Rozdział 45.

307 26 3
                                        

4 dni później

ADELE

Podchodzę z trudem do okna, by odetchnąć świeżym powietrzem, a ciepły wiatr owiewa moją obolałą twarz. Brudne włosy przyklejają się do polików, jednak nawet nie mam siły, by uporczywe kosmyki odgarnąć na bok. Przymykam powieki i wdycham smak nowego dnia, choć wczorajszy nie należał do najlepszych. Kolejny raz oberwałam za to, że uderzyłam Naygina w twarz. Znów chciał wstrzyknąć do mojej krwi heroinę. Pobił mnie bez żadnych skrupułów i wyrzutów sumienia, a informacja o ciąży nie zrobiła na nim absolutnie żadnego wrażenia. Wspomnienie tego, jak ten dupek mnie obmacywał, a ja nie byłam w stanie nawet się poruszyć, przyprawia mnie o ból brzucha i zawroty głowy, które zazwyczaj kończą się chwilową utratą przytomności.

Koszmary są już w moim przypadku na porządku dziennym. Czasami nie jestem w stanie stwierdzić, czy sny nie są przypadkiem rzeczywistością. Naygin zdejmujący ze mnie ubrania, dotykający moich piersi, mojej kobiecości. Jego penis wbijający się w moje udo. To wszystko wydarzyło się naprawdę, a ja po prostu leżałam i nie potrafiłam się obronić przez narkotyki, które wyniszczają wciąż mój organizm w zastraszającym tempie.

Podanie mi heroiny to nie była jednorazowa sytuacja, a Naygin wykorzystywał to, że nie mam siły się podnieść po pobiciu i wstrzykiwał mi kolejne dawki. Stan, w jakim znajdowałam się przez heroinę, zaczął mnie przerażać. Miałam świadomość tego, że powinnam była się bronić, by nigdy w życiu mnie nie dotknął. Upojenie mi to uniemożliwiało, a wręcz pozbawiło wszelkich zdrowych myśli i odruchów.

Miało to jednak swój jeden, jedyny plus. Po narkotykach nie odczuwałam bólu fizycznego, a każdy cios, który we mnie wymierzył, nie miał wagi. Dopiero, gdy otrzeźwiałam, obolałe kończyny dały się we znaki i wraz z pojawieniem się siniaków, przypominałam sobie o tym, co się stało i co wciąż się dzieje.

Każda czynność sprawia mi trudności, a gdy Greyson przyniósł mi wcześniej jedzenie, zwymiotowałam przez okno, zanim zdążyłam przełknąć mały kawałek bułki. Wstręt do samej siebie spotęgował wstręt również do jedzenia. Od kiedy tutaj jestem, udało mi się zjeść jedynie kromkę suchego chleba i choć żołądek błaga o jedzenie, nie jestem w stanie na nie patrzeć.

Żywię się głównie wodą i nienawiścią do Naygina.

Ostrożnie biorę kolejny wdech, czując uciążliwy ból w klatce piersiowej, a nogi zaczynaja mi drżeć. Patrzę przed siebie, w dal, jedną rękę przykładając do brzucha. Unoszę koszulkę ku górze, którą dał mi Greyson po próbie gwałtu i spoglądam z przerażeniem na swoje ciało. Fioletowe sińce są wyryte w mojej skórze, jak brzydki, oszpecający tatuaż.

Nie ma śladu po normalności. Jest ciemnofioletowy odcień, zmieszany z czerwienią i zielenią, nic więcej.

Jęczę zbolała po dotknięciu zsiniałego miejsca i opadam bezsilnie na betonowe podłoże i próbuję przeliczyć, ile dni jestem tutaj przetrzymywana, ale po chwili dochodzę do wniosku, że już dawno straciłam rachubę czasu. Opieram się plecami o ścianę i próbuję złapać głębszy oddech, co nie wychodzi mi na dobre.

Przez suchość w gardle zaczynam kaszleć, a wcześniej okopana klatka piersiowa, daje mi popalić. Spoglądam spanikowana na pustą butelkę wody, w której nie ma ani kropli i godzę się z kolejną utratą przytomości, zbliżającą się w moją stronę ogromnymi krokami. Sam kaszel jest dla mnie zbyt wyczerpujący, jestem na skraju wycieńczenia.

— Adele. — Podnoszę wzrok na Greysona, który właśnie przekroczył próg pomieszczenia.

Zatrzaskuje za sobą metalowe, stare drzwi i w pośpiechu zaczyna odkręcać wodę, by uratować mnie przed atakiem kaszlu i jednocześnie atakiem paniki. Podchodzi do mnie i kuca, podając mi plastikową butelkę. Przymykam powieki zestresowana i zaczynam łapczywie pić, pić i jeszcze raz pić. Moja twarz wykręca się w grymasie, bo z każdym łykiem ból klatki narasta, ale nie jestem w stanie się powstrzymać. Pragnienie jest zbyt silne.

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz