Rozdział 50.

221 14 9
                                        

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ

Uśmiecham się zawadiacko do ukochanej, a jej twarz wykręca się w zbolałym grymasie. Uparła się, że sama podniesie się ze szpitalnego łóżka, bez mojej pomocy, więc tym razem dałem jej wolną rękę. Syknęła niekontrolowanie, opadając na wózek inwalidzki. Patrzyłem na nią zafascynowany jej determinacją, której w ostatnich dniach przybywało coraz więcej. Gołym okiem widać było, że chce jak najszybciej dojść do siebie i stanąć na nogi, by być niezależna od pielęgniarek, czy chociażby ode mnie. W dodatku jedzenie szpitalne niekoniecznie jej smakuje, więc od czasu do czasu przywiozę jej zupę w wykonaniu mojej, bądź jej mamy. Wtedy jest wniebowzięta.

— Weź torbę, jest pod łóżkiem. Danielle mi podwiozła kilka rzeczy. Zwłaszcza płyn pod prysznic, bo czuję, że śmierdzę na kilometr — mówi zniesmaczona, podnosząc swoją rękę w górę i wącha szybko swoją pachę. Śmieję się krótko, kręcąc głową rozbawiony.

— Przecież kąpałaś się wczoraj.

— Wiesz, jakie to krępujące kąpać się przy pielęgniarce?

— Ja Cię umyję, kochanie. — Puszczam jej oczko, schylając się po torbę i zarzucam ją sobie na ramię. Patrzę na nią rozczulony i jednocześnie wariuję z radości, że na jej twarzy już nie ma nawet najmniejszego śladu po sińcach, które zafundował jej Naygin.

Jej skóra odzyskała kolory po wybudzeniu ze śpiączki i w końcu mogę śmiało przyznać, że nareszcie wygląda jak moja kochana, słodka Adele. Moja największa miłość.

— Lekarz mówił, kiedy będziesz mogła wrócić do domu? — pytam, pomagając jej ułożyć nogę w gipsie na podnóżek.

Wciąż trzymam w tajemnicy to, że zabrałem wszystkie nasze rzeczy z mieszkania i przewiozłem je do naszego nowego domu, o którym nie ma zielonego pojęcia.

— Mówił.

— Naprawdę? — Podekscytowanie bierze nade mną górę. Staję przed nią, a na jej twarzy błądzi zadowolony uśmiech, co oznacza, że ma dla mnie dobrą wiadomość.

— W tym tygodniu — oznajmia, unosząc kąciki ust w górę. — A dokładniej to jutro. — Uchylam usta zaskoczony, a moje serce drga przez chwilę.

Zaplanowałem imprezę powitalną, ale to były tylko wstępne pomysły. Powiadomiłem miesiąc temu rodziców i przyjaciół, że takowe przywitanie planuję już w nowym domu, jednak nie spodziewałem się, że wydarzy się to w tak ekstremalnym tempie.

— Tak bardzo się cieszę — mówię szczerze i całuję czubek jej głowy, jednocześnie panikując wewnętrznie. — Wykąpiemy Cię i powiesz mi, jak długo planowałaś tę niespodziankę.

Kiwa głową energicznie, więc chwytam wózek za uchwyty i pcham go, wychodząc z sali na korytarz. Nawałnica myśli uderza we mnie nagle, bo uświadamiam sobie, że mam czas do jutra, by uszykować wszystko perfekcyjnie na powrót Adele do domu. Wyciągam szybko z kieszeni telefon, żeby wystukać wiadomość do Danielle, że potrzebna jest pomoc i to w trybie natychmiastowym.

Alan: Adele jutro wychodzi ze szpitala, musimy zająć się domem! Daj znać wszystkim, że mają być gotowi! Zajmiesz się wystrojem, prawda?

— Dzisiaj nie jestem potrzebna w kąpieli? — zagaduje radośnie do nas pielęgniarka, która wczoraj pomagała Adele w łazience.

Uśmiecham się do kobiety niewinnie, poprawiając torbę na ramieniu.

— Damy sobie radę, Celest. — Adele przejmuje pałeczkę, a kobieta jedynie kiwa głową na zgodę i otwiera przed nami drzwi do łazienki. Dziękuję za pomoc i zamykam je za nami na zamek, by przypadkiem ktoś nie wszedł do pomieszczenia, jak Adele będzie zupełnie naga. — Na szczęście dzisiaj ściągną mi to cholerstwo — mruczy brunetka podminowana, ściągając nogę z gipsem na podłogę. — Zawsze byłam święcie przekonana, że w szpitalach są prysznice. A tu proszę, wanna. — Klaszcze podekscytowana. — Wiedziałeś?

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz