Zatrzymałem auto na podjeździe i odetchnąłem z ulgą, gdy ujrzałem Chrisa na dworze, palącego papierosa. Wysiadłem na zewnątrz, po czym zamknąłem samochód i ruszyłem w stronę przyjaciela. Uśmiechnąłem się szeroko na jego widok i przybiłem z nim piątkę na powitanie, a chwilę po tym zostałem poczęstowany przez niego fajką. Nie potrafiłem odmówić, więc oparłem się obok niego o ścianę i włożyłem papierosa między wargi.
— Gdzieś ty był tak długo? — zapytał przemęczonym głosem, co wprowadziło mnie w zakłopotanie.
Rano, gdy wychodziłem z mieszkania do pracy i minąłem przyjaciela w progu, gdyż właśnie wracał z nocnej zmiany, miał znacznie więcej energii, niż teraz. To kompletnie nie jest do niego podobne.
— Colin przyszedł nachlany do baru. Musiałem go odwieźć do domu, a później jeszcze musiałem uporać się z Rose, bo była w chacie Colina z kochankiem. Stary, długo by opowiadać. — Machnąłem dłonią obojętnie i zaciągnąłem się kojącym dymem. — Za to Ty nie wyglądasz najlepiej. Wszystko gra? — zapytałem zaniepokojony.
Narzucił kaptur od bluzy na głowę i zaczął kręcić nią na boki, bym nie miał możliwości dojrzenia jego twarzy. Szturchnąłem go ramieniem i poprosiłem o wyjaśnienia, bo takie zachowanie z pewnością nie pasowało do bruneta. Chris należy do takiego rodzaju ludzi, którzy tryskają energią na prawo i lewo, więc albo bierze go choróbsko, albo chodzi o Danielle.
Są więc tylko dwie możliwości.
— Boję się trochę, wiesz? Zaczyna mnie przerażać fakt, że będę ojcem. Co, jak sobie nie poradzę? Kurwa, ja nawet nigdy dziecka na rękach nie trzymałem.
Pociągnął nosem przygaszony, a chwilę po tym otarł go wierzchem dłoni. Wciągnąłem gwałtownie powietrze do płuc z dymem nikotynowym ze świstem i wypuściłem je przed siebie. Chciałem wesprzeć go i pocieszyć w jakikolwiek sposób.
Cholera, Chris nie okazuje uczuć zbyt często w towarzystwie. Tak naprawdę nie widziałem, by płakał już od dobrych sześciu lat. Odkąd jest w związku z Danielle, nie ma miejsca na łzy, bo chodzi wiecznie w skowronkach. Przywykłem do takiego widoku. Nie do płaczącego Chrisa.
— Nikt nie powiedział, że będzie lekko — zacząłem zgodnie z prawdą. — Ale zobaczysz, że wszystko się ułoży. Będziecie naprawdę dobrymi rodzicami dla tego malucha, jestem tego pewny. A Ty nie zamartwiaj się na zapas, bo jeszcze ponad sześć miesięcy przed Tobą. Dojdziecie do wszystkiego razem. — Kucnął przy ścianie i pociągnął głośno nosem kolejny raz. Kciukiem zaczął ocierać łzy, które ciekły po jego twarzy, ale wciąż nie patrzył na mnie. Poszedłem w jego ślady i również przykucnąłem. — Powiedzieć Ci coś, co poprawi ci humor?
— Możesz próbować.
— Będziecie mieć najładniejsze dziecko na świecie. No, chyba że Adele urodzi, to wasze będzie najładniejsze, ale zaraz po naszym. — Puściłem mu oczko, co wywołało cień uśmiechu na jego twarzy. — Zabrzmię, jak kutas, jak powiem, że mam dosyć pocieszania, jak na jeden dzień? — zapytałem, by go rozbawić, co oczywiście podziałało. — Szkoda mi Colina — wyznałem przyjacielowi.
— Od początku wiedziałem, że coś tu śmierdzi. Serio przyszła z kochankiem do jego domu? — Pokiwałem energicznie głową, wydmuchując dym z ust. — Może wyciągniemy go na jakieś piwo w tygodniu, co ty na to? No i zgarniemy tego fiuta z Nowego Jorku, który wiecznie nie ma czasu, bo bzyka swoją latynoską szefową.
— Odzywał się do Ciebie w ogóle? Bo ode mnie nawet nie odczytuje wiadomości.
Do Nate'a wypisuję od momentu, gdy przeniósł się do swojej nowej przełożonej, jednak nie otrzymałem odpowiedzi, a chciałbym dowiedzieć się, chociażby tego, czy wszystko u niego w porządku. Odebrał dopiero od Adele kilka dni temu, a rozmowa trwała zaledwie dwadzieścia sekund, po czym szybko rozłączył się, jakby nigdy nic.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
