Rozdział 19

4.6K 112 22
                                        

Po rozpakowaniu swoich ubrań i układaniu ich w wielkiej szafie, która już była częściowo zapełniona ubraniami z metkami i w moim rozmiarze usiadłam na beżowy, miękkim krześle obrotowym i zaczęłam się uczyć. Ciekawiło mnie czy specjalnie dla mnie kupił te wszystkie ubrania, a także jedną przepiękną sukienkę wieczorową z brokatem w morski kolorze. Była prosta jednak jej materiał i krój był na tyle efektowny, że robił imponujące wrażenie. Pisząc wypracowanie na historię narodową kompletnie zapomniałam o tym gdzie jestem. Poświęcił całą swoją uwagę na klawisze laptopa i ocknęłam się dopiero wtedy, gdy usłyszał głos Vincenta.

- Kolacja na stole.

Zerknęłam na zegarek wiszący nad jednym z regałów. 19:37.

- Już idę.

Odchrząknęłam i wstałam z krzesła kiedy mężczyzna zniknął. Stanęłam przed lustrem i zastanawiałam się czy pozostawić moje włosy spięte ozdobną klamrą czy może je rozpuścić, aby wyglądać mniej jak menel w dresach. Przystałam przy tej drugiej opcji i rozpuściłam swoje długie loki. Zeszłam na dół i poczułam znakomity zapach. Vincent już siedział na szczycie stołu czekając na mnie. Zajęłam miejsce po jego prawej stronie i zapytałam.

- Ty to ugotowałeś?

Spojrzałam na głęboki talerz po brzegi wypełniony makaronem z jakiś zielonym sosem.

- Marie jest tutaj gosposią, ja tylko odgrzałem to co przygotowała.

Skinęłam głową i sięgnęłam po widelec.

- Smacznego.

Powiedziałam.

- Smacznego.

Mruknął cicho. Zatopiłam widelec w makaronie z sosem i okręciłam go trzy razy, po czym wsunęłam jedzenie do swoich ust. Rozpłynęłam się czując pyszny smak tego dania.

- Mmmm... ale pyszne, co to za sos?

Zapytałam z pełną buzią.

- Jakiś szpinakowy.

Powiedział obojetnie. Nie rozumiałam jak mógł się nie zachowywać jedząc coś tak pysznego. Istne wow.

- Przejdźmy może do konkretów...- zaczął. - zasada numer jeden, nie możesz zaprosić do tego mieszkania nikogo poza twoim ojcem, numer dwa nie słuchasz głośnej muzyki anie nie oglądasz filmów zbyt głośno, możesz to robić jednak w taki sposób, abym tego nie słyszał, nienawidzę hałasu... - uniosłam brodę i spojrzałam na niego trochę sceptycznie. Chyba muszę mu jakoś poprawić humor. - kolejna kwestia jest taka, że nie będziesz sama jeździć na uniwersytet, dostaniesz prywatnego szofera, który będzie czekał na ciebie codziennie rano w garażu podziemnym, jeśli ładnie go poprosisz może jechać z tobą do jakiegokolwiek innego miejsca, aczkolwiek wtedy będzie chodził tuż obok ciebie i to nie ulegnie zmianie.

Te zasady były jakby nagle z dupy sobie je wyciągnął ale cóż zrobić... chyba musiałam się dostosować.

- Dobrze, dostosuje się do twoich śmiesznych zasad...

- One nie są śmieszne.

Przerwał mi.

- Jakbyś mógł mi nie przerywać byłabym dozgonnie wdzięczna... - uśmiechnęłam się złośliwie. - chciałam ci tylko powiedzieć, że chciałbym Ci poprawić humor w pewien sposób ale nie wiem czy się na to zgodzisz.

Oblizałam swoje usta i palcami wytałam sos z kącików ust. Vincent bacznie obserwował moje ruchy.

- Nie zachowuj się jak dziwka aniołku.

Perfect Angel [+18]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz