ADELE
Postawiłam na blacie przed sobą kieliszek z czerwonym winem i zaczęłam kolejny raz poprawiać usta różowym błyszczykiem. Zacmokałam dwa razy w stronę lustrzanego odbicia i z uśmiechem na twarzy wzięłam łyk wina.
Odetchnęłam zadowolona. Sięgnęłam po flakonik z perfumami, który dostałam od Alana na święta Bożego Narodzenia i rozpyliłam go na odkrytym dekolcie. Teraz byłam w pełni gotowa na wyjście ze znajomymi, by oficjalnie uczcić zamknięcie Merle'a, a przede wszystkim, by uczcić nasz należyty spokój.
Podciągnęłam beżową bluzkę wyżej, by Alan nie uczepił się tego, że odkrywam zbyt wiele w barze, gdzie będą sami mężczyźni.
Gdy tylko ukochany wyszedł z domu, by jechać z Colinem na stację benzynową, gdzie mieli schwytać tego bandytę, czułam się roztrzaskana. Mimo iż Danielle pomagała mi się uspokoić, a raczej próbowała to zrobić, dostałam niekontrolowanego ataku paniki.
Myślałam o tym, że diler ma na swoim koncie zabójstwo i to nie byle jakie, więc to było logiczne, że spluwę nosi ze sobą zawsze, nawet po to, by się obronić przed większym złem, niż jest on sam.
Obawiałam się tego, że Alan oberwie kulką, gdy tylko Merle zobaczy go na miejscu zdarzenia, a tego bym psychicznie nie przeżyła. W głowie zaczęło mi się kręcić, a oddech stał się przyspieszony i płytki. Z oczu leciały łzy, a obraz stał się rozmazany. W tamtej chwili liczyło się tylko zdrowie Alana i to, by Colin zapewnił mu stuprocentowe bezpieczeństwo.
Braun jest częścią mnie, moją drugą i tą jedyną połówką. Gdybym, nie daj Boże, straciła go, straciłabym również i siebie. Udało mi się uspokoić z pomocą przyjaciółki, która za wszelką cenę starała się zachować zimną krew.
Postawiła mnie na nogi siłą i podprowadziła mnie do kuchennego zlewu, by polać mi dłonie lodowatą wodą. Nigdy nie sądziłabym, że blondynka wie, jak zareagować w takiego rodzaju sytuacjach.
Przywróciła mnie do świata żywych i rozkazała, bym położyła się na kanapie w salonie i po prostu zdrzemnęła się, choć na małą chwilę.
Przez wczorajszą imprezę u mamy Alana, a mojej przyszłej teściowej, nie czułam się najlepiej. Gdy tylko otworzyłam oczy rano, miałam wrażenie, że alkohol wciąż płynął mi w żyłach. Wszelkie dźwięki w mieszkaniu były głośniejsze, niż zazwyczaj, a ból skroni doprowadzał mnie do zbolałych jęków. Gdyby nie Alan i tabletki przeciwbólowe, musieliby mnie zawieźć na pieprzony SOR do szpitala.
Pamiętam niezbyt wiele z imprezy, film urwał mi się przed godziną dwudziestą trzecią i powrócił o godzinie pierwszej. Nadal zżerają mnie wyrzuty sumienia, że tak cholernie upiłam się przed rodziną ukochanego. Po sprawdzeniu dziś telefonu, dostrzegłam wiadomość od mamy Alana, miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Pytała w SMS-ie, jak się czuję i oznajmiła, że mam nie martwić się upiciem, bo młodość jest jedna i drugi raz się jej nie przeżyje. Z drugiej strony jestem jej bardzo wdzięczna za wyrozumienie, choć nie chciałam wypaść źle w ich oczach. Z rodzicami Alana widujemy się około raz, może zdarzy się dwa razy w miesiącu, więc to nic dziwnego, że nie chciałam im podpaść.
Jednak udało mi się to wykonać, w dodatku na pięćdziesiątce pani Larissy.
Boże, tylko ja potrafię odpieprzyć taką gafę.
Mimo wszystko, Scarlett okazała się naprawdę sympatyczną kobietą, z którą mogłam porozmawiać dosłownie na każdy temat. Opowiadała mi o każdej, najśmieszniejszej historii z dzieciństwa, w której był Alan w roli głównej, a ja słuchałam zafascynowana.
W między czasie spożywałyśmy wódkę i straciłyśmy rachubę, gdy blondynka zaczęła opowiadać o niedawnych zaręczynach z Matthewem. Cieszyłam się z tej informacji, a znałam ją zaledwie pół godziny. Przytulałyśmy się upite i śpiewałyśmy piosenki, które didżej wygrywał i mój humor był w jak najlepszej kondycji.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
