Rozdział 37.

493 19 6
                                        


Trzydzieści minut.

Dokładnie trzydzieści minut temu Alan napisał do mnie SMS-a, że możemy szykować się, by dołączyć do niego oraz Chrisa na plaży. Gdy tylko poinformowałam o tym przyjaciółkę, ta zaczęła emanować radością na prawo i lewo. Wyskoczyła z jaccuzzi, jak poparzona i zostawiając mnie w tyle, pognała do pokoju, by przygotować się na spotkanie.

Nie miała pojęcia, co ją czeka.

Oświadczyła jedynie, że ma dobre przeczucia, więc chce wyglądać jak najlepiej.

Przyglądałam się jej rozczulona, podczas gdy ona zaczęła przeglądać sukienki, które zabrała ze sobą na wyjazd. Ta była za krótka, ta za długa, ta zbyt wyzywająca, ta zbyt skromna. Po krótkiej chwili na miejsce szczęścia wkroczyło zdenerwowanie. Nawet malowanie rzęs sprawiało jej trudność, więc ja wszystkim się zajęłam. Doradziłam jej, którą sukienkę powinna ubrać oraz wykonałam delikatny makijaż na jej twarzy, by przestała w końcu wariować. Sama uszykowałam się w zaledwie dziesięć minut. Zdecydowałam się na błękitną spódniczkę, opadającą na biodra i do tego białą koszulkę do pępka. Włosy związałam w niechlujnego koka, a usta potraktowałam jedynie błyszczykiem o zapachu i smaku truskawek.

Danielle co najmniej dziesięć razy upewniała się, czy wygląda dobrze, a moim zadaniem było przekonać ją, że wygląda wręcz kwitnąco.

— Boże, może zorganizowali jakiś romantyczny piknik z owocami morza? Mam ochotę na krewetki — mówi podekscytowana Danielle, wsuwając okulary przeciwsłoneczne we włosy.

Podała mi swój telefon oraz mały perfum, bym włożyła wszystkie te rzeczy do swojej plażowej torby. Narzuciłam ją na ramię i po sprawdzeniu godziny w telefonie, mogłyśmy śmiało wyruszyć na plażę.

— Nie pogardziłabym — odpowiadam odrobinę zestresowana, puszczając dziewczynę pierwszą w przejściu.

Napisałam szybko wiadomość do ukochanego, że właśnie wychodzimy z pokoju hotelowego i schowałam również i swój smartfon do torebki. Wypuściłam powietrze z ust ze świstem i ponownie wcisnęłam przycisk, by winda w końcu zjechała na nasze piętro.

— Jestem tak głodna, że zjadłabym konia z kopytami.

Drzwi otwierają się i wchodzimy do środka. Blondynka wybiera numer 0, więc nie mija chwila, a my już wychodzimy na hotelowy hol. Panie za recepcją uśmiechają się do nas gościnnie, co oczywiście odwzajemniamy. Na dworze wciąż słońce daje popalić, a ciepłe promienie słoneczne ogrzewają naszą skórę. Uśmiech z twarzy nie schodził nawet na ułamek sekundy. Chwytam ją pod ramię i razem zmierzamy w kierunku głównego wejścia na plażę.

— Zaczynam się trochę bać, tak szczerze. — Pocieram delikatnie jej dłoń.

— Tak szczerze, ja też. Po nich można spodziewać się dosłownie wszystkiego — mówię wymijająco, wciąż wodząc ją za nos.

Mrużę oczy, gdyż słońce uniemożliwia mi dokładne dostrzeżenie mojego ukochanego, opartego o drewniane barierki. Na nosie ma czarne okulary przeciwsłoneczne, a włosy roztrzepane. Ramiona ma skrzyżowane, co tylko uwydatnia jego mięśnie, a gdy również nas dostrzega, odpycha się jedną nogą od płotku. Czuję nagły ucisk w klatce piersiowej, gdy Danielle ściska mocniej moją rękę.

Wodzę wzrokiem po jego sylwetce, dłużej spoglądając na szerokie barki, aż nie docieram do szerokiego, zadziornego uśmiechu.

Wspominałam już, że Alan z roku na rok jest coraz przystojniejszy?

— Witam piękne panie — mówi oficjalnie, a zza pleców wyciąga opaskę.

Dokładnie tę samą opaskę, którą założył mi na oczy, podczas gdy wiózł mnie na urodzinową imprezę do domu rodziców. Zagryzam dolną wargę, nie spuszczając z niego wzroku.

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz