Otworzyłam drzwi.
-Hej!-krzyknął Zayn i objął mnie w uścisku. Nie zdążyłam nic odpowiedzieć bo Niall powtórzył jego gest, a za nim Liam. Następnie mnie wymineli i weszli do środka.
-Jestem Louis-podszedł do mnie brunet wyciągając swą dłoń- bo my się chyba nie znamy.- dokończył, a drugą ręką drapał się po karku.
-Mery- odwzajemniłam jego gest- Wejdź.- powiedziałam wskazując ręką na korytarz gdzie stała reszta chłopaków. Ten przekroczył próg mojego domu, a ja zamknęłam za nim drzwi. Odebrałam od chłopaków ich kurtki i zaniosłam je do garderoby, prosząc Harrego by w tym czasie zaprowadził gości do salonu.
Weszłam do pomieszczenia, gdzie czwórka chłopaków rozsiadła się wygodnie na kanapie. Wyjątkiem był Louis, który stał przy szafce i oglądał postawione na niej, oprawione w ramki, zdjęcia.Na większości fotografii byłam ja, jako mała dziewczynka. Szczególną uwagę bruneta przykuło jedno ze zdjęć. Wziął do ręki ramkę i w skupieniu się przyglądał. Miałam na nim około siedmiu lat i uśmiechałam się szeroko. Wtedy wypadły mi dwie jedynki, a na fotografii idealnie widać lukę w szeregu moich małych zębów. Podeszłam do chłopaka i położyłam rękę na jego ramieniu. Poczułam jak przez ciało bruneta przechodzi dreszcz pod wpływem mojego dotyku.
Spojrzał na mnie i niepewnie zaczął odkładać ramkę na szafkę.
-Um... Sorki- powiedział.
-Spokojnie- powiedziałam lekko marszcząc brwi- Czujecie się jak u siebie!- zaśmiałam się, a Louis obdarował mnie uroczym uśmiechem. Ponownie wziął zdjęcie do ręki.
-Słodka byłaś- stwierdził, a ja posłałam mu szczery uśmiech- znaczy nie mówię, że teraz nie jesteś...- zaczął mieszać się w swoich słowach- bo jesteś, ale... Louis zamknij się już!- dokończył i uderzył się ręką w czoło. Zaczęłam się cicho śmiać i oparłam się twarzą o ramię chłopaka. Po chwili podniosłam głowę i spojrzałam na Tomlinson'a obdarowując go szerokim uśmiechem, który odwzajemnił.
-Mam dla Ciebie marchewki-wyszeptałam mu i zaczęłam śmiesznie ruszać brwiami, chłopak otworzył szeroko oczy, teatralnie się dziwiąc i oboje wybuchneliśmy śmiechem- Chodź do kuchni- dokończyłam i pociągnęłam chłopaka za rękę. Odchodząc, kątem oka zerkałam na Harrego, który wpatrywał się w nas dość nieprzyjemnym wzrokiem. Jego brwi były zmarszczone, a usta mocno zaciśnięte, tak, że tworzyły cienką linię. Nie zwracałam uwagi na jego lustrujące nas spojrzenie. Po sytuacji, która miała miejsce kilka minut temu czułam się dość niezręcznie w jego towarzystwie.
Weszłam z Louisem do kuchni i wyjęłam z lodówki kilka marchewek. Chłopak zaczął szybko mrugać oczami, co wyglądało jak niema prośba o jedną marchewkę. Wyglądał jak szczeniaczek. Zaśmiałam się z jego zachowania. Stanęłam na palcach i otworzyłam szafkę z naczyniami, która była dla mnie za wysoko. Z trudem sięgałam po miskę co nie wychodziło mi za dobrze. Brunet podszedł do mnie i jedną ręką objął mnie w talii, a drugą sięgnął po naczynie. Odłożył miskę na blat i spojrzał mi prosto w oczy. Jego wzrok przeskakiwał z mojego jednego oka na drugie, a rękę trzymał tam gdzie wcześniej. Nagle usłyszeliśmy wymuszony kaszel za nami. Brunet gwałtownie odskoczył ode mnie i stanął oparty o blat jak gdyby nigdy nic.
-Nie przeszkadzam?- spytał Harry. Nie spojrzałam na niego nawet przez sekundę. Było mi głupio. Całą swoją uwagę skupiłam na szukaniu dwóch noży w szafce.
-Spoko, stary- powiedział Louis.
