XXVI - Decyzje

164 16 1
                                        

Jonathan miał szczęście. Po kilku zawirowaniach udało mu się wreszcie znaleźć trop. Tym razem trochę mu to zajęło, jednak w końcu był na właściwej drodze. Może się starzał, że nie szło mu to już tak dobrze, a może akurat trafił wreszcie na coś trudniejszego? Im dłużej jednak w tym tkwił, tym bardziej przekonywał się, że wreszcie nadeszła pora na chociaż mały odpoczynek. Grecja wreszcie dała mu wszystko, czego potrzebował, dopasował każdy kawałek układanki, który złożył się w logiczną całość, no prawie każdy, była jeszcze jedna rzecz – musiał wrócić na Sycylię. To właśnie tam czekało na niego to, czego szukał, a przecież był tak blisko… Już spędził kilka dni we Włoszech, skarby jednak lubiły płatać mu takie właśnie figle. 

Rozejrzał się po hotelowym pokoju, sprawdzając, czy nie zapomniał czegoś zabrać, ale nic nie rzuciło mu się w oczy, więc wziął swoje rzeczy i wyszedł. Teraz jedynie musiał złapać jakiś statek, który płynął na Sycylię, żeby tam doprowadzić sprawę do końca. Trochę żal było mu opuszczać Grecję, ostatnio rzadko tu bywał, ale może właśnie o to chodziło, żeby zatęsknił i wrócił tutaj odpocząć. Może zatrzyma się na jednej z wysepek i będzie relaksował w promieniach słońca, nie myśląc już o żadnym skarbie. 

Kiedy tylko wyszedł z hotelu, od razu ruszył w kierunku portu. Jeśli i teraz dopisze mu szczęście, to już jutro będzie po wszystkim.

Harry odłożył kartki, kiedy skończył czytać kolejny fragment, którym uraczył go Louis. 

– Myślisz, że my też musimy jeszcze raz pojechać na Sycylię? – zapytał. Z jednej strony podobało mu się tam, a z drugiej był już trochę zmęczony tym całym podróżowaniem. 

Louis westchnął cicho. Siedział w fotelu, obserwując młodszego i sącząc wino, i sam się nad tym zastanawiał. 

– Wydaje mi się, że powinniśmy, chociaż z drugiej strony zupełnie nie mam na to ochoty i zastanawiam się, czy nie jestem w stanie zebrać wszystkich informacji już na miejscu, kiedy wrócimy do domu. Najwyżej jeśli mi się nie uda, to sam przylecę tutaj, nawet kiedy wrócisz już na uczelnię, a na razie książka może trochę poczekać. Poza tym mam ochotę położyć się już we własnym łóżku. 

Młodszy uśmiechnął się lekko, nie pogardziłby właśnie taką opcją. Tęsknił  też za zwierzętami i chciałby spędzić z nimi trochę czasu, zanim wróci na studia. 

– Możemy wykorzystać ten czas na zwiedzanie Aten – dodał jeszcze szatyn i Harry przytaknął od razu. To była kusząca propozycja. 

– A co ze zwierzętami, gdybyś miał tu wrócić? – dopytał jeszcze. 

– Myślę, że chłopcy bez problemu się nimi zajmą. 

Harry zastanowił się przez chwilę. 

– W takim razie dobrze, możemy już wracać. Sam jestem już wykończony tym całym przemieszczaniem się, chociaż zwiedzamy te wszystkie piękne miejsca, ale… – zawahał się przez chwilę. – To chyba trochę zbyt intensywne. 

Louis zaśmiał się od razu. 

– Może po prostu to my się starzejemy?

– Tak, myślę, że najwyższa pora już się ustatkować – odpowiedział Harry, starając się nie wybuchnąć śmiechem. – Swoją drogą, jeśli chodzi o to całe ustatkowanie, to zastanawiałem się nad tymi dodatkowymi studiami. 

– I? – odezwał się od razu Louis, chcąc wiedzieć, co młodszy ma do powiedzenia. 

– I myślę, że chyba mógłbym spróbować. Jeśli nie dam sobie rady, to chyba będę mógł z nich zrezygnować, prawda? 

Inside these pages you just hold me. Chapter 2: OrientOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz