XXXIII - Forest

200 16 19
                                        

W końcu nadeszła odpowiednia pora, żeby Louis i Jeff mogli podjechać na miejscowy komisariat. Prawnik zapoznał szatyna z kilkoma sprawami, żeby w razie czego ten wiedział, co mówić i jak się zachować, ale z doświadczenia wiedział, że Louis był dobrym aktorem i z większości sytuacji umiał wybrnąć nawet bez wcześniejszych podpowiedzi. Myślał i działał na bieżąco w sytuacjach zagrożenia i to zawsze wychodziło mu na dobre. Podjechali na miejsce jego samochodem, bo Tomlinson znał drogę, a Jeff i tak ledwie tutaj trafił, więc wolał się już nie denerwować, do tego mógł wykorzystać jeszcze ten kawałek drogi, żeby ostatni raz przejrzeć swoje dokumenty i przypomnieć sobie wszystko.

– Jesteśmy – poinformował Louis, zatrzymując samochód przed komisariatem i od razu w jego żołądku pojawiło się to nieprzyjemne uczucie, które przypomniało mu, że rok temu również tutaj był i wtedy odjechał stąd bez Harry'ego.

Odrzucił tę myśl i wysiadł z auta, a Jeff zebrał wszystkie swoje rzeczy i ruszył za nim. Jeden za drugim weszli do środka i szatyn od razu ruszył w dobrze znane mu miejsce.

– Dzień dobry – przywitał się, siląc na uprzejmy ton. – Przyszliśmy po Harry'ego Stylesa.

Młody chłopak siedzący za biurkiem podniósł wzrok znad jakichś dokumentów i przyjrzał się im uważnie. Louis widział go pierwszy raz w życiu i zdecydowanie nie miał pojęcia, gdzie była trójka z wczoraj, ale od razu ogarnęło go złe przeczucie. Obserwował, jak chłopak ponownie nachylił się i przejrzał kilka kartek.

– Harry Styles – odezwał się bardziej do siebie niż do nich. – Ach tak... Nie ma go tutaj – oznajmił, ponownie spoglądając na Louisa, a ten poczuł, jak momentalnie robi mu się słabo, a kolana uginają się pod nim.

– Jak to nie ma? – zapytał Jeff, włączając się do rozmowy. – Miał tutaj czekać, aż przyjadę, jestem jego adwokatem.

Chłopak spiął się, jakby nie do końca wiedział, jak ma zachować się w tej sytuacji, ale patrząc na jego wiek, Jeff wcale mu się nie dziwił.

– Znaczy... – zająknął się. – Ja nic nie wiem, nie było mnie wczoraj, dostałem tylko informację, że zabierają go do Forest.

– Forest? – dopytał Jeff.

– Ośrodka leczenia chorób psychicznych – wyjaśnił tamten i Louis zacisnął zęby, czując, jak wściekłość wypełnia całe jego ciało. – Ponoć jest niebezpieczny, tak przynajmniej słyszałem. Pracuję tu od niedawna – dodał jeszcze, jakby chciał się jakoś usprawiedliwić.

– Harry wcale nie jest niebezpieczny, to ludzie tutaj są – warknął Louis. – I wiesz co? Spieprzaj stąd przy najbliższej okazji, bo wszystkie plotki, które tu rozsiewają, zniszczą ci życie.

Chłopak spojrzał na niego lekko przerażony.

– Louis – upomniał Jeff, uspokajająco kładąc dłoń na jego ramieniu, ale szatyn aż gotował się w środku i miał ochotę urządzić tym wszystkim ludziom tutaj istne piekło, począwszy od rodziców Harry'ego. – Dawno go zabrali? – zapytał jeszcze, chcąc rozeznać się w sytuacji.

– Bo ja wiem... – zastanowił się chłopak. – Niecałe pół godziny temu. Kiedy otwierali komisariat, już czekała na niego furgonetka.

Jeff pokiwał głową.

– Cóż, dziękuję za informację – odpowiedział i pociągnął Louisa do wyjścia, jednak zatrzymał się jeszcze. – Czy możesz mi zapisać adres tego ośrodka? – zapytał jeszcze chłopaka, a ten przytaknął od razu i zaraz naskrobał na jakiejś karteczce kilka słów, po czym podał Jeffowi. Ten podziękował mu jeszcze raz i tym razem wyszedł z komisariatu, ciągnąc za sobą Tomlinsona. Otworzył mu drzwi od strony pasażera.

Inside these pages you just hold me. Chapter 2: OrientOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz