Rozdział 33.

416 24 0
                                        

Patrzę na swoje młodsze, przyrodnie siostry z uśmiechem, a mimo tego, w kącikach moich oczy pojawiają się mokre groszki. Chwilę później łzy spływają mozolnie po mojej twarzy, gdy dociera do mnie, że nadszedł czas rozstania z rodziną mojego biologicznego ojca. Te dwa dni spędzałam z nimi od rana do późnego wieczoru, chciałam nacieszyć się ich obecnością. W pracy wzięłam urlop na żądanie, a mój pracodawca jest na tyle przychylny, że nie miał do tej decyzji żadnych zastrzeżeń. Potrzebowałam czasu, by przekonać do siebie Hazel, bo była bardziej uparta, niż mogłabym się spodziewać. Natomiast Iris była zafascynowana mną i faktem, iż ma drugą starszą siostrę, nie była ani trochę zdystansowana.

Pierwszego dnia wszyscy razem pojechaliśmy zwiedzić Nowy Jork. My zabraliśmy dziewczynki do samochodu, natomiast Katerine i William wyruszyli z Irwinem i moją matką, gdyż do jednego auta byśmy się nie zmieścili. Pierwsza w kolejności do obejrzenia była oczywiście słynna Statua Wolności. Hazel nie była tak zafascynowana, jak Iris, która robiła zdjęcia z każdej możliwej perspektywy. Ciągnęła mnie za rękę we wszystkie strony świata, a ja jedynie z rozbawieniem spacerowałam z nią sporo przed pozostałymi. Rozkoszowałam się tymi chwilami i tryskałam radością, jakbym cofnęła się w czasie i była tym beztroskim, cieszącym się z małych rzeczy dzieckiem. William stwierdził, że sprawdzam się w roli starszej siostry wręcz książkowo, co wywołało niemały uśmiech nam mojej twarzy.

Następny w kolejności na liście obiektów do zwiedzania był upragniony przez Iris Central Park, więc bez wahania się tam udaliśmy. Park kwitnący wiosną jest najpiękniejszym widokiem, jaki można sobie wymarzyć. Zieleń otaczała nas z każdej strony, a woń kwiatów pozwalała wyobrazić sobie, że znajdujemy się w odległej, magicznej krainie. W międzyczasie rozmawialiśmy, jedliśmy lody i spędzaliśmy świetnie czas wszyscy razem.

Największe wrażenie na wszystkich zrobiło jednak Times Square, plac na Manhattanie. Nic dziwnego, w końcu jest to plac, słynący z wielkiej liczby świetlnych reklam. Nie tylko Iris była zachwycona, ale również Hazel poprosiła mnie o to, bym zrobiła jej kilka zdjęć, by mogła wrzucić na media społecznościowe i pochwalić się tym, że zwiedziła Nowy Jork. Efekt ,,Wow" spowodowało również to, że wybraliśmy się w tę dzielnicę, gdy już zaszło słońce i było kompletnie ciemno. Reklamy rozświetlały ulicę, jak najjaśniejsza gwiazda całe niebo. Nie mogło obyć się również bez uwiecznienia tej chwili i poprosiliśmy przypadkowego przechodnia, by zrobił nam zdjęcie. Na sam koniec pierwszego dnia zwiedzania udaliśmy się do restauracji, słynącej z pancake'ów. Nie oszczędzaliśmy w zamawianiu upragnionych, puszystych naleśników, a każdy bez wyjątku był przeraźliwie głodny. Z apetytem zjedliśmy placki i byliśmy na tyle zmęczeni pierwszego dnia, że drugiego postawiliśmy na spokojniejsze aktywności. Dziewczyny stwierdziły, że chciałyby zobaczyć Brooklyn i nasze mieszkanie, więc razem z Alanem udaliśmy się z nimi w ten konkretny okręg.

Iris znów chciała zobaczyć kwitnące na wiosnę ogrody, więc nie byliśmy w stanie oprzeć się jej błagalnemu spojrzeniu. W Brooklyn Botanic Garden można zakochać się w przyrodzie z łatwoścą. Jest w nim mnóstwo drzew wiśni, a w związku ze zbliżającym się majem, drzewa były zaróżowione, a Iris nie mogła wyjść z podziwu. Alan robił nam zdjęcia, żebyśmy mogły uwiecznić tę zapierającą dech w piersiach chwilę, a dopiero później mogliśmy ruszyć dalej do ogrodu szekspirowskiego oraz ogrodu roślin wodnych. Na każdej fotografii z siostrami uśmiechałyśmy się od ucha do ucha, a nawet Hazel przekonała się do pamiątkowych fotek.

Nim się obejrzeliśmy, nadszedł czas ich wyjazdu i zdecydowanie przeżywałam to najbardziej ze wszystkich. Alana niezwykle bawiło to, jak reaguję na pożegnanie z przyrodnimi siostrami, ale wspierał mnie całym sobą. Dwie noce spędziliśmy u moich rodziców, śpiąc na materacu w salonie, gdyż było zbyt mało miejsca, by pomieścić nas wszystkich. Gdyby nie to, że Iris poprosiła mnie razem z Hazel, byśmy zostawali na noc, prawdopodobnie wrócilibyśmy na Brooklyn do naszego mieszkania.

Never Say NeverOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz