Rozdział 9.

18.4K 1K 125
                                        

ALAN

Zacisnąłem mocno dłonie na kierownicy i zwiększyłem prędkość, by jak najszybciej znaleźć się pod szpitalem. Czułem pulsującą żyłę wkurwienia na mojej skroni, więc odetchnąłem ciężko, gdy dotarło do mnie, że zaczynam się pocić.

Zatrzymywałem się na tych pieprzonych, czerwonych światłach, choć miałem ogromną chęć przejechać, jakby było zielone.

— Kurwa mać — przekląłem sfrustrowany, gdy jakiś palant wjechał przede mnie, jakby chciał, żebym wjechał mu prosto w tylni zderzak. Zacząłem na niego trąbić, mimo iż włączył awaryjne, by mnie przeprosić.

Miałem ochotę coś rozpieprzyć.

— Stary, wyluzuj trochę.

Popatrzyłem gniewnie na Chrisa, podczas gdy on siedział pewny siebie na miejscu pasażera i popijał piwo z butelki.

— Jaki mamy plan? — Westchnąłem i z piskiem opon ruszyłem przez skrzyżowanie, by w końcu wjechać na parking pod szpitalem.Wypuściłem powietrze ze świstem i zatrzymałem samochód obok drzewa, w miejscu, gdzie nie było lamp. Świetnie się składa.

— Greyson napisał mi wiadomość, że niedługo ten skurwiel dostanie wypis i wyjdzie ze szpitala — powiedziałem krótko i wyszedłem na zewnątrz, by odetchnąć świeżym powietrzem.

Potrzebowałem tego, by uleciały ze mnie wszelkie negatywne emocje, jakie teraz zdominowały mój organizm. Z ogromnym bólem serca musiałem zostawić Adele w tym cholernym łóżku, napaloną, jak nigdy dotąd. Ja również miałem nadzieję na długi, upojny wieczór w towarzystwie ukochanej, jednak po SMS-ie od znajomego lekarza, starałem się opanować za wszelką cenę. Nie mogłem dopuścić do tego, by Adele dostrzegła moje wkurwienie i zaczęła dopytywać, dokąd się wybieram i za ile będę.

Nie potrafiłem odpowiedzieć na te pytania, ze względu na to, iż czas operacyjny jest nieoszacowany.

Z pewnością jest teraz na mnie piekielnie zła i będę musiał się postarać, żeby mi wybaczyła. Albo raczej mój język będzie musiał się wysilić. Już ja o to zadbam.

— Po prostu z nim porozmawiamy. Ale nie tutaj.

Wyciągnąłem z paczki papierosa i poczęstowałem również Chrisa oraz Nate'a, bo nalegali, bym sam nie dokarmiał raka. Roześmiałem się sucho i zaciągnąłem dymem. Zaciskałem dłoń w pięść, rozluźniałem i tak na okrągło, dopóki nie dostrzegłem tego sukinsyna, wychodzącego ze szpitala. Miał na twarzy opatrunek, czyli wychodzi na to, że Danielle faktycznie złamała mu nos. Szkoda, że zdążyli mu go poskładać, bo będą musieli zrobić to na nowo.

Skinąłem głową w jego kierunku, by dać im do zrozumienia, że to na niego czekamy. Zmierzał chodnikiem lekko kulejąc, a oczy miał skierowane w ekran telefonu.

Nawet nie podejrzewał, że czeka na niego coś o wiele gorszego, niż mała pięść Glayn. Oparłem się plecami o auto i wypuściłem leniwie dym z płuc, gdy w końcu podszedł bliżej, prawdopodobnie zamierzał wsiąść do swojego samochodu, który również był zaparkowany na parkingu.

Nie tym razem.

— Nadepnąłeś na odcisk nie temu człowiekowi, co trzeba. — Zacisnąłem szczękę i odepchnąłem się nogą od auta. Włożyłem dłonie w kieszenie dresów i patrzyłem, jak urządzenie niemal ląduje na chodniku z przerażenia. — Chcę tylko pogadać — oznajmiłem sarkastycznie, gdy odwrócił się, by uciec, jednak Chris z Natem już stali na baczność i chwycili go za ramiona, śmiejąc się w głos.

— Zacznę krzyczeć.

— To ja pójdę na policję i pokażę nagrania z wczorajszej imprezy. Chcesz tego?

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz