W drodze przez bajoro 😂
Louis jako pierwszy wyszedł z piwnicy, ale zrobił to dopiero po tym, jak wiatr się uspokoił. Był zaskoczony, że kiedy wyściubił nos na dwór, świeciło słońce, jakby żadne tornado nie przeszło tędy kilka minut temu. Rozejrzał się uważnie dookoła, po czym wyszedł bardziej na podwórko, żeby ocenić sytuację. Wszędzie leżały porozrzucane gałęzie albo jakieś przedmioty, kilka drzew było przewróconych, ale ostatecznie to wszystko nie wyglądało tak źle, jak się tego spodziewał po dochodzących do nich odgłosach. Tornado zerwało sporą część dachu, jednak ostatecznie chyba postanowiło ich oszczędzić i przeszło bokiem.
– I co? – zapytał Harry, wychylając się na zewnątrz, jednak już dłużej nie mógł wytrzymać, nie wiedząc, jak to wszystko wyglądało.
– Nie jest najgorzej – powiedział szatyn, kiedy młodszy poszedł do niego.
Louis odruchowo owinął rękę wokół jego talii, nadal wpatrując się w ich dom. Naprawdę spodziewał się czegoś o wiele gorszego, na szczęście i jego gabinet, i pracownia Harry'ego wyglądały na nienaruszone. Mimo wszystko wolał, żeby ktoś, kto zna się na tym lepiej od niego, ocenił wszystko fachowym okiem.
– Myślę, że ktoś powinien ocenić czy dom się nie zawali – odezwał się. – Lepiej dmuchać na zimne.
Harry zająknął się przez moment.
– Więc gdzie będziemy spać? – zapytał w końcu.
– W stodole na sianie – odpowiedział mu Louis. – Pojadę kogoś poszukać, niech spojrzy na to wszystko, bo telefony pewnie nie działają, ale na razie musimy uważać.
Młodszy pokiwał głową, Louis miał całkowitą rację, lepiej, żeby ktoś obejrzał dom, niż żeby komuś coś się stało.
– Pójdę wyprowadzić zwierzęta – oznajmił i ruszył z powrotem w stronę domu, ale Louis go zatrzymał.
– Poczekaj, pójdę i będę ci je podawał, będzie szybciej.
Harry przytaknął od razu. Faktycznie nie pomyślał, żeby powyciągać je przez wsyp. Poszedł go otworzyć, a Louis wszedł z powrotem do piwnicy. Szybko okazało się, że wcale nie było tak łatwo połapać przerażone kury, ale jakoś powoli udało im się powyciągać wszystkie, razem z resztą zwierząt, a na koniec Louis wyprowadził na zewnątrz Brutusa i Hermesa. Po tym zostawił Harry'ego, nakazując mu wziąć z domu tylko najpotrzebniejsze rzeczy i przygotować im kącik do spania, z absolutnym zakazem wchodzenia na piętro. Nie chciał, żeby Harry'emu przypadkiem coś się stało, tym bardziej podczas jego nieobecności. Harry oczywiście twierdził, że da sobie radę i wszystko będzie w porządku, ale szatyn i tak upomniał go milion razy, zanim wsiadł do auta. Młodszy obserwował go, kiedy odjeżdżał, po czym westchnął ciężko, patrząc na pobojowisko, jakie mieli teraz na podwórku. Postanowił uprzątnąć trochę gałęzi podczas nieobecności Louisa, ale najpierw skoczył do domu, żeby przynieść im rzeczy do spania. Mieli naprawdę wielkie szczęście, bo niedaleko było już widać ścieżkę tornada. Zaczął znosić gałęzie na kupkę, żeby zająć sobie jakoś czas i nawet nie wiedział, jak długo to robił, ale dopiero powrót szatyna sprawił, że oderwał się od tego. Spojrzał na Tomlinsona pytająco, widząc, że nie jest w humorze.
– Po zrobieniu małej awantury, jutro ktoś powinien do nas przyjechać – oznajmił, wysiadając z auta.
– Małej? – zapytał od razu Harry. Jakoś w to nie wierzył, a uśmiech, jaki posłał mu szatyn, tylko go w tym upewnił. Miał tylko nadzieję, że kiedyś też będzie tak pewny siebie, jak Louis.
Szatyn pomógł mu sprzątać i odpoczywali jedynie podczas kilku krótkich posiłków, które zrobił Harry. Zeszło im z tym wszystkim do wieczora, a i tak nie zrobili nawet połowy z tego, co mieli do zrobienia. Kilka minut strachu, a tyle dni sprzątania.
