Siedziałam na kanapie na przeciwko rodziców w całkowitej ciszy.Oni siedzieli ze spuszczonymi głowami i co chwile patrzyli na mnie kątem oka.Wzięłam głeboki oddech i zebrałam się na odwagę.
-Pójdę...z nim porozmawiać-rodzice tylko kiwnęli głowami.Wstałam i po cichu przeszłam przez salon.Otworzyłam duże drzwi prowadzące na taras.
Max siedział tyłem do mnie i chyba nie zauważył,że weszłam.Jego ręce spoczywały na włosach.Widziałam tylko jak delikatnie oddycha.Podeszłam pare kroków do niego.
-Max?-odezwałam się w końcu,ale ten nic nie powiedział.Nawet na mnie nie spojrzał.Myślałam,że na mnie też jest zły.Już miałam się odwrócić i pójść do domu gdy usłyszałam jego głos.
-Nienawidze ich.
Podeszłam bliżej niego,kucnęłam i połorzyłam dłoń na jego ramieniu.Poczułam jak jego wszystkie mięśnie się spinają.
-Nie mów tak...
-Jak?Mam nie mówić prawdy?-poczułam,że jest zły,ale zachowywał spokój.-dla nich liczy się tylko praca.Nie ja.
-Max,to nie tak-zaprzeczyłam szybko.Od kąd tu weszłam nawet na mnie nie spojrzał.Siedział wpatrzony w rośliny przed siebie i skubał trawe.-owszem.Pracują,ale gdyby nie zalezało im na tobie nie miałbyś teraz tak wypasionego pokoju i tylu fajnych rzeczy.
-Nie chce tych wszystkich rzeczy-pokiwał głową.-chce rodziców.Nie ich pieniądze.Gdy byłem dzieckiem w ogóle się mną nie interesowali.Gdyby nie opiekunka teraz nie miałbym w ogóle zdjęć w albumie.To ona mi robiła,ona odrabiała ze mną lekcje,bawiła się i robiła wszystko,żebym był szczęśliwy.Czasem nazywałem ją nawet mamą.A oni byli tylko na chwile i gdy przyjeżdżali chowałem się za moją opiekunką.Nie pamiętałem ich.Bałem się.Oni...oni nie są dla mnie rodzicami.Nie czuje tego.Rodzice powinni kochać,być ze swoimi dziećmi,wspierać je,bawić się.A oni myśleli,że jak dadzą mi kase i nowy telefon i będe szczęśliwy?Mylą się.
-Próbowałeś z nimi porozmawiać?-spytałam klęcząc obok niego.
-I to nie raz-burknął.
-Ale próbowałeś rozmawiać normalnie?Bez krzyków i trzaskania drzwiami?
-Z nimi się nie da.
-Max,spróbuj z nimi porozmawiać.Ale bez krzyków i awantur.Spróbuj im powiedzieć,że za nimi tęsknisz,że chciałbyś kiedyś wybrać się z rodzicami na jakąś wycieczke.Że chciałbyś mieć rodziców w domu.Nie unoś się.Postaraj się być spokojny i zmotywowany do rozmowy.Nie wychodź z domu,nie unoś się.Nawet jak cie wkurzą setny raz wytłumacz im,że brakuje ci rodziców w domu.Próbowałeś z nimi gadać bez krzyków?
Chwila ciszy.Klęczałam obok niego na trawie czekając na jego odpowiedź.Ten tylko siedział wpatrzony w rośliny.
-Nie próbowałem-odpowiedział po chwile.
-Właśnie.Może gdybyś poprosił,żeby chwile spędzili czas z tobą,a nie ciągle pracowali uszanowaliby to.Musisz z nimi porozmawiać sam na sam.Wytłumacz im wszystko ze spokojem.Bądź cierpliwi.Zrozumieją.Jesteś ich synem.Muszą zrozumieć.
Max znowu chwile siedział w ciszy,a gdy wreszcie-pierwszy raz od kąd tu weszłam-spojrzał na mnie miałam ochote odwrócić wzrok,ale tego nie zrobiłam.
-Myślisz,że to dobry pomysł?-spytał,a ja szeroko się uśmiechnęłam.
-Najlepszy.
Chłopak znowu odwrócił wzrok i zaczął obserwować rośliny.
-Może...może masz racje-odpowiedział po chwili ciszy.
-Ja zawsze mam racje-powiedziałam żartobliwie chcąc troche załagodzić atmosfere.Max uśmiechnął się i delikatnie szturchnął mnie w ramie więc cicho zachichotałam.
-Dziękuje ci-powiedział w końcu gdy jego twarz była już poważna.-że mnie zrozumiałaś i uświadomiłaś.
