Wracał do domu ciemnymi uliczkami. Nie czuł się na siłach, by po zażytej heroinie, którą wcisnął mu Seungbin, przepychać się pomiędzy ludźmi. Nie do końca rozumiał czemu nagle było ich, aż tyle na ulicy - właściwie to nie do końca wiedział co się wokół niego dzieje. Zwykle po narkotykach nadal był w stanie utrzymać w większym lub mniejszym stopniu kontakt z rzeczywistością, a gdy już zdarzyło się mu odlecieć, te doznanie było podobne do snu, ale tym razem było inaczej, naprawdę inaczej - choć będąc szczerym, Jisung nic nie uważał za normalne, gdy działanie narkotyku zbyt szybko opadało. - Początkowo zbywał dziwne uczucie niepokoju, kiełkujące w jego żołądku jak i płucach. Narastające z każdym kolejnym krokiem, gdy tylko zbliżał się do uboższej części Seulu. To nie był pierwszy raz, kiedy grubo po dwudziestej drugiej chodził tą samą drogą co teraz i nigdy nie miał z tym żadnego problemu. Tej nocy jednak jego myśli nie dawały mu spokoju odrywając go od rzeczywistości, do tego stopnia, że po prostu szedł przed siebie szybkim i niepewnym krokiem, tylko po to by znaleźć się w teoretycznie bezpiecznym domu.
Lekko skulony z kapturem na głowie, przez minusową temperaturę, przechodził obok remontowanego budynku. Na całej uliczce świeciła tylko jedna latarnia po obu końcach. Droga nie była szeroka wręcz wąska, ale za to bardzo długa, przez co w samym środku światło ledwo docierało - idealne miejsce do szemranych interesów, które były nieoddzielną częścią tej okolicy. Właśnie tam, gdzie ciemność była najbardziej skomulowana, posłuchał się głosu z tyłu głowy i podniósł wzrok przeczesując teren. Płuca nagle się zacisnęły, uniemożliwiając oddychanie, gdy zauważył grupę mężczyzn rozmawiających ze sobą i zdecydowanie będących pod wpływem alkoholu. Nie miał wyjścia, musiał przejść obok nich, aby dostać się na drugi koniec ulicy.
Zacisnął dłonie w kieszeni, spinając całe ciało. Głowę pochylił nisko, tylko po to, aby wyglądać na mniejszego, mając nadzieję, że grupa nie zwróci na niego swojej uwagi. Jednak gdy już ich mijał usłyszał za sobą ciężki zachrypnięty od papierosów głos.
— E ty! — Nie zatrzymał się zbyt wystraszony, nieświadomie przyspieszając kroku, chcąc już uciekać. — Stój mała dziwko!
Do krzyku, doszły ciężkie i stanowcze kroki, więcej niż czterech lub nawet pięciu osób. Nie ważne jak szybko starał się iść, dźwięk stawał się co raz głośniejszy, dając znać o ciagle zmniejszającej się odległości między nim, a grupą. Strach dał o sobie znać, w postaci nieregularnego łapania oddechu. Puls w jego żyłach zdecydowanie przekraczał po za normę, przez co czuł jak powoli traci czucie w nogach.
Zbliżając się w minimalnym stopniu do rozświetlonej części, poczuł na swoim ramieniu ogromną dłoń, zaciskającą się niemożliwe twardo. Pociągnięty do tyłu prawie przewrócił się na wyłożony kamieniem chodnik. Następne szarpanie i przygwożdżenie do ceglanej ściany, spowodowały ogromny ból uniemożliwiając przez dłuższą chwilę zaczerpnięcia oddechu. Krzyk i kolejny, tym razem dużo mocniejszy, ścisk dłoni zwiększały jego lęk sprawiając, że słowa w niego skierowane stawały się zwykłym bełkotem. Samotne łzy strachu, spłynęły po jego zaczerwienionych policzkach, szczypiący wychłodzoną skórę. Niespodziewanie z drżącymi nogami, osunął się na ziemię hartując całe plecy ostrymi zakończeniami cegieł, chowając głowę między kolanami i błagając w duchu o koniec.
Był przygotowany na cios, a nawet coś gorszego, ale nic z tego się nie wydarzyło.
Nic.
Kompletnie nic.
Uniósł głowę, nie mając pojęcia co się dzieje - było pusto, żadnej żywej duszy. Tylko on i przerażająca cisza przerywana grającymi świerszczami w całkowicie oświetlonej uliczce.
⊱ ⋄ ⋄ ⋄ ⊰
Zdyszany otworzył stare skrzypiące drzwi od mieszkania, po czym zamknął je za sobą przekręcając klucz do samego końca. Przesunął odrobinę szafkę ozdobną, tak aby w razie czego mogła trochę opóźnić potencjalnego włamywacza. Dopiero wtedy zipiąc oparł się plecami o ścianę sycząc z bólu. Biegł całą drogę, czując jak czyjeś oczy wypalają mu skórę. Bał się że spotkana grupa, mogła po prostu się ukryć i poczekać, aż jego czujność osłabnie, by kolejny raz zaatakować. Nie przejmował się tym, że po chwili biegu jego płuca paliły, przed oczami widział czarne plamy, a przez osłabione ciało ledwo potrafił postawić równo stopę, bez zataczania się na lewo i prawo. Chciał jak najszybciej znaleźć się w domu, gdzie miał nadzieję, zastanie swoich rodziców. Ostatnie czego teraz chciał to być sam z tym okropnym uczuciem niepokoju pomieszanego z panicznym lękiem.
CZYTASZ
∗ i smile ∗ | minsung
Fanfiction"Umieram niezwykle długo, mam nadzieje, że mi to wybaczycie" Opowieść o chłopaku, który z dnia na dzień przestawał wierzyć w kłamstwa oraz z dnia na dzień coraz bardziej pragnął zakończyć egzystencje. W tym samym czasie przypadkowy uczeń coraz częśc...
