XXIII

884 49 12
                                    

Stałam w kuchni, przeglądając zawartość szafek. Szukałam kakao, ale nawet nie wiedziałam, jak wyglądało, więc klęłam pod nosem na własną niewiedzę. Sprawdziłam opakowania z herbatami, szufladę ze słodyczami, szafkę z różnymi butelkami i nic. Ani śladu przepysznego, słodko-gorzkiego napoju, który ostatnio mnie rozgrzewał.

– Czego szukasz? – zapytał Sam, przyglądający mi się od dłuższej chwili. Jak każdego innego poranka, pił jakiś ohydny napój, śmierdzący nawet z tej odległości.

– Clint ostatnio kupił kakao, ale nie mogę go znaleźć.

– Co?! Ta menda kupiła kakao i mi o tym nie powiedziała?!

Czarnoskóry zerwał się na równe nogi i zaczął przeszukiwać szafki, wyrzucając z nich kilka rzeczy. Robił to chaotycznie i głośno, trzaskając przy tym drzwiczkami. Westchnęłam pod nosem, żegnając się z błogim spokojem, który panował tego popołudnia w całej Bazie. Spałam zaledwie kilka godzin, ale nie mogłam narzekać – naprawdę się wyspałam. Obudziłam się nieco zziębnięta, co prawda, ale sen wcale nie przyszedł do mnie tej nocy. Bałam się, że Wymiar Śmierci będzie mnie nawiedzał w koszmarach, ale nic takiego się nie stało.

– No nie! Barton kupił jakiś szajs ceremonialny! Potwór z niego.

– Mnie tam smakowało – odparłam, wyciągając z jego rąk prostokątne opakowanie. – Jak to się przygotowuje?

– Kroisz, wsypujesz do gara z mlekiem podgrzanym w mikrofalówce, mieszasz i masz.

– Z mikrofalówki? – jęknęłam zawiedziona.

Nie wiedziałam dlaczego, ale nie lubiłam jedzenia ani napojów podgrzewanych w tym urządzeniu. Smakowało jakoś... Inaczej. Nie potrafiłam sobie tego wyjaśnić, ale unikałam mikrofalówki jak ognia.

– Możesz też wrzucić do garnka i tam podgrzać, ale dłużej schodzi.

Kiwnęłam głową na zgodę i zaczęłam przygotowywać napój. Wyciągnęłam garnek, mleko, z którego kartonu biły napisy takie, jak „eko!", „jestem bio!", i zabrałam się do krojenia brązowej kostki.

– Sam, ile mam tego pokroić?

– Tak na oko.

Przewróciłam oczami na jego odpowiedź, bo niewiele mi to pomogło. Pół kostki? Jedną trzecią? Mniej? Zdecydowałam się na pokrojenie nieco więcej niż jedną czwartą bryłki i wrzuciłam do garnka, gdzie zaczynało kipieć mleko.

– Co tak pachnie? Załapię się?

– Cześć, Kate. Robię kakao – zgrzytnęłam zębami na myśl o tym, że będę musiała się podzielić napojem.

Kate podeszła do płyty kuchennej i zaglądnęła do garnka, wciągając nosem zapach, który rozchodził się po kuchni.

– Dolej mleka, dałaś za dużo kakao.

– O, dzięki. Chcesz trochę? – zapytałam, jednocześnie podwajając ilość mleka. Jeśli miało wyjść tego więcej, to mogłam się podzielić.

– A dodasz chili i cynamon?

Popatrzyłam na nią zaskoczona. Nie wiedziałam, że można do tego dodawać przyprawy, ale w sumie Peter dolewał mleka do swojej wieczornej herbaty, więc nie powinno mnie to dziwić.

– A Clint dodaje?

– Clint pije kakao? Od kiedy? – zdziwiła się brunetka i ignorując mój brak odpowiedzi, zaczęła do naczynia dosypywać przyprawy.

– Nie wiem. Ostatnio mi je przygotował, wcześniej nawet nie wiedziałam, że takie coś istnieje.

– Ha, dziwne. Dobra, daj mi to, dokończę.

Hell's fire |  Bucky BarnesOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz