Vincent
Pliki kartek rozwalone są na blacie biurka w moim gabinecie.
Piątek wieczór, a przede mną masa roboty związanej z hotelami, jak i z uniwersytetem. Sącząc szkodzą whisky, czytałem wypociny moich studentów.
Jak można napisać takie gówno mając podręcznik do dyspozycji?
Ból głowy zaczął mi doskwierać po drugiej godzinie czytania tego badziewia. Najbardziej ciekawił mnie egzemplarz zadań jednej osoby, która jako jedyna z tych wszystkich głąbów robiła to sama, w dodatku bez pomocy podręcznika.
Tę zostawiłem sobie na sam koniec.
Szczerze powiedziawszy, miałem nadzieję, że dobrze jej pójdzie szczególnie, że jej zeszłoroczna średnia był naprawdę imponująca. Zerknąłem na chwilę przez okno. Pogoda zdawała się nie dopisywać. Raz, że było już ciemno i dwa, wyglądało na to, że zanosi się na burzę. Nagle telefon leżący na skraju biurka zaczął dzwonić. Zmarszczyłem brwi, zerkając na zegarek wiszący, na ścianie, który wskazywał 23:46. Odebrałem nawet nie zerkając na wyświetlacz.
- Słucham?
- Łooooooo!
Coś krzyknęło mi wprost do ucha i odsunęłam telefon. W tle było słuchać głośną muzykę i krzyki. Zerknąłem na ekran, sprawdzając kto dzwoni. Melania Rogers. Kurwa. Nie. Możliwe.
- Halo? Melania
- Halo! Kto dzowni!
Krzyczała.
- To ty do mnie dzwonisz, gdzie jesteś do cholerny?
- Pan profesor?! Czemu Pan dzwoni?!
Kurwa no nie wytrzymam.
- Gdzie jesteś?
Warknąłem twardo.
- yyy... jestem w... czekaj jak to się nazywało... hyk... Nie pamiętam, ale gdzieś w... hyk... centrum.
Pijacka czkawka.
- Nie ruszaj sie stamtąd, przyjadę po Ciebie.
- nie nie...
Rozłączyłem się i wstałem z fotela. Wyszedłem ze swojego gabinetu wchodząc od razu do salonu i skierowałem się do stalowych drzwi winy, które przywołałem jednocześnie sprawdzając lokalizację brunetki. Klub nocny na zachodzie centrum. Zjechałem windą na podziemny parking i wsiadłem do jednego z moich aut, a konkretniej srebrnego lexusa. Wyjechałem z podziemia z piskiem opon i wjechałem na prawie pustą jezdnię.
Po jakiś piętnastu minutach drogi byłem na miejscu, zaparkowałem przy chodniku i weszłam do klubu, na którym był duży neon w kształcie kieliszka do martini z palemką. Ze środka dudniła energiczna muzyka, minąłem ochroniarza przy wejściu i przeszłam korytarzem do głównego pomieszczenia z dużym barem, i parkietem wypełnionym ludźmi po brzegii. Dzięki temu, że parkiet znajdował się niżej mogłem wypratywac sokolim wzrokiem niskiej brunetka z kręconymi włosami. Zajęło mi to raptem kilka sekund. Tańczyła w rytm muzyki skacząc i krzycząc na samym środku parkietu. Zszedłem po kilku stopniach i przedarłem się przez tłum docierając w końcu do dziewczyny ubranej w skąpą, czarną sukienkę na cienkich ramiączkach i w szpilkach. Gdyby była moja i chciałaby wyjść gdzieś na miasto w takim stroju, nie usiadła by przez tydzień. Chwyciłem ją za talię i przyciągnąłem do siebie. Odbiła się od mojego torsu i spojrzała na mnie przestraszonymi oczami. Po chwili uśmiechnęła się i zaczęła tańczyć dalej unosząc ręce do góry. Pochyliłem się do jej ucha i powiedziałem tak głośno, aby usłyszałam.
- Koniec zabawy, wychodzimy.
- Jak ze mną zatańczysz, to wyjdę!
Krzyknęła. Jeszcze czego. Odsunęłam się od niej wystarczająco, aby chwycić ją pod kolanami i przerzucić przez ramię. Odwróciłam się i zacząłem wychodzić z budynku, nie zwracając uwagi na jej wierzgające nogi i pieści odbijające się od moich pleców. Zacisnąłem szczęki walcząc z chęcią uderzenia jej w ten słodki tyłeczek. Ochroniarz widząc mnie z dziewczyną na ramieniu, zaczął podchodzić, aby mnie zatrzymać.
CZYTASZ
Perfect Angel [+18]
RomansaPierwsza część trylogii „Perfect" 21-letnia Melania Rogers, jest córką znanego właściciela sieci hotelarskiej. Studentka prawa przez przypadek poznaje największego konkurenta jej ojca. Vincent Zelliri, czyli 35-letni Profesor Nauk Prawnych i właści...
![Perfect Angel [+18]](https://img.wattpad.com/cover/354685303-64-k74438.jpg)