O dziwo Louis zgodził się na szybkie skorzystanie z dolnej łazienki, ale byli tak brudni, że Harry nawet nie wyobrażał sobie pójść tak spać. Do tego starszy przyniósł im z góry kilka ubrań, a Harry stał u stóp schodów, przerażony do granic możliwości, na szczęście jednak wszystko poszło dobrze i Louis nie spadł z piętra, łamiąc sobie kark. Ubrali się dość grubo, bo Louis zawzięcie twierdził, że noc w stodole może być chłodna, a potem rozpalili jeszcze małe ognisko i zjedli kolację. Gdyby nie okoliczności, to byłby naprawdę miły wieczór, jednak ciągle mieli gdzieś w głowach to, co się stało.
– Mam nadzieję, że Merlin nie wepchnie się nam do łóżka – zaśmiał się Louis, kiedy tak siedzieli w milczeniu, patrząc na dopalające się drwa.
Harry uśmiechnął się odruchowo. Nie byłby tego taki pewien.
– Myślę, że spróbuje – odpowiedział.
– Cóż, wolałbym jednak przytulać się do ciebie – powiedział szatyn, na co Harry roześmiał się lekko.
– Uważasz, że Merlin nie jest uroczy? Dla mnie jest idealny do przytulania.
Louis zaśmiał się krótko.
– Zapamiętam to i zobaczysz, że następnym razem, kiedy będziesz chciał się do mnie przytulić, odeślę cię do Merlina.
– Nie zrobisz tego – stwierdził pewnie Harry.
– Tak uważasz? – odpowiedział pytaniem szatyn, na co młodszy pokiwał głową. Był zmęczony i chyba właśnie schodził z niego stres, którego dzisiaj doświadczył, bo miał ochotę do żartów. – Chodźmy spać – dodał jeszcze Tomlinson, po czym wstał i zalał ognisko wodą. Co jak co, ale nie chciał mieć tu do kompletu jeszcze pożaru, już i tak miał cały dom do remontu. Po tym pociągnął młodszego do stodoły, gdzie już drzemały sobie zwierzęta. Nie wiedział o tym, ale Harry zrobił im na piętrze całkiem przyjemne legowisko i najważniejsze, że Merlin się tutaj nie wdrapie.
Weszli po drabinie, kiedy Louis zamknął dokładnie drzwi. Harry oświetlał im drogę latarką, a kiedy już dotarli na górę, Louis był naprawdę pod wrażeniem. Obserwował przez chwilę, jak młodszy układa się wygodnie, po czym położył się obok niego, przykrywając ich dokładnie.
– Całkiem wygodnie – odezwał się, kiedy młodszy zgasił latarkę. – Myślałem, że będzie gorzej.
Gapił się w ciemny sufit, nie wiedząc dokładnie, co powiedzieć i jak się zachować, ale Harry zaśmiał się cicho.
– Podejrzewam, że musisz się przyzwyczaić, bo pomieszkamy tu trochę – odpowiedział.
– Też mi się tak wydaje – stwierdził szatyn, po czym odwrócił się na bok.
Wiedział, że Harry na niego patrzył, więc odruchowo założył mu za ucho kosmyk włosów. Było łatwiej, kiedy wzrok przyzwyczaił mu się do ciemności. Przez chwilę po prostu leżeli w ciszy, po czym Harry przysunął się bliżej, wtulając w starszego mężczyznę. Może Louis powiedział dzisiaj kilka słów za dużo, ale to nie zmieniało faktu, że przy nim czuł się bezpiecznie.
– Pokręcony dzień – odezwał się ponownie szatyn.
– Okropny – potwierdził młodszy. – Mam nadzieję, że jutrzejszy będzie o wiele lepszy.
– Na pewno, ale czeka nas sporo roboty. No i jestem naprawdę szczęśliwy, że twoja pracownia ocalała.
– Pracownia? – zapytał Harry, odsuwając się lekko.
Louis uśmiechnął się od razu, chociaż młodszy tego nie widział. Pracował nad tym od pewnego czasu z pomocą Nialla, chciał zrobić młodszemu niespodziankę, kiedy wróci i naprawdę dobrze, że zwlekał z tym te parę dni, bo teraz nadarzyła się idealna, żeby poprawić Harry'emu humor.
– Twoja szwalnia – odpowiedział Tomlinson, a młodszy odruchowo zmarszczył brwi.
– Szwalnia? Nawet jeszcze nie umiem szyć.
– Nauczysz się – powiedział Louis. – A teraz chodźmy spać, to był naprawdę ciężki dzień.
Harry przytaknął tylko cicho. Louis miał rację, powinni odpocząć.
CZYTASZ
Inside these pages you just hold me. Chapter 2: Orient
Fiksyen Peminat[[ Inside these pages you just hold me - część 2 ]] Louis nie spodziewał się, że wyprowadzka na wieś tak zmieni jego życie, tymczasem mieszkał w dworku starej Addie już od roku. Najczęściej towarzyszyły mu tam zwierzęta, z Merlinem nieodstępującym...
