- Ekhem - ktoś odchrząknął za moimi plecami, a my oderwaliśmy się od siebie jak poparzeni.
- Clary?! - dlaczego ona nam przerwała.
- Nie chciałam ci przeszkodzić - była trochę zmieszana - ale ten cały Ethan was zobaczył. Zresztą strasznie się zdenerwował.
Z jednej strony cieszyłam się, że był zazdrosny. Ale jakby na to nie patrzeć, nie chciałam go ranić. W głębi serca jeszcze coś do niego czułam, jednak starałam się to dusić w sobie.
- A więc na czym skończyliśm? - spytał chłopak, kiedy dziewczyna odeszła.
- Wiesz co, ja już będę się zbierać - oznajmiłam i ruszyłam zabrać swoje rzeczy.
- Zaczekaj, odwiozę cię - zaproponował, na co się zgodziłam.
Jechaliśmy w ciszy. Nie było jakoś niezręcznie, ale chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu. Gdy już dotarliśmy na miejsce, pożegnałam się z nim całusem w policzek. Odjechał po tym jak zamknęłam drzwi wejściowe.
Dlaczego moje życie musi się tak komplikować...
Postanowiłam spędzić dzisiejszy wieczór w samotności. Wyłączyłam telefon i wylogowałam się z wszystkich portali społecznościowych. W kuchni zrobiłam sobie kubek kakaa. Później powędrowałam na kanapę, w celu obejrzenia jakiś seriali dla rozweselenia się.
*
Obudziło mnie gwałtowne pukanie do drzwi. Przerażona poderwałam się z kanapy, na której nie wiedząc kiedy zasnęłam. Powoli podeszłam do drzwi, nie patrząc przez wizjer otworzyłam je. Przede mną stał pijany Ethan.
Zaraz... co?
- M-muszę s to-tobą porozmaawiać... - bełkotał.
- Może wejdź lepiej do środka - pomogłam mu, pobieważ ledwo się trzymał na nogach - Skąd wiedziałeś, gdzie mieszkan?
- Jaa wiem o to-to-tobie wsystko kochane - próbował wymówić to seksownie, co nie do końca mu wyszło - Musimy cos sbie wyjasnic.
- Lepiej jak pójdziesz spać - potrząsnął ochoczo głową - Porozmawiamy jutro.
- Gdzue jest t-twój pokoik? - co to, to nie.
- Ty śpisz na kanapie - zrobił smutną minkę, na co się zaśmiałam.
- Plose - padł na kolana.
Pijany Ethan, to głupi Ethan.
- Nie i koniec tematu - zaczęłam mu szykować posłanie - Dobranoc - powiedziałam i wyszłam.
- Doblanoc kośana - krzyknął za mną.
*
Rano budzą mnie hałasy dochodzące z kuchni. Nagle słyszę dźwięk tłuczonego naczynia. Jeśli chłopak zniszczył mój ulubiony kubek z pingwinem, zabiję go.
Wbiegłam zła do kuchni. Kiedy zobaczyłam ogromny bałagan oczy chciały mi wylecieć z orbit. Przy wyspie kuchennej siedział zkacowany brunet. Na podłodze, obok niego, leżała potłuczona szklanka, a wszystko wokoło było nie na swoim miejscu.
- Przepraszam bardzo - zaczęłam spokojnie z powagą - ale co tu do cholery się stało?! - resztę zdania wykrzyczałam.
- Ciszej kobieto - chłopak złapał się za głowę.
Kac morderca, nie ma serca.
- Czego ty tak właściwie szukałeś? Szczęścia? - zakpiłam.
- Tabletek przeciwbólowych - westchnął.
Otworzyłam drzwiczki drugiej szafki, po lewej stronie. Wyjęłam z niej opakowanie i podałam Ethanowi. Nalałam mu również wody do szklanki i postawiłam przed nim. W ramach podziękowania posłał mi uśmiech.
Nie zwlekając poszłam po zmiotke, aby posprzątak rozbite szkło. Szło mi to bardzo sprawnie, ale ostatni odłamek skaleczył mnie. Payrzyłam teraz jak krew wolno spływa z mojej dłoni.
- Przyniesiesz mi apteczkę? - spytałam.
- Po co ci apte... - urwał kiedy się do niego odwróciłam - Sky, co ci się stało? - podszedł z troską w oczach.
- Nic poważnego - zapewniłam go - To jak, przyniesiesz?
- Ach tak, tak - popędził do łazienki - A gdzie ona jest?! krzyknął z góry.
- W jedynej szafce w tym pomieszczeniu! odkrzyknęłam ze śmiechem.
- Już jestem - usłyszałam jak ktoś spada ze schodów.
Gdy wychyliłam się na korytarz moje oczy napotkały widok Ethana leżącego na podłodze.
Schody - 1,
Ethan - 0,
Zaczęłam się z niego śmiać. Ja poprosiłam go aby mi ją przyniósł, a ten latał po domu jakby się gdzieś paliło. Kiedy się uspokoiłam, podałam mu rękę, aby wstał.
- Jeszcze chwila, a to ciebie trzeba będzie opatrzeć.
- Siadaj i nie gadaj - wskazał na krzesło.
Zrobiłam co kazał. Wyciągnęłam do niego dłoń, a ten polał ranę wodą utlenioną. Po odkażeniu i zatamowaniu krwotoku, owinął miejsce bandażem.
- Dziękuję.
- Ależ nie ma za co - uśmiechnął się.
Nagle przypomniało mi się, że przecież ja byłam na niego wściekła, za to co zrobił. Przybrałam poważny wyraz twarzy, co chłopak zauważył. Patrzeliśmy chwilę na siebie, aż w końcu postanowiłam wstać.
- Możesz już iść - przybrałam najbardziej oschły ton, na jaki było mnie wstać.
- Czemu taka nagła zmiana?
- Wczoraj pomogłam ci jak byłeś pijany, ale teraz już dasz sobie radę sam - wskazałam na drzwi - Żegnam.
- Musimy porozmawiać - zmarszczyłam brwi.
- Nie mamy o czym - burknęłam - A te wszystkie wydarzenia z rana nie powinny mieć nigdy miejsca.
- Daj mi coś powiedzieć - prosił.
- Ostatnio jakoś wolałeś pisać - powiedziałam z ironią.
- Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać...
***
I jak się podoba? 😄😁
Dziękuję pewnym osobą za spam pod poprzednim rozdziałem 😂😘
💖Do następnego💖
CZYTASZ
Zawsze tam gdzie ty
Fiksi RemajaOna: Mało popularna dziewczyna, z ogromną wyobraźnią, nie przywiązująca zbyt wielkiej uwagi do wyglądu. Nie wysoka brunetka o niebiesko-zielonych oczach. On: Wysoki wysportowany brunet o niezwykle brązowych oczach. Kapitan drużyny futbolowej, łamac...
