ALAN
Spojrzałem na zegar i przyswoiłem sobie do wiadomości, że Colin będzie za pięć minut. Na szczęście w barze nie było ruchu, w sumie to nic dziwnego, o godzinie szesnastej nie ma żadnego ciekawego meczu piłki nożnej, czy NBA, żeby były tłumy. Otarłem resztę sztućców z nudy i usiadłem za ladą na wysokim stołku. Poprawiłem muchę na szyi i wziąłem do ręki telefon, by odczytać wiadomość, która właśnie do mnie przyszła. Uśmiechnąłem się bezwstydnie, patrząc na zdjęcie, dołączone do SMS-a. Adele właśnie ma piętnastominutową przerwę w pracy, więc mogła śmiało wykorzystać ten czas na zjedzenie posiłku i w międzyczasie napisać do mnie wiadomość. Zagryzłem odruchowo wargę, gdy przyjrzałem się uważniej fotografii. Chciała wydać się smutna, usta miała wydęte, niczym podkowa. Zmarszczone brwi spotęgowały zamierzony wyraz twarzy, jednak w tym momencie to odkryty dekolt zrobił na mnie największe wrażenie. Pokręciłem głową zaintrygowany.
Adele: Jestem wykończona, jeszcze nigdy nie było takiego ruchu... Przyjedziesz po mnie o 18?
Alan: Jasne, chętnie dowiem się, dlaczego założyłaś tak seksowną bluzkę do pracy.
Adele: Zazdrosny?
Alan: Dobrze wiesz, że tak... Zjedz coś, mała.
— Siema, stary.
Wzrok szybko przeniosłem na Colina, który właśnie zasiadał po drugiej stronie lady. Zmierzyłem wzrokiem jego aktualny ubiór i roześmiałem się krótko. Wystawił w moim kierunku środkowy palec i poprosił natychmiast o nalanie piwa, więc schowałem telefon do kieszeni spodni i bez sprzeciwów napełniłem kufel.
— Chciałeś zobaczyć mnie w stroju gliniarza, proszę bardzo. — Wstał z krzesła i wykonał szybki obrót, dodatkowo puszczając oczko w moją stronę. Teraz nie potrafiłem opanować śmiechu, nie dowierzając nadal w to, że został policjantem.
— Nie powiem, mógłbyś robić jako striptizer. Wiesz, wieczory panieńskie i tak dalej, zbiłbyś fortunę — zażartowałem, nalewając sobie wody z kranu. Zająłem miejsce naprzeciw niego i stuknęliśmy się naczyniami. Rozejrzał się po wnętrzu pomieszczenia i wciągnął powietrze ze świstem, jakby nad czymś się zastanawiał.
— Kiedy macie tutaj najbliższy wieczór panieński? — Kolejny raz w przeciągu zaledwie kilku minut uśmiechnąłem się do blondyna, tylko tym razem przybiłem mu pionę za udany żart. — Widziałem się dzisiaj z Greysonem. Mówił, że Merle mu ufa, jak nigdy dotąd. W sobotę możemy działać. — Wziął solidny łyk piwa i odstawił kufel z tupetem na blat. Patrzyłem na niego dłuższą chwilę i próbowałem przekalkulować w głowie, że zostały nam cztery dni, by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Skinąłem niezauważalnie głową i odwróciłem od niego wzrok. — Ej, wszystko gra?
— Tak, tylko... Mam obawy — powiedziałem bez owijania kota w bawełnę.
Nasz plan jest dopracowany, jednak Merle jest sprytniejszy, niż my wszyscy razem wzięci. My nie widzimy luk w naszym rozumowaniu, diler może je dostrzec i wykorzystać to na naszą niekorzyść. Równie dobrze może domyślać się, że planujemy zrobić zasadzkę i wpakować go z powrotem do paki. Dobrze składa się, że odbędzie się to akurat w sobotę. To jest jeden z dwóch dni w tygodniu, gdy rozwożą towar po mieście, a wiąże się z tym to, że w aucie będzie sporo różnego rodzaju narkotyków. Wystarczy tylko, żeby zatrzymali się na stacji, Merle zostanie w aucie i wtedy wkroczy do akcji Colin ze swoją załogą, by go przyskrzynić. Nie musimy dzwonić na policję, skoro policjant jest w to zamieszany.
— Słuchaj, nie chcę, żeby komukolwiek stała się krzywda, czaisz? — Przełknął piwo, jakby przełykał tonę kamieni. — Przede wszystkim, Adele nie może stać się krzywda, bo tego nie przeżyję.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
