Rozdział 40.

426 28 8
                                        

Chris poklepał mnie pokrzepiająco po plecach. Ocieram pot z czoła, nie zwracając uwagi na wiwatujący tłum, a mój wzrok wciąż jest utkwiony w miejscu, gdzie już od dawna powinna siedzieć Adele. Wzdycham ciężko, czując ogromny ciężar na sercu, spowodowany jej nieobecnością. Sztuczny uśmiech zakładam na twarz i przybijam piątkę każdemu, kto podchodzi do mnie w tym jednym celu. Na sali jest gwarno, nie jestem w stanie usłyszeć własnych myśli, a zwłaszcza tego, co próbuje przekazać mi Colin. Wciąż zerkałem podczas rozgrywki na tablicę wyników, by śledzić godzinę, jednak na marne.

Adele nie pojawiła się, a gdy zrozumiałem, że już tutaj nie dotrze, snułem się po boisku, niczym cień. Chłopaki starali się postawić mnie do pionu, ale ja nie mogłem odpędzić od siebie słów Danielle, odnośnie ciąży mojej kobiety. No i nadal pozostawała kwestia zaręczyn. To mnie kompletnie przygasiło.

Wyminąłem Colina i ruszyłem w kierunku przyjaciółki, przywołującej mnie do siebie. Zbiegła ostrożnie po schodach, by dostać się do mnie, jak najszybciej, a czerwona lampka w mojej głowie zaczęła iskrzyć. Przełykam ślinę zniecierpliwiony, a wymijanie zebranych tu osób, zaczyna mnie poważnie irytować.

Jej mina nie zwiastuje niczego dobrego, a w ręce trzyma mocno telefon.

— Co się dzieje? Gdzie jest Adele? — pytam, błądząc wzrokiem po jej zmartwionej twarzy. Gryzie dolną wargę i pokazuje mi urządzenie.

Marszczę brwi w lekkim szoku, a moja podświadomość zaczyna płatać figle. Muszę przyjrzeć się uważnie dziesiątkom wiadomości, jakie Danielle wysłała do mojej ukochanej, a odpowiadała jej jedynie głucha cisza.

— Od godziny nie ma z nią kontaktu? — Panika wzbiera się we mnie z potężną siłą, w głowie zaczyna mi szumieć. Jakby wszystkie dźwięki, krzyki i rozmowy docierały we mnie ze zdwojoną siłą.

Kręcę głową na boki i cofam się o krok tylko po to, by jak najszybciej biec do szatni i sprawdzić swój telefon. Policzki Danielle są zaróżowione, gdy widzę je ostatni raz.

— Alan, poczekaj! — Danielle krzyczy, ale ja już przemierzam salę gimnastyczną, trzymając złość na wodzy.

Teraz przepycham wszystkich, którzy stają mi na drodze, ignorując chłopaków, wyciągających do mnie rękę, by przybić triumfalną piątkę za wygrany mecz. Nie mam nastoju na przyjemności.

— Alan? Co jest? — Słyszę za sobą głos Colina, ale nie jestem w stanie mu odpowiedzieć.

Język grzęźnie mi w gardle, a oddech przyspiesza do takiego stopnia, że zaczynam kaszleć niekontrolowanie. Posyłam mu jedynie krótkie, ostrzegawcze spojrzenie, gdy chwyta moje ramię. Jak tylko wchodzę na korytarz, biegnę, ile sił w nogach, aż nie docieram do naszej szatni. Ignoruję kroki, zmierzające za mną.

Otwieram drzwi z hukiem i próbuję wzrokiem zlokalizować moją torbę sportową. Nie jest to trudne, gdyż spoczywa na niej bukiet kwiatów. Teraz, jedyne co słyszę, to przyspieszone bicie swojego serca. 

— Alan, powiedz mi, co jest grane, do jasnej cholery! — Colin ponownie szarpie mnie za ramię, ale ja w amoku przegrzebuję wnętrze torby, by znaleźć ten pierdolony telefon. Desperacko próbuję wierzyć w to, że może po prostu rozładował jej się telefon, a autobus uciekł jej sprzed nosa i wróciła do domu.

— Adele. Coś się stało Adele — mówię przyciszonym głosem, a w moich oczach stają niekontrolowanie łzy.

Udaje mi się w końcu namierzyć urządzenie i wyciągam je drżącą dłonią. Chłopak staje przy moim boku i wyciąga mi smartfona z ręki, bo sam nie jestem w stanie go odblokować. Obraz zaczyna mi się rozmazywać, gdy wyświetlacz rozjaśnia się, a na ekranie widnieje wiadomość od Adele.

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz