Po krótkiej wymianie zdań między mną, a Rose, atmosfera zagęściła się do takiego stopnia, że nawet nie odważyła się na mnie spoglądać. Siedziałam dumnie obok ukochanego i wtulałam się w jego bok, popijając drinki, które donosili mężczyźni. Co jakiś czas posyłała mi krótkie spojrzenia, które nie robiły na mnie wrażenia. Mimo złości, zmieszanej z frustracją, potrafiłam się odprężyć tylko i wyłącznie dzięki promilom we krwi. Potrzebowałam teraz bodźca, który pozwoli mi opanować emocje, bym nie zaczęła paplać o tym, jak puszcza się z mężczyzną, który mógłby być jej ojcem.
Tym bodźcem była dłoń Alana, która właśnie spoczęła pod stolikiem na moim udzie.
Odchrząknęłam, zagryzając wnętrze policzków i posłałam brunetowi speszone spojrzenie, co nawet nie powtrzymało jego poczynań. Starałam się skupić na rozmowie pomiędzy Colinem, a Chrisem, jednak nie wychodziło mi to najlepiej.
Czułam ciepło bijące od Brauna, przez co mój biedny język zawiązał się w ciasny supeł. Chwyciłam za szklaną nóżkę od wysokiego kieliszka i wzięłam porządny łyk drinka, wyłapując przy okazji spojrzenie zirytowanej przyjaciółki. Ruchem głowy wskazała na Rose, która wciąż esemesowała w najlepsze i nawet nie próbowała ukryć niewinnego uśmiechu, wpełzającego mozolnie na jej twarz. Wzrok miała wbity w ekran telefonu, a obecność Colina absolutnie jej nie przeszkadzała. Zagryzała dolną wargę, od czasu do czasu ją oblizując.
Wlałam w siebie resztę trunku, po czym strzepnęłam dłoń Alana z nogi. Czekałam już dobrą godzinę na jej ruch, dałam jej przecież szansę, by sama przyznała się do wszystkich swoich błędów, ale tego było już za wiele. Moje zirytowanie sięgnęło zenitu, gdy patrzyłam na to, jak romansuje z kochankiem, siedząc na kolanach niczego nie świadomego Loczka. Podniosłam się ze skórzanej kanapy, lekko się chwiejąc, jednak nie przeszkadzało mi to w tym, by pod pretekstem pójścia po kolejne drinki, zaciągnąć przyjaciela na zewnątrz i wyjawić mu całą prawdę odnośnie jego wyimaginowanie wspaniałej wybranki.
Pocałowałam przelotnie Alana w usta, a wzrok każdego z osobna był teraz wbity w moją osobę, oprócz tej jednej, rudej gnidy. Ciepło rozgrzało moje wnętrze oraz przyspieszyło bicie serca. Adrenalina uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą, jednak teraz nie było już odwrotu.
— Colin, pójdziesz ze mną do baru? — zaproponowałam, leniwie się uśmiechając.
To pytanie sprawiło, że zadowolenie opuściło automatycznie twarz Rose. Zesztywniała na kolanach bruneta, a w dłoni wciąż kurczowo trzymała urządzenie, jakby było przymocowane do jej skóry. Oparłam się rękoma o blat stolika, przerywając tym samym rozmowę chłopaków. Chris miał jeszcze uchylone usta i wpatrywał się we mnie wrogo.
Oczywiście, nienawidzi, gdy wchodzę mu w zdanie. Uśmiechnęłam się do niego niewinnie, a Danielle dodatkowo objęła go ramieniem i przyciągnęła do siebie, co miało zadziałać łagodząco.
Jedynie dwie osoby w tym gronie wiedziały doskonale, co się święci i co zamierzam zrobić. Alan i Danielle.
— Znowu będziesz naciągać mojego faceta na darmowe drinki?
— Rose, opanuj się — powiedział ostrzegawczo, zmieniając ton.
Mierzyłam się z nią spojrzeniami, dopóki Loczek nie stanął na nogi, lekko spychając z siebie dziewczynę. Ta sapnęła zaskoczona, a na jej twarzy wymalował się grymas niezadowolenia przez to, iż chłopak jej się w końcu odważył postawić. Otrzepał swoją koszulę, by ją wygładzić, po czym posłał mi oczko. Użyczył mi swojego ramienia rozbawiony, więc nie protestowałam, czując na sobie przenikliwy wzrok ukochanego. Starałam się za wszelką cenę opanować przyspieszony oddech i rozszalałe serce, co przychodziło mi z ogromnym trudem.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
