Harry nie miał zielonego pojęcia, o co może chodzić, kiedy Louis w domu powiedział mu, żeby spakował się tylko na jeden dzień, bo pojutrze już będą w domu. Szatyn absolutnie nic nie chciał mu zdradzić, chociaż próbował chyba już na wszystkie sposoby. Nigdy nie był aż tak uparty, jeśli chodziło o niespodzianki. Wiedział tylko tyle, że Niall będzie na nich czekał z obiadem. No i martwiły go jeszcze zwierzęta. Kto je pozamyka, kiedy ich nie będzie? Owszem, mogły dostać więcej jedzenia, ale jeśli coś im się stanie w nocy? Zaatakuje je jakiś wilk albo coś innego? Chociaż wilków chyba akurat tutaj nie było.
Miał o tym właśnie porozmawiać z Louisem i przy okazji przyszykować kolację, kiedy usłyszał na podwórku dźwięk klaksonu i zbiegł po schodach jeszcze szybciej, po czym wypadł na dwór.
– Zayn? – zapytał zdezorientowany, widząc wysiadającego z auta mulata.
– Co ty tutaj robisz? – dodał jeszcze Louis, który również pojawił się w drzwiach.
– Też mi powitanie – odpowiedział Malik. – Przyjechałem wam poniańczyć prosiaka, kiedy wy będziecie się dobrze bawić na… Ups – zaśmiał się, zauważając, jak morderczym spojrzeniem obdarzył go Louis. – Harry oczywiście nic nie wie? – zapytał, jednak wcale nie miał zamiaru czekać na odpowiedź, za to wydarł się na cały głos, rozglądając dookoła. – Merlin!
Oczywiście Merlin natychmiast przerwał swoje rycie w grządce i podbiegł do mulata chrumkając głośno, a ten kucnął i zaczął drapać go za uszami.
– No cześć, ty moja Szyneczko – zaśmiał się.
Louis odruchowo przewrócił oczami. Dobrze, że inne zwierzęta nie były nim tak zainteresowane. Hector nawet nie ruszył się ze swojego legowiska, żeby go obszczekać, ba, otworzył tylko jedno oko, a Mirabelka pewnie robiła gdzieś szkody ze szczeniakami, więc też nie była zainteresowana gościem. I za co on je karmił? Chociaż gęsi mogłyby go pogonić. Dlaczego tylko jego miały ciągle szczypać w tyłek, kiedy nadarzyła się okazja.
W końcu Zayn odsunął się od Merlina i we trójkę poszli do domu.
– Naprawdę przyjechałeś pilnować zwierzaków? – zapytał Harry, trochę niedowierzając. Bardziej spodziewał się, że Zayn wróci jutro z nimi do Nowego Jorku.
– Oczywiście – potwierdził mulat, rozsiadając się na kanapie. – Panikowałbyś, zbyt dobrze cię znamy.
Młodszy wyszczerzył zęby, to akurat była prawda, już to robił.
– Ale koniec tych pogaduszek, wyganiam was dzisiaj wcześnie spać – dodał jeszcze Malik, na co Louis od razu rzucił mu pełne powątpiewania spojrzenie.
– Chciałbyś – odpowiedział.
– A założysz się? – zapytał bojowym tonem Zayn, na co Harry zachichotał pod nosem.
– Pójdę zrobić kolację – oznajmił, chociaż nie bardzo miał ochotę opuszczać teraz salon, kiedy szykowała się całkiem ciekawa sprzeczka.
Niestety Zayn nie wygrał z Louisem i po kolacji posiedzieli jeszcze trochę, nadrabiając czas, w ciągu którego się nie widzieli, ale też jednocześnie nie przegrał, bo Louis zgodził się z nim, że najpóźniej powinni położyć się około dwudziestej drugiej, żeby wyspać się dobrze przed jutrzejszym wyjazdem. I Harry zdecydowanie nie spał zbyt dobrze. Niby się nie denerwował, jednak to nie zmieniało faktu, że budził się praktycznie co chwilę. Zwalał to na niespodziankę, bo gdyby wiedział, po co się tam wybierają, z pewnością spałby spokojnie. Tak właściwie zasnął porządnie jakoś nad ranem i chętnie pospałby jeszcze, gdyby Louis nie zaczął go budzić.
CZYTASZ
Inside these pages you just hold me. Chapter 2: Orient
Fanfiction[[ Inside these pages you just hold me - część 2 ]] Louis nie spodziewał się, że wyprowadzka na wieś tak zmieni jego życie, tymczasem mieszkał w dworku starej Addie już od roku. Najczęściej towarzyszyły mu tam zwierzęta, z Merlinem nieodstępującym...