Stałam tyłem do Harrego i cały czas grzebałam w szafce. Nagle poczułam duże ręce Stylesa na swoich biodrach i jego ciepły oddech za uchem. Przez moje ciało przeszedł dreszcz. Mery zachowuj się naturalnie - powiedziałam w myślach. Powoli wypuściłam powietrze, które do tej pory wstrzymywałam.
-Pomóc Ci w czymś?- wyszeptał swoim niskim, zachrypnietym głosem. Odwróciłam głowę i spojrzałam w jego szmaragdowe oczy. Przez ten kolor mógłby zostać hipnotyzerem. Na każdą kobietę by to działało, gorzej tylko z mężczyznami.
Kiwnęłam głową w odpowiedzi na jego pytanie.
-Spytaj chłopaków co chcą do picia.- chłopak w odpowiedzi skinął głową i wyszedł z kuchni. W końcu wyjęłam dwa noże i deskę do krojenia z szafki.
-Ja będę obierać marchewki, a ty kroić, ok?- spytałam, a w odpowiedzi dostałam tylko uroczy usmiech, po czym brunet wziął nóż z blatu. Do kuchni znowu wparował Harry.
-Cola i sok pomarańczowy.- powiedział.
- Dobra. Wiesz gdzie jest sok, a colę położyłeś tam na blacie-wskazalam ręką na butelkę- a szklanki są tam.- skierowałam palec w stronę szafki. Brunet szybko wziął napoje i naczynia i wrócił do salonu.
Obrałam jedną marchewkę i podałam Louisowi by ją pokroił.
-Dlaczego tak lubisz marchewki?
-Właściwie to lubię dziewczyny, które je jedzą- zaśmiał się- Kiedyś szedłem ulicą i spotkałem małą dziewczynkę, która jadła marchewkę i pomyślałam sobie ,,Nie Louis, uspokój się! Ona jest dla ciebie za młoda."- zaśmiałam się z opowieści bruneta. Nagle nóż chłopaka upadł na blat.
-Kurwa- zaklnął Tomlinson. Spojrzałam, a jego krew kapała na blat z dłoni.
-Boże Lou!-krzyknęłam i złapałam go za nadgarstek zranionej ręki, którą podłożyłam pod zimną wodę z kranu. Spłukała ona czerwoną ciecz z jego palców. Pobiegłam szybko po apteczkę do łazienki. Wzięłam chusteczkę i wytarłam mokrą dłoń chłopaka. Z rany cały czas pryskała krew, więc szybko zdezynfekowałam i obandażowałam rękę.
-Powinnaś zostać lekarzem.- stwierdził przeglądając się jak w skupieniu owijam opatrunek wokół jego palców.
-Nie nadaję się do tego.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Mam za słabą psychikę jak na bycie lekarzem.
-Widzę właśnie.-powiedział sarkastycznie.
Przewróciłam oczami na jego słowa i dokończyłam zawijać bandaż.
-Gotowe!- powiedziałam- potem zmienimy bandaż bo ten będzie cały w krwi, a to nie jest higieniczne, wiesz dzieciaczku?- spytałam ze śmiechem w głosie.
-Śmieszy cię to?- zapytał poważny.
-Tak- stwierdziłam pewnie- ty idź do chłopaków, a ja dokończę kroić te marchewki.
Louis kiwnął głową i wyszedł z kuchni. Włączyłam piekarnik i włożyłam do niego dwie pizze. Odwróciłam się i dokończyłam robotę z warzywami. Wzięłam do ręki miskę z marchewką, a do drugiej paczki chipsów. Zgasiłam światło w kuchni i poszłam do salonu, gdzie czekali na mnie goście.
***
Hejka :*
Kolejny rozdział! Piszcie czy wam się podoba 💞 Zapraszam do głosowania i komentowania bo to bardzo motywuje! Shippujecie Hery, Hally (Ally+Harry) czy Lery(Louis+Mery)?
Swoją drogą, słyszeliście
,,Sign of the times"?
Ja jestem zakochana 😍
Życzę miłego dnia!
A.
YOU ARE READING
,,I was always alone" H.S
FanfictionJeden ruch potrafi zmienić cały scenariusz. Przez zwyczajny mały gest może powstać nowa historia. Ale jest wiele ról, w tym te zazdrosne, które zrobią wszystko by zmienić zakończenie. Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji jest gra, zwyczajne udawani...
