że wyprowadzka na wieś tak zmieni jego życie, tymczasem mieszkał w dworku starej Addie już od roku. Najczęściej towarzyszyły mu tam zwierzęta, z Merlinem nieodstępującym...