-Ty mi zawsze pomagasz.Więc ja chciałam też pomóc tobie-odpowiedziałam,na co Max delikatnie się uśmiechnął.
Poczułam,że mam ochote go przytulić i pocieszyć.Usiadłam na jego nogach okrakiem,na co Max troche się zdziwił.Przytuliłam go do siebie wtulając twarz w zagłębieniu jego szyji.Poczułam ręce Maxa na swojej talii.Również mnie przytulił,a jego twarz znalazła się w moich włosach.
-Dziękuje-wyszeptał.-zrobisz jak każesz.
-Rodzice cie kochają-powtórzyłam wciąż się do niego przytulając.-a jeżeli im na tobie zależy to zrozumieją.
MAX
Ta mała istota rozumie mnie jak nikt.Gdy zaczęła mówić co o tym sądzi i dawać argumenty zastanawiałem się czy ma racje.I ma.Jak zawsze.Prawie zawsze.Cieszyłem się,że w tedy była tu ze mną.Że do mnie przyszła.Nie wiem jak zareagowałbym gdyby jej koło mnie nie było.
Emily rozumie mnie lepiej od rodziców i od kumpli.Znajomi pewnie pocieszyliby mnie piwem.Ale nie tego chciałem.Emily przyszła,nie wyśmiewała się ze mnie,powiedziała co myśli,a gdy mnie przytuliła-nie chciałem jej już wypuszczać.Wtuliłem twarz w jej miękkie włosy i uśmiechnąłem się.Ciesze się,że ją poznałem.Że ją mam.
Dla moich rodziców liczy się praca.Myślą,że jak przekupią mnie pieniędzmy to będe ich kochać?Mylą się.
Czasem mam wrażenie,że mieszkam sam.Może mam dużo swobody i kasy,ale co z tego skoro nie mam rodziców.Znaczy mam,ale tak się nie czuje.Od małego rodzice wyjeżdżali i nie było ich kilka dni,czasem i tygodni.A ja się załamywałem.Gdy dorosłem i zdałem sobie z tego sprawe byłem w rozsypce.Moi koledzy nie zawsze mnie pocieszali.Zabierali na piwo,na dziewczyny,do klubu-ale nie tego właśnie chciałem.
I w tedy poznałem ją.Nieśmiałą,zwykłą,niepozorną dziewczyną.Zacząłem się z niej śmiać,bo myślałem,że jest jak większość dziewczyn którzy przychodzą do nowej szkoły i udają,że się boją,że są przerażone.No a że chciałem zaszpanować przed kumplami i przed byłą dziewczyną to wyśmiewałem się z niej.
Ale z czasem zrozumiałem i zadałem sobie pytanie co ja robie?Po co mi to?
Zacząłem poznawać ją bliżej.Okazała się dziewczyną z poczuciem humoru i z radością co mi się w niej spodobało,ale wiedziałam,że nie jest w moim typie.Że ja i dłuższy związek jest...nierealny.Nie wiem co ta mała miała w sobie.Gdy kumple ją wyśmiewali broniłem ją,bo zdałem sobie sprawe,że nie jest jak inne laski-puste i ubierające się jak dziwki.Na niej zwykłe jeansy i koszula wyglądały zajebiście.Okazała się piękną,mądrą,uśmiechniętą dziewczyną.
Z czasem zaczęła mnie rozumieć.Nie znam jej długo,a zna mnie lepiej od kumpli których znam całe życie.Zrozumiałem,że jest dla mnie ważna.
Gdy siedziała na moich nogach przytulona do mnie nie chciałem jej wypuszczać.Chciałem,żeby czas stanął w miejscu.Żeby ta chwila trwała wiecznie.Emily jest dla mnie bardzo ważna i przysięgam,że jeżeli ktoś ją dotknie-nie będzie miał życia.Nie pozwole,żeby cierpiała zwłaszcza przez takich gnoji jak na przykład Timon i Jennifer.Będe ją bronić.I nie pozwole,żeby coś jej się stało.Żeby tacy frajerzy zniszczyli życie mojej Emily.
W tedy zrozumiałem o co chodzi.I dlaczego tak się o nią troszcze,dlaczego tak mi na niej zależy.
Ja się po prostu zakochałem.
*********
Awww.I co sądzicie?Troszke nie miałam weny,ale jakoś jest
CZYTASZ
Love Story
Teen FictionNieśmiała siedemnastoletnia Emily przeprowadza się z rodzicami do nowego miasta.To wszystko jest dla cichej nastolatki nowe,zważywszy,że nie miała za wielu przyjaciel w nowej szkole.W nowej już pierwszego dnia popada w kłopoty przez co zyskuje sobie...
