Rozdział 26

4.3K 99 5
                                        

Przez następne kilka dni Vincent nie pracowała aż tak intensywnie jak wcześniej. Każdy wieczór spędzał ze mną, co bardzo mi odpowiadało. Uwielbiałam to jak się zachowywał kiedy byliśmy sami... był delikatny, czuły... a jednocześnie dominował na każdym kroku. Niesamowicie mnie to podniecało. Mimo wszystko na uniwersytecie zachowywał pozory. Zachowywał się tak jak zawsze i dostawałam ciarki kiedy zwracał się do mnie:

- ...panno Rogers.

W sobotę dostaliśmy zaproszenie od mamy Vincenta na zwykły rodzinny obiad, na który szczerze żadnemu z nas nie chciało się jechać. Z chęcią zostałabym w domu i przytulała się do tego wielkiego faceta, któremu nawet w szpilkach nie dosięgałam do czubka nosa. Ubrana w szerokie skórzane spodnie z wysokim stanem i obcisłą bluzkę z bufiastymi rękawami oraz ciemno brązowy płaszcz stałam obok Vincenta w windzie zjeżdżając na parking.

- Masz...

Powiedział nagle wyciągając kluczyki w moją stroną.

- Niemożliwe, że dajesz mi prowadzić na trzeźwo.

Pokręciłam głową nie dowierzając.

- Bierz zanim się rozmyślę.

Uśmiechnęłam się i chwyciłam kluczyki z logo Audi. Wyszliśmy z windy i wtedy spojrzałam na rząd samochodów należących do Vincenta.

- Które to auto?

Zapytałam.

- Największe.

Uśmiechnął się złośliwie i poszedł w stronę największego auta w jego kolekcji. Boże... w porównaniu do mojego mini to jest olbrzym.
Z lekką niechęcią usiadłam za kierownicą, dostosowałam fotel do swoich rozmiarów i odpaliłam silnik.

- Jedź ostrożnie.

Powiedział, po czym rozsiadł się w fotelu.

- Dobrze panie profesorze.

Uśmiechnęłam się i przycisnęłam gaz. Po jakiś czterdziestu minutach byliśmy już w rezydencji nad malowniczym klifem, kórego bardzo dobrze zapamiętałam. Jak zwykle przywitano nas bardzo ciepło.

- Miło was widzieć moje gołąbeczki.

Zawołała promiennie Florencia idąc w naszą stronę z otwartymi ramionami. Uściskała nas mocno i zaprosiła do jadalni, w której była już Andrea z Brantem.

- Musimy zaczekać jeszcze za Benito... jak zwykle się spóźnia.

Westchnęła Andrea. Usiedliśmy przy stole i od razu usłyszałam pytanie Florenci.

- Melanio napijesz się ze mną wina? Andrea nie może pić alkoholu i nie mam z kim się napić.

- Z chęcią.

Powiedziałam czując w powietrzu jakiś spisek z niewiadomych mi przyczyn.

- To świetnie! Synku chodź ze mną przyniesiesz kieliszek swojej ukochanej.

Wstała zachęcając go, aby również ruszył swoje czery litery. Spojrzałam kątem oka na Andreę.
Coś kombinują...
Vincent westchnął i wyszedł z pomieszczenia razem ze swoją matką. Andrea praktycznie od razu pochyliła się nad stołem i zaczęła.

- Organizujemy przyjęcie niespodziankę dla Vincenta w następny weekend?

Zatkało mnie.

- Z jakiej okazji?

Zapytałam niepewnie.

- Nie powiedział ci? Trzydziestego pierwszego października ma urodziny, mama specjalnie wyciągnęła go stąd żebyśmy na szybko mogły pogadać o tym... To jak organizujemy jakieś przyjęcie w Aurorze?

Perfect Angel [+18]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz