— Gdzie masz czapkę! Rozchorujesz się!
Popatrzyłam z szerokim uśmiechem na ukochanego. Pociągnęłam ciężko nosem, a zaraz po tym kichnęłam mu prosto w twarz dokładnie trzy razy.
Zadygotałam zmarznięta, a szczęka niekontrolowanie zadrżała wraz z moim ciałem. Pokręcił głową i zmarszczył brwi zdenerwowany. Naciągnął mi puchową, zimową czapkę na uszy jednak nie zwrócił uwagi na to, że zasłonił mi kompletnie oczy.
Westchnęłam i obeszłam auto, dopóki nie znalazłam się przy drzwiach od strony pasażera. Zanim w samochodzie nagrzało się do znośnych warunków, cała trójka zdążyła zapytać się, jak się czuję.
Doskonale wiem, że nie wyglądam najlepiej i tak też się czuję. Okres spotęgował złe samopoczucie witając mnie krwiście tego dnia.
Jestem obolała, ledwo żywa i niewyspana. Jednak musieliśmy w końcu odwiedzić moich rodziców.
Od dwóch tygodni przekładaliśmy to spotkanie.
— Wyglądasz strasznie.
Zacisnęłam szczękę, patrząc na Danielle w odbiciu lusterka. Pokazałam jej środkowy palec i kolejną, zabrudzoną chusteczkę wrzuciłam do torebki. Owinęłam się ramionami i przymknęłam powieki, gdy Alan już wyjechał na szosę.
Zima to najgorsza pora roku.
Za każdym razem musi złapać mnie choróbsko i umieram w łóżku z ciepłą herbatą i serialem. Nie żebym narzekała, jeszcze pięć lat temu, byłabym szczęśliwa, że nie muszę iść do szkoły. Teraz na uczelni nie mogę opuszczać żadnego dnia, czekają mnie kolokwia i jeszcze więcej nauki.
W pracy mogę skusić się na zwolnienie lekarskie, jednak moja choroba nie usprawiedliwia mnie ze zdawania egzaminów na studiach.
Chciałabym powrócić do liceum...
— Zwolnij, proszę Cię — powiedziałam zestresowana, gdy przyspieszył i jechaliśmy zbyt szybko. Nienawidzę, jak to robi. — Alan, chcę jeszcze pożyć.
— Kochanie, to tylko siedemdziesiąt na godzinę. Jestem głodny, Irwin coś dobrego na pewno zrobił do jedzenia.
Na chodnikach kręciło się wielu przechodniów. Ułożyłam dłoń na jego udzie i delikatnie uścisnęłam go, by spełnił moją prośbę. Warknął pod nosem, uwydatniając kości policzkowe, gwałtownym wciągnięciem powietrza. Uśmiechnęłam się leniwie i podkręciłam ogrzewanie.
— Co się stało? — Chris zadał pytanie, wydął wargę i zaczepiał Danielle, która ewidentnie nie była w nastroju na jego gierki. Podszczypywał ją i łaskotał, żeby tylko powiedziała, dlaczego od rana chodzi taka przygnębiona.
Zmarszczyłam brwi i popatrzyłam na dwójkę, siedzącą za mną. Przełknęłam ślinę, gdy jego wzrok spoczął na mojej osobie. Blondynka ma trudny charakter, prędzej by nauczyła kota szczekać, niż powie, co ją dręczy.
Ewentualnie, gdyby upiła się do takiego stopnia, że byłaby wiotką wersją Danielle, wygadałaby wszystko, co leży na duszy.
Z kolei Chris jest uparciuchem w tego typu sprawach.
No i jestem jeszcze ja.
Między młotem, a kowadłem. Od pięciu lat tak jest, zdążyłam już do tego przywyknąć.
— Chris, zaraz Danielle wydrapie Ci oczy — stwierdziłam rozbawiona.
Uśmiechnęła się niewinnie i położyła głowę na jego ramieniu.
Ah, te głupki...
— A na kolację zrobisz mac n cheese? Proszę!
— Kochanie, przecież zjemy u twoich rodziców. — Jęknęłam bezradnie.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
