2.11

2.5K 148 19
                                        

- Ekhem - ktoś odchrząknął za moimi plecami, a my oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni.

- Clary?! - dlaczego ona nam przerwała.

- Nie chciałam ci przeszkodzić - była trochę zmieszana - ale ten cały Ethan was zobaczył. Zresztą strasznie się zdenerwował.

Z jednej strony cieszyłam się, że był zazdrosny. Ale jakby na to nie patrzeć, nie chciałam go ranić. W głębi serca jeszcze coś do niego czułam, jednak starałam się to dusić w sobie.

- A więc na czym skończyliśm? - spytał chłopak, kiedy dziewczyna odeszła.

- Wiesz co, ja już będę się zbierać - oznajmiłam i ruszyłam zabrać swoje rzeczy.

- Zaczekaj, odwiozę cię - zaproponował, na co się zgodziłam.

Jechaliśmy w ciszy. Nie było jakoś niezręcznie, ale chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Gdy już dotarliśmy na miejsce, pożegnałam się z nim całusem w policzek. Odjechał po tym jak zamknęłam drzwi wejściowe.

Dlaczego moje życie musi się tak komplikować...

Postanowiłam spędzić dzisiejszy wieczór w samotności. Wyłączyłam telefon i wylogowałam się z wszystkich portali społecznościowych. W kuchni zrobiłam sobie kubek kakaa. Później powędrowałam na kanapę, w celu obejrzenia jakiś seriali dla rozweselenia się.

*

Obudziło mnie gwałtowne pukanie do drzwi. Przerażona poderwałam się z kanapy, na której nie wiedząc kiedy zasnęłam. Powoli podeszłam do drzwi, nie patrząc przez wizjer otworzyłam je. Przede mną stał pijany Ethan.

Zaraz... co?

- M-muszę s to-tobą porozmaawiać... - bełkotał.

- Może wejdź lepiej do środka - pomogłam mu, pobieważ ledwo się trzymał na nogach - Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkan?

- Jaa wiem o to-to-tobie wsystko kochane - próbował wymówić to seksownie, co nie do końca mu wyszło - Musimy cos sbie wyjasnic.

- Lepiej jak pójdziesz spać - potrząsnął ochoczo głową - Porozmawiamy jutro.

- Gdzue jest t-twój pokoik? - co to, to nie.

- Ty śpisz na kanapie - zrobił smutną minkę, na co się zaśmiałam.

- Plose - padł na kolana.

Pijany Ethan, to głupi Ethan.

- Nie i koniec tematu - zaczęłam mu szykować posłanie - Dobranoc - powiedziałam i wyszłam.

- Doblanoc kośana - krzyknął za mną.

*

Rano budzą mnie hałasy dochodzące z kuchni. Nagle słyszę dźwięk tłuczonego naczynia. Jeśli chłopak zniszczył mój ulubiony kubek z pingwinem, zabiję go.

Wbiegłam zła do kuchni. Kiedy zobaczyłam ogromny bałagan oczy chciały mi wylecieć z orbit. Przy wyspie kuchennej siedział zkacowany brunet. Na podłodze, obok niego, leżała potłuczona szklanka, a wszystko wokoło było nie na swoim miejscu.

- Przepraszam bardzo - zaczęłam spokojnie z powagą - ale co tu do cholery się stało?! - resztę zdania wykrzyczałam.

- Ciszej kobieto - chłopak złapał się za głowę.

Kac morderca, nie ma serca.

- Czego ty tak właściwie szukałeś? Szczęścia? - zakpiłam.

- Tabletek przeciwbólowych - westchnął.

Otworzyłam drzwiczki drugiej szafki, po lewej stronie. Wyjęłam z niej opakowanie i podałam Ethanowi. Nalałam mu również wody do szklanki i postawiłam przed nim. W ramach podziękowania posłał mi uśmiech.

Nie zwlekając poszłam po zmiotke, aby posprzątak rozbite szkło. Szło mi to bardzo sprawnie, ale ostatni odłamek skaleczył mnie. Payrzyłam teraz jak krew wolno spływa z mojej dłoni.

- Przyniesiesz mi apteczkę? - spytałam.

- Po co ci apte... - urwał kiedy się do niego odwróciłam - Sky, co ci się stało? - podszedł z troską w oczach.

- Nic poważnego - zapewniłam go - To jak, przyniesiesz?

- Ach tak, tak - popędził do łazienki - A gdzie ona jest?! krzyknął z góry.

- W jedynej szafce w tym pomieszczeniu! odkrzyknęłam ze śmiechem.

- Już jestem - usłyszałam jak ktoś spada ze schodów.

Gdy wychyliłam się na korytarz moje oczy napotkały widok Ethana leżącego na podłodze.

Schody - 1,
Ethan - 0,

Zaczęłam się z niego śmiać. Ja poprosiłam go aby mi ją przyniósł, a ten latał po domu jakby się gdzieś paliło. Kiedy się uspokoiłam, podałam mu rękę, aby wstał.

- Jeszcze chwila, a to ciebie trzeba będzie opatrzeć.

- Siadaj i nie gadaj - wskazał na krzesło.

Zrobiłam co kazał. Wyciągnęłam do niego dłoń, a ten polał ranę wodą utlenioną. Po odkażeniu i zatamowaniu krwotoku, owinął miejsce bandażem.

- Dziękuję.

- Ależ nie ma za co - uśmiechnął się.

Nagle przypomniało mi się, że przecież ja byłam na niego wściekła, za to co zrobił. Przybrałam poważny wyraz twarzy, co chłopak zauważył. Patrzeliśmy chwilę na siebie, aż w końcu postanowiłam wstać.

- Możesz już iść - przybrałam najbardziej oschły ton, na jaki było mnie wstać.

- Czemu taka nagła zmiana?

- Wczoraj pomogłam ci jak byłeś pijany, ale teraz już dasz sobie radę sam - wskazałam na drzwi - Żegnam.

- Musimy porozmawiać - zmarszczyłam brwi.

- Nie mamy o czym - burknęłam - A te wszystkie wydarzenia z rana nie powinny mieć nigdy miejsca.

- Daj mi coś powiedzieć - prosił.

- Ostatnio jakoś wolałeś pisać - powiedziałam z ironią.

- Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać...


***
I jak się podoba? 😄😁

Dziękuję pewnym osobą za spam pod poprzednim rozdziałem 😂😘

💖Do następnego💖

Zawsze tam gdzie tyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz