Oddałyśmy kurtki do szatni i otrzymałyśmy w zamian plastikową zawieszkę z numerem 504. Wrzuciłam ją natychmiast do torebki, by jej nie zgubić i ujrzałam w oddali zbliżającą się do nas Susan.
Odetchnęłam z ulga, gdy ochroniarze jeszcze upewniali się, czy grupka chłopaków ma na pewno ukończone osiemnaście lat. Chwyciłam Danielle za dłoń i wyszłyśmy rudej na powitanie, żeby zniknąć w tłumie przed naszymi ,,sponsorami".
— No nareszcie dotarłaś! Już myślałam, że będą musiała sama męczyć się z Nayginem i resztą! — Udało jej się przekrzyczeć muzykę, choć musiałam solidnie nastawić uszu, jak nietoperz. Przytuliła mnie ciasno na powitanie, tryskając pozytywną energią. — Cześć, jestem Susan. Swoją drogą, nieziemski kombinezon! — Danielle została powitana równie ciepło, co ja, po czym przedstawiła się i również pochwaliła czerwoną, przyległą sukienkę rudowłosej wariatki.
Chwilę po tym, dziewczyna wciągnęła nas najpierw na salę główną, a potem szybkim krokiem udałyśmy się, jak się okazało, do baru, by zamówić drinka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i wzrokiem próbowałam odnaleźć wolną lożę, żebyśmy mogły swobodnie odsapnąć i trochę się ogrzać. Susan gwałtownie wepchnęła nas na wolne kanapy i zagroziła palcem, byśmy nie ruszały swoich czterech liter, zanim nie wróci z drineczkami. Byłam jak najbardziej za.
Popatrzyłam podekscytowana na blondynkę, siedzącą naprzeciw mnie. Tutaj nie było tak głośno, jak w wejściu, więc mogłyśmy w końcu spokojnie porozmawiać na temat planów, jakie mamy na ten wieczór. Susan stanęła przy wysokiej ladzie i zaczęła rozmawiać z mężczyzną, którego poznała kilka sekund temu.
— Już mi się podoba. Zachowuje się jak...
—Ty w liceum? — dokończyłam zdanie za nią.
Czytam jej w myślach bez najmniejszego problemu. Pokazała mi środkowy palec, a zaraz po tym złowieszczy uśmiech zagościł na jej twarzy. Alan odpisał mi na wiadomość, że chciałby być teraz obok mnie, mam się świetnie bawić i pilnować Grayn. Druga część SMS-a była oczywiście w imieniu Chrisa.
Wszyscy wiemy, że Danielle ma słabą głowę do alkoholu.
— Narąbiemy się dzisiaj. Co ty na to? — zaproponowałam, zanim ruda przyniosła do stolika kolosalna liczbę wielobarwnych shotów.
Zapiszczała radośnie i opadła obok mnie na skórzaną kanapę. Oświadczyła jeszcze tylko, że to, co stoi teraz przed nami, zasponsorował jej nowy kolega. Pomachała mu uwodzicielsko, a ten jedynie uniósł drinka w górę, zadowolony z siebie. Danielle bez zawahania pokiwała głową i przybiła piątkę z uśmiechniętą Susan.
— To jest ta twoja współlokatorka, o której wspominałaś?
— I najwspanialsza na świecie przyjaciółka — dopowiedziała dumnie, uderzając się w klatkę piersiową, jak rozjuszony goryl.
Wszystkie trzy uczciłyśmy to spotkanie solidnym toastami, a po wypiciu shotów, mogłyśmy ruszyć z miejsca w poszukiwaniu Naygina i reszty załogi.
Opowiedziałyśmy Susan, w trakcie picia drinków, historię sprzed zaledwie trzydziestu minut, jak próbowałyśmy dostać się szybciej do środka. Okazało się, że nie powinno oceniać się książki po okładce, tak jak uczyniłam to ja, spoglądając na olbrzymów pod wejściem do Europe club.
Jeden z nich to wuja Susan, który tylko dorabia sobie pilnując ludzi, by zachowywali się kulturalnie i z klasą. Na codzień jest prawnikiem... To wyobraźcie sobie moja minę, jak opowiedziałyśmy jej wszystko z najdrobniejszymi szczegółami, a ona krótko podsumowała to stwierdzeniem: ,,mogłyście napisać do mnie, mój wujek jest tym olbrzymem, o którym wspominałaś", po czym zaczęła się głupkowato śmiać. Byłam jej ogromnie wdzięczna, że przerodziła to w żart, bo inaczej zapadłabym się pod ziemię.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
