Weszłam do lokalu tuż za Alanem, bo prowadził mnie za rękę, jakby bał się, że za chwilę zostanę porwana.
Zadygotałam przez nagłą zmianę temperatury i rozejrzałam się po głównej sali. Nie było tu żywej duszy, udało mi się dostrzec jedynie jednego faceta, który siedział przy stoliku i prawdopodobnie zapijał smutki, bo już czwarty opróżniony kufel odstawił na bok.
Skwasiłam się zniesmaczona na ten widok i zaczęłam odwijać szal, wcześniej zdejmując z głowy czapkę. Dawno tutaj nie byłam. Na początku, gdy się przeprowadziliśmy i miałam kilka wolnych miesięcy przed rozpoczęciem studiów, bywałam tutaj z Danielle co drugi dzień, żeby dotrzymać towarzystwa naszym mężczyznom.
Jest to przyjemny bar, gdzie można napić się piwa lub wiadomo, lepszego rodzaju trunków. Można również obejrzeć mecz i pograć w bilarda.
— Mogliśmy wyjechać trochę wcześniej. Weszlibyśmy do kawiarni na gorącą czekoladę — powiedziałam do ukochanego, odwieszając kurtkę na jeden z wieszaków przy ladzie. Alan odpowiedział mi jedynie cichym pomrukiem i udał się na zaplecze, gdzie będzie mógł przygotować się do swojej zmiany.
Naprzeciwko baru jest nasza ulubiona kawiarenka. Mają tam naprawdę przepyszne ciasta i ciepłe napoje. W tak zimne dni, jak dzisiejszy przydałaby mi się dawka takiego rodzaju napoju.
Alkohol w większej ilości stanowczo odpada.
Było zbyt wcześnie na picie większej ilości promili, bo następnego dnia żałowałabym, że zachowałam się, jak nastolatka. Teraz gdy choróbska dopadają mnie na każdym kroku, muszę uważać. Nie chciałabym zarazić wszystkich domowników, więc staram się również wyleczyć własnymi metodami. Irwin ma rację. Muszę w końcu umówić się do lekarza. Usiadłam na wysokim krześle barowym tuż za ladą i czekałam, aż mój mężczyzna wyłoni się w czarnej, firmowej koszuli i czerwonej muszce.
— Dzięki, dupku.
Zmarszczyłam brwi, gdy z zaplecza zamiast Alana wyłoniła się zielonowłosa piękność. Słowa, które wypowiedziała z pewnością były skierowane do Brauna. Patrzyłam na nią zaintrygowana i na kolczyki w twarzy, których miała całkiem sporo. Abstrakcyjny makijaż o dziwo dodawał jej uroku, wyglądała bardzo oryginalnie.
Ja nigdy nie odważyłabym się wyjść do ludzi, wyglądając w ten sposób.
Nie dlatego, że mi się nie podoba. Dlatego, że zbytnio przejmuję się opinią innych. Nie bez powodu wyszła z pomieszczenia, w którym pracownicy mają swoje rzeczy.
Pracuje tutaj? Alan nigdy w życiu o niej nie wspominał.
— Co prawda, skończyłam już zmianę, ale ciebie chętnie obsłużę, śliczna. — Podparła się na łokciach tuż przede mną i patrzyła na mnie uważnie z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Ma urocze dołki w polikach, jest naprawdę piękna. Śledziła moją twarz wzrokiem, a mi odebrało mowę. Dosłownie.
Nie miałam pojęcia, co mam powiedzieć.
Zachowywała się tak, jakbym... wpadła jej w oko... Zaschło mi w ustach, gdy jej spojrzenie wylądowało w moim dekolcie, a oczy jej zabłysnęły. Alan mówił, żebym przebrała tę cholerną bluzkę. Mogłam go posłuchać.
— Jesteś tutaj chyba pierwszy raz...
— Widzę, że już się poznałyście. Mona, łapki przy sobie. To moja kobieta.
Zmarszczyłam zdezorientowana brwi i po chwili analizy zrozumiałam, że Mona to jego koleżanka z pracy.
Koleżanka, która jest lesbijką.
CZYTASZ
Never Say Never
عاطفيّةFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
