Odepchnęłam z całej siły swoimi małymi dłońmi Justina, jednak bezskutecznie. Po raz kolejny ułożyłam ręce na jego klatce piersiowej i powtórzyłam czynność z większą siłą. Nacisk jego ciała na moje był dość bolesny, ale udało mi się z niego uwolnić.
-Co to do cholery miało być?- warknęłam gdy oderwał swoje usta ode mnie.
-Zawsze chciałem to zrobić- oblizał wargi i znów docisnął swoje ciało, tak, że przylegało do mojego. Czułam się bezsilna. Przybliżył twarz by złożyć pocałunek na moich ustach, jednak szybko przekręciłam głowę w taki sposób, że jego wargi zetknęły się z moim policzkiem-Taka opcja też jest kusząca.- stwierdził po czym złapał moje nadgarstki i docisnął do szafek. Stałam się bezbronna. Podążał swoimi mokrymi pocałunkami od policzka po szyi, zatrzymując się na moim obojczyku. Przy wszytkim delikatnie pomrukiwał. Zaczęłam ruszać biodrami by w jakiś sposób się uwolnić, jednak efekt był odwrotny. Justin docisnął jeszcze mocniej swoje ciało, przez co poczułam rosnącą w jego spodniach erekcję. Zorientowałam sie, że jedyną moją częścią ciała, którą mogę się bronić są nogi. Wymierzyłam cios kolanem w twardniejące krocze Okena. Chłopak puścił moje dłonie i złapał się z obolałe miejsce. Korzystając z chwili wolności odepchnęłam go od siebie.
-Następnym razem poczujesz ten język gdzie indziej, szmato.-wybełkotał, a ja uciekłam.
Byłam przerażona. Zrozumiałam, że gdy nie ma przy mnie Harry'ego, jestem naprawdę bezbronna. On był gotów mnie zgwałcić, a ja nie byłam w stanie nic zrobić.
Pobiegłam po swój plecak i wyszłam ze szkoły. Po drodze telefon z kieszeni i wybrałam numer do Harry'ego.
Stwierdziłam, że powinien wiedzieć o incydencie z jego bratem. Pomimo naszej dzisiejszej rozmowy, która wypadła dość niezręcznie, myślę, że dalej się przyjaźnimy. Loczek nie odebrał telefonu, dlatego spróbowałam jeszcze raz. Po kilku sygnałach, usłyszałam głos bruneta.
-Halo?- powiedział cicho. Wydawało się jakby przed chwilą płakał przez łamiący się głos i brak entuzjazmu.
-Coś się stało?-spytałam zaniepokojona.
-Nie. Czego chcesz?- powiedział oschle.
-Jesteś na mnie zły?
-Zgadnij.
-Nie możesz mnie obwiniać o to, że nic nie czuję. Nie zmusisz mnie do miłości.- odpowiedziałam zirytowana.
-Jasne, nie mogę cię o to obwiniać, ale za to, że nie jesteś wobec mnie szczera, już mogę.-warczał.
-Kiedy cię okłamałam?-spytałam.
-Nie okłamałaś.- odpowiedział.
-Nie rozumiem.
-Raczej pominęłaś powiedzenie prawdy.- powiedział z wyrzutem.
-Możemy się spotkać i wszystko wyjaśnić?--zaproponowałam.
-Nie mam ochoty.
-Będziesz mnie teraz unikał?-spytałam.
-Jeszcze nie wiem..-odpowiedział obojętnie.
-Czyli mam rozumieć, że kończymy się przyjaźnić, bo nie czuję tego co ty?-krzyczałam.
-A ty byś chciała żyć obok osoby, której cholernie pragniesz, ale nie możesz się do niej zbliżyć?-jego głos się złamał.
-Co mam ci teraz powiedzieć? ,,Oh Harry też Cię kocham"? Chcesz urwać kontakt to urwij, ale nie licz...- usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia. Rozłączył się. Nagle łzy napłynęły mi do oczu. Straciłam go.
YOU ARE READING
,,I was always alone" H.S
FanficJeden ruch potrafi zmienić cały scenariusz. Przez zwyczajny mały gest może powstać nowa historia. Ale jest wiele ról, w tym te zazdrosne, które zrobią wszystko by zmienić zakończenie. Jedynym logicznym wyjściem z sytuacji jest gra, zwyczajne udawani...
