Rozdział 32.

452 26 0
                                        


— Więc chcesz mi powiedzieć, że unikałeś mnie tylko dlatego, żeby później pieprzyć mnie bez opamiętania? — zapytałam rozbawiona, wkładając do uszu swoje pozłacane kolczyki.

— Dobrze wiem, że ci się podobało. I ty też to wiesz.

Popatrzyłam na ukochanego w lustrze i leniwie uśmiechnęłam, widząc jego szelmowski, zadziorny uśmiech. Wzruszył obojętnie ramionami, podciągając spodnie na biodra. Pokręciłam głową w niedowierzaniu i wciąż kalkulowałam w głowie to, jak czułam się przez niego przez pół dnia.

Wyszedł z domu rano długo przed tym, jak się przebudziłam. Nie odpisywał na SMS-y i w dodatku okłamał mnie, że był w pracy tylko dlatego, bym zirytowała się na niego jeszcze bardziej. Po cholernie dobrym, namiętnym seksie, rozpłynął się pod wpływem mojego dotyku i wyznał całą prawdę.

Nie byłam pewna, czy to tylko sen, ale jego błękitne, hipnotyzujące tęczówki badające moją reakcję, utwierdziły mnie w jednym. To był zarazem nasłodszy i najbardziej oryginalny gest z jego strony. W tamtym momencie nie potrafiłam powstrzymać łez szczęścia, napływających mi do kącików oczu, ale jednocześnie i łez żalu za to, iż wpędził mnie w przygnębienie w tak ważnym dla mnie dniu. Przytulał mnie mocno do siebie i obcałował każdy skrawek mojego nagiego ciała, nie pomijając żadnego miejsca.

Tak, łącznie z łechtaczką.

Chciał jasno zaznaczyć, że jestem cała jego i nic, ani nikt tego nigdy nie zmieni. Oczywiście udało mu się tego dokonać wręcz bezbłędnie. Seks był pierwszym z moich urodzinowych prezentów, minetka była drugim, a z tego co powiedział, czekało na mnie jeszcze ,,główne danie" tego wieczoru. Dreszczyk podniecenia przebiegł po moich plecach po usłyszeniu tych tajemniczych słów, a moja dociekliwość nie pozostawała w tyle. Pragnęłam dowiedzieć się najwięcej o tym, co tajemniczego zaplanował mój ukochany brunet.

— Gdzie jest Danielle i Chris? — zagadnęłam. — Oni też są zamieszani w ten twój nikczemny plan? Jedziemy do rodziców, czy masz inne plany wobec mnie?

— Może tak, może nie. Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie — powiedział tajemniczo, zapinając guziki od czarnej, eleganckiej koszuli.

Patrzyłam uważnie na jego poczynania i na to, jak wygładza materiał wewnętrzną stroną dłoni. Podszedł do szafy, a głównie do wysokiego lustra, by móc przejrzeć się w całej okazałości. Zagryzłam dolną wargę zauroczona i śmiało muszę przyznać, że o wiele lepiej wygląda nago, niż w ubraniach. Przyłapał mnie na bezwstydnym wpatrywaniu się w jego szerokie barki, a mi wcale nie było za to wstyd. Zamiast również szykować się do wyjścia, rozkoszowałam się najprzystojnieszym mężczyzną, stąpającym po całej kuli ziemskiej.

— Rozprasza mnie pani, Panno Carter. — Puścił mi zawadiacko oczko, a ja automatycznie spuściłam z niego wzrok, żeby nie podniecić się kolejny raz tego dnia, bo moglibyśmy nie opuścić dziś już sypialni. Chociaż taki plan absolutnie mi nie przeszkadza. — Za dziesięć minut wyjeżdżamy, czekam na korytarzu.

Podszedł mnie, pachnąc jak ten cholerny Bóg. Popatrzyłam na niego z dołu zafascynowana, a brunet pocałował mnie w czubek głowy i jakby nigdy nic, opuścił pomieszczenie, pozostawiając po sobie jedynie tylko zapach perfum. Westchnęłam ciężko i przejechałam po ustach czerwonym błyszczykiem ostatni raz. Po tej czynności byłam w pełni gotowa na dalszą część niespodzianek, jakie zaplanował dla mnie Alan. Po stwierdzeniu, że wyglądam przyzwoicie, wrzuciłam telefon do torebki i narzuciłam ją na ramię.

Nie chciałam zwlekać zbyt długo, bo nie należę do osób cierpliwych, a wręcz przeciwnie. W pośpiechu odnalazłam swoją kurtkę w szafie i założyłam na nogi botki.

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz