ALAN
Adele weszła jako pierwsza do sklepu jubilerskiego, żebyśmy mogli wspólnie znaleźć prezent dla mamy na urodziny. Ustaliliśmy, że najlepszym prezentem będą kolczyki, które moja rodzicielka wręcz ubóstwia, więc to będzie strzał w dziesiątkę.
Przywitaliśmy się uprzejmie z panią, stojącą za ladą i zaczęliśmy rozglądać się po oszklonych szafkach, dziękując za zaproponowaną pomoc. Jeśli chodzi o wtorkową rozmowę na temat jutrzejszego dnia i zatrzymania Merle'a, Adele nie przyjęła tego zbyt dobrze. Zaczęła panikować i wmawiać mi, że to jest niebezpieczne, bym pojawił się na miejscu. Jednak po zapewnieniach Colina, że ja również dostanę w razie potrzeby kamizelkę kuloodporną, uspokoiła się odrobinę. Oznajmiła ostatecznie, że ufa mi i byłemu chłopakowi, czym jednoznacznie dała stuprocentowe pozwolenie na to, bym jechał z nim, jednak nie popiera tej decyzji. Przyznaję, że uszczęśliwił mnie ten fakt, nie chciałbym żyć z nią w niezgodzie przez moje chore urojenia.
Jestem, jaki jestem, niestety takie są uroki mojej mrocznej przeszłości, którą chciałbym zostawić za sobą raz na zawsze. Patrzenie na Merle'a w kajdankach mi to umożliwi.
— A może jednak wybierzemy naszyjnik? Lub pierścionek? — zagadnąłem do ukochanej, by nie domyśliła się, dlaczego tak naprawdę tutaj jesteśmy.
Przez długi czas myślałem nad tym, jaki rozmiar pierścionka będzie idealny dla Adele, a jako mężczyzna, nie znam się na tym zbytnio. Popatrzyła na mnie spod długich rzęs, czarując mnie swoim uroczym spojrzeniem, a chwilę później oglądaliśmy pierścionki, słuchając porad sprzedawczyni. Patrzyłem uważnie na reakcję brunetki, gdy oglądała wysadzane pierścionki z błyskiem w oku, a gdy przystanęła na chwilę i wskazała niezauważalnie palcem na jeden konkretny, byłem pewien, że to właśnie ten pierścionek będzie jej wymarzonym. Odchrząknąłem spięty i podszedłem do dziewczyny, układając dłoń na dole jej pleców.
— Musisz przymierzyć, mama ma takie dłonie, jak Ty. Sprawdzimy, czy będzie dobry — powiedziałem zachęcająco, co zbiło ją z tropu, jednak nie protestowała. Uśmiechnąłem się sam do siebie w duchu, gdy starsza, elegancko ubrana pani wyjęła biżuterię, by Adele mogła założyć na jakikolwiek z palców, jednak ona wybrała ten serdeczny. Zagryzłem wnętrze policzków, gdy dotarło do mnie, że to ją uszczęśliwiło.
— Trochę za duży, prawda? Ósemeczka powinna być idealna. — Kobieta oddaliła się od nas w poszukiwaniu odpowiedniego rozmiaru, a Adele obdarzyła mnie najpiękniejszym z uśmiechów, jaki mogłem zapragnąć. Zaróżowione policzki świadczyły o tym, że z pewnością pomyślała o zaręczynach. Nie miała pojęcia, że ja również myślałem właśnie o tym.
— Może jednak kolczyki, jak uważasz? Pierścionek będzie zbyt przesadzony.
Przyznałem jej bezapelacyjnie rację, czyli mój plan powiódł się i już znałem rozmiar jej palca serdecznego, co ułatwiło mi planowanie naszej przyszłości. Adele oddała sprzedawczyni pierścionek i oznajmiliśmy wspólnie, że jednak wybierzemy kolczyki. Tym razem przyjęliśmy pomoc staruszki i nie potrzebowaliśmy zbyt wiele czasu, by wybrać te odpowiednie. Mama uwielbia złotą biżuterię, więc takową wybraliśmy.
Podziękowałem Bogu w myślach za to, że właśnie do Adele zaczęła dobijać się Danielle. Ucałowała przelotnie mój policzek i wyszła ze sklepu, by swobodnie odebrać przychodzące połączenie. Upewniłem się, że dziewczyna odeszła na bezpieczną odległość, by nie była w stanie dostrzec, że nie zamierzam kupować jedynie kolczyków.
— Poproszę jeszcze jednak ten pierścionek — powiedziałem przyciszonym głosem, a pani jedynie mrugnęła do mnie okiem i zaczęła szybko uwijać się z zapakowaniem wybranego przez Adele pierścionka, który będzie tym zaręczynowym. Włożyłem pudełeczko do kieszeni kurtki, a kolczyki w małej torebeczce wziąłem w dłoń. Zapłaciłem z nieukrywanym uśmiechem na ustach i podziękowałem serdecznie kobiecie za pomoc, a ta życzyła mi wiele dobrego.
CZYTASZ
Never Say Never
RomanceFragment książki: „Przez rozszalałe myśli przedostaje się obraz tych jednych, niebieskich tęczówek, które potrafiły przynieść mi radość i ukojenie nawet w najgorszych chwilach. Jednak teraz i one nic nie wskórają. Jestem skazana sama na siebie. - B...
