ALAN
Starałem się za wszelką cenę nie pokazywać słabości przed ukochaną, gdy Colin wraz z Susan zawitali do naszego mieszkania wieczorem.
Po przekroczeniu progu kawiarni, poczułem, jakbym dostał kulkę w klatkę piersiową. Jedną, drugą, trzecią. Cały pieprzony magazynek. Miałem w planach zabrać ukochaną na kolację po jej pracy, by mogła zrelaksować się i odpocząć po wczorajszej imprezie. Jednak to, co ujrzałem, zmieniło kompletnie moje nastawienie.
Adele wierzgała, krzyczała, by w końcu ten sukinsyn ją zostawił, jednak on był nieugięty. Trzymał swoje brudne łapska na jej ciele. Miał w głowie konkretny plan, a to mnie przeraziło najbardziej. Kolejny raz pragnąłem jego śmierci, a tym bardziej przyczynić się do niej gołymi rękoma. Gdy tylko złapałem go za bluzkę i szarpnąłem, ile sił w rękach, miałem ochotę go zatłuc na miejscu. Usiąść na nim, nie kontrolując złości, która mną zawładnęła i po prostu go bić bez skrupułów. Nie miałbym wyrzutów sumienia, że dostałby to, na co zasłużył. Byłbym skłonny zrobić wszystko, by pożałował swoich czynów, gdyby tylko Adele nie było obok. Jej rozbiegane, przerażone spojrzenie przywróciło mnie natychmiast do rzeczywistości. Nie chciałem, żeby widziała, jak wstępuje we mnie demon, którego sam się boję. Mimo iż chciałem, a wręcz pragnąłem zrobić mu krzywdę, puściłem go wolno.
I to był pierdolony błąd...
— Stary, nigdzie go, kurwa, nie ma. Nikt go nie widział, nikt o nim nic nie słyszał.
Przenoszę wzrok na Colina i po raz kolejny upewniam się, że dziewczyny nie są w stanie usłyszeć naszej rozmowy. Danielle, Adele oraz Susan udały się do pokoju mojego oraz Adele, by porozmawiać na osobności, a ja z chłopakami zostaliśmy w kuchni, gdzie jest łatwiejszy dostęp do alkoholu. Serce waliło mi w klatce piersiowej, jak oszalałe. Chris wciąż dopytywał, czy dobrze się czuję, bo wyglądam, jakby śmierć miała za chwilę przejąć moje ciało.
— Sprawdzałem w mieszkaniu, gdzie jest zameldowany. Sąsiedzi powiedzieli, że od dwóch tygodni go nie widzieli. Z pracy zwolnił się prawie trzy tygodnie temu. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Nie mam punktu zaczepienia. Nie wiem, jakby ślad po nim zaginął.
Zaciskam usta w wąską linię poddenerwowany tymi słowami. Chris krąży nerwowo po kuchni, wpatrując się tępo w podłogę, a ja jedyne co mogę zrobić, to ponownie usiąść na krześle obok Colina i napić się drinka. Potrzebowałem rozluźnienia i wyładowania emocji natychmiast. A to mogła umożliwić mi tylko Adele.
— Mogłem go nie wypuszczać z tej kawiarni — mówię, zaciskając dłonie w pięści.
Widok ukochanej zapłakanej i cholernie wystraszonej, złamał mi serce. Nigdy bym się nie spodziewał, że takie coś może się wydarzyć w centum Brooklynu, w miejscu publicznym. Moja dziewczyna była napastowana przez pieprzonego psychopatę.
Co, gdybym nie zjawił się na miejscu w czas? Co, gdyby nikt by nie zjawił się z pomocą? Adele nie należy do najsilniejszych fizycznie osób. Jest niska, drobnej postury ciała, więc dla chłopaka to nie byłby problem, by ją... kurwa, zgwałcić.
Przełykam gulę, która zdążyła uformować mi się w gardle razem z mocnym smakiem szkockiej. Krzywię się nieco i odstawiam na drewniany stół szklankę zbyt mocno, jednak na szczęście szkło nie rozbija się. Chris bez zawahania szykuje nam kolejną dawkę alkoholu, za co jestem mu niezmiernie wdzięczny. Odkręca butelkę drżącymi dłońmi.
— Próbowałem go znaleźć. Zrobiłem wszystko, co w mojej mocy.
Colin poklepał mnie po ramieniu i opadł na krzesło obok mojego, jednak w jego głosie słyszę rozgoryczenie. Spoglądam na niego. Widzę, jak zagryza wnętrze polików, jest zdenerwowany dokładnie tak samo, jak ja.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
