trafię do Azkabanu?

203 22 1
                                        

Hope P.O.V

Szybkim krokiem zbliżam się do gabinetu Dumbeldora. Wchodzę bez płukania. Jestem wściekła.
- Okłamał mnie pan! - zaczęłam krzyczeć
- Hope... spokojnie- uspokajał mnie staruszek
- Jak pan mógł? Zaufałam panu!
- Dlaczego? Czemu ja? Każdy mógł to być dlaczego ja!
- Nie pójdziesz.. musze tak mówić ponieważ od razu ktoś by wezwał aurorów. Jestem tu po to by ci pomóc. Możesz mi ufać. Jesteś pod jego wpływem. Można cię obronić jak i twoich przyjaciół. Nie mów tego nikomu. Ale spokojnie nie masz się czego obawiać.
- Obiecuje pan?
- Oczywiście.
Wyszłam z pokoju zostawiać za sobą żal i chłód. Byłam załamana tym że mogłam trafić do najgorszego miejsca na świecie. Nigdy bym o tym nie pomyślała że aż tak tego wszystkiego mogą być konsekwencje.
Wszyscy Wszycyna korytarzu patrzyli się na mnie jak na potwora. Wróciłam umysłem do Dream. Myślała że jestem głupia? Przecież ona go nie kochała.
Ale on nie był niczemu winny.
Ale niestety niektórzy muszą się poświęcić.
Ale czy takim sposobem?
Moje myśli biły się z sobą.
Wpadłam na kogoś. Miał bardzo intensywne perfumy. Od razu wiedziałam kto to jest.
- Zabini! Wystraszyłam się. - stałam zdezorientowana
- Słońce! Przepraszam ale musimy pogadać.
- Zabrzmiało poważnie. Co jest?
- Zakochałem się.. ale nie uwierzysz kto to jest.
Moje oczy wyskoczyły z orbit. Mój Zabini. Kochany braciszek zakochany.
- Ale co? Jaaa-k?
- niestety jest zdrajcą krwi.
- czy to jest... Blais- złapałam go za ramię mówiąc dalej.
- Cieszę się że wkońcu coś poczułeś do kogoś. Ginny prawda?
- Tak .. jak myślisz co mam zrobić?
- jeśli kochasz ją.. walcz o nią.
- Jesteś cudowna! Lecę księżniczko- cmoknął mnie w policzek i poszedł .
Naszła mnie wena i poszłam zagrać. Pergaminy walały się po całym dormitorium. Każdy był zapisany jakimś tekstem. Wzięłam z szafy kilka kartek i zaczęłam pisać nuty oraz słowa.

I just can't let it die
Cause her heart's just like mine
And she holds her pain inside

So if you ask me why
She wouldn't say goodbye
I know somewhere inside

There is a special light
Still shining bright
And even on the darkest night
She can't deny.

Przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę!
Do pokoju wpadła Astoria.
- Hope... chciałbym cię przeprosić- zaczęła nie pewnie
- Za co takiego? - zapytałam zdziwiona
- za to że... NIE ZROBIŁAM Z TOBĄ WIECZORU WE DWÓJKĘ! - uśmiech rozpromienił jej twarz.
Szybko wpadła mi do łóżka i tak leżeliśmy.
- Kochasz go prawda? - zapytała
- Chyba tak. Chociaż po ostatniej sytuacji nie mam pewność że on mnie też. - spojrzałam jej prosto w twarz. Miała zamknięte oczy ale dalej się uśmiechała. Nigdy nie traciła optymizmu.
- On bez ciebie nie potrafi żyć. Mówię poważanie. Gdy się pokłóciliście cały czas nadawał ma twój temat. Nie mógł przestać o tobie myśleć.
Uśmiechłam się na wiadomość o tym.
- Ciesz się że ci rodzice męża nie wybierają. - kontynuowała
- czyli jednak już wybrali?
- Tak .. musze pobrać się z Hagginsem.
- To jest niesprawiedliwe. Przecież tu liczą też się uczucia jakie są między tobą a osobą która została ci przedzielona.
- Draco miał się żenić z Pansy ale jak usłyszeli jego rodzice że spotyka się z tobą to od razu zmienili zdanie.
Parsknęłam śmiechem.
- świetnie. Sługa Czarnego Pana ma być szczęśliwy na sile. Żeniony z przymusu. Bez perspektyw. No żyć nie umierać. - powiedziałam z ironią.
- będzie dobrze kochana. Choć spać jutro wyjazd do domu.
- ja nie mam domu. - odwróciłam się i zamknęłam oczy. Słyszałam westchnienie Pansy. Wiedziałam co mnie czeka w święta. Koszmar dopiero co się zaczyna. A najgorsze przedemną.

Listen To Your HeartOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz