Nagle usłyszałam syrene policyjną.Kto ją wezwał?O co chodzi?Zdezorientowana zaczęłam się rozglądać.Timon który zbliżał się do mnie na dźwięg syreny policyjnej spanikował i uciekł razem ze wspólnikami.Zostałam sama.
Siedziałam na liściach płacząc.Gdzie ta policja?!
-Pomocy!Na pomoc!-wrzeszczałam na całe gardło,ale nikt mnie nie usłyszał.
Po chwili poczułam,że ktoś chwyta mnie za biodra.Timon wrócił.
Pisnęłam i ignorując ból w kostce odskoczyłam i syknęłam z bólu.
-Zostaw mnie-jęknełam ze łzami w oczach.Płakałam i płakałam.Obraz przede mną jednak nie przypominał Timona.Pomrugałam pare razy,aby zobaczyć kto przede mną stoi.-M...Max?-wyjąkałam,a on kiwnął głową.-c...co tu robisz?
-Usłyszałem cie-wzruszył ramionami i klęknął koło mnie.-boli cie?-spytał,a ja kiwnęłam głową.Gdy delikatnie dotknął mojje kostki syknęłam,a on zabrał ręke.-pewnie zwichnięta.
-A ty co?Lekarz?-spytałam.
-Nie ja.Moja ciocia.Mniej więcej się na tym znam-odpowiedział.-jedziemy do szpitala.
-Co?Nie.Tylko nie szpital.
-Nie panikuj-powiedział z uśmiechem.Jedną ręką chwycił mnie za plecy,a drugą pod kolana i podniósł w stylu panny młodej.
-Co ty robisz?-zapytałam.
-Zanosze cie do auta.
-Nie trzeba.Max,puść.Jestem ciężka.
-Nie żartuj-prychnął idąc dalej.-nigdy nie trzymałem lżejszej dziewczyny.A miałem takich sporo.
-Nie chce do szpitala Max.To mi przejdzie.
-Lekarz ci pomoże-powiedział.
-Ale...
-Boisz się?-spytał patrząc mi prosto w oczy i unosząc jedną brew do góry.
-N...nie-wyjąkałam.
-No to nie panikuj.Spokojnie,nic ci nie będzie.
Połorzyłam głowę na jego klatce piersiowej czując bicie jego serca.
-Skąd się tu wziąłeś?-spytałam gdy ten wkładał mnie ostrożnie do samochodu,a sam usiadł i odpalił silnik.
-Słyszałem cie.
-Ale musiałeś tu być skoro mnie słyszałeś.
-Masz racje.Z kumplami byłem.
-Kumple nie będą źli,że ich zostawiłeś?
-Daj spokój.I tak zajęci są sobą.Ja czasem się oddzywałem.Em,co ty tam robiłaś w lesie?
Spojrzałam na niego,ale ten skupiony był na drodze.
-Usłyszałam krzyki-odpowiedziałam,a on kątem oka na mnie spojrzał,a potem powrócił do drogi.-jak się okazało to było radio.Timon mnie wrobił.
-Masz niewyobrażalne szczęście,mała,że tam byłem.Inaczej.Byłoby po tobie.
-Wiem.Dziękuje-powiedziałam,na co Max tylko się uśmiechnął.
-Nadal cie boli?-spytał po długiej chwili ciszy,a ja kiwnęłam twierdząco głową.-spoko.Nie bój nic.Pomogę ci.
Zatrzymał samochód koło szpitala i otworzył drzwi,aby wziąźć mnie na ręce,ale powiedziałam szybko:
-Poradzę sobie.
Podał mi ręke,a ja po woli wyszłam z samochodu jednak gdy stanęłam na tej nodze prawie upadłam.Max chwycił mnie w ostatniej chwili i zaniósł do szpitala.
-Może ci lepiej pomogę-zaśmiał się.
Czułam się troche dziwnie.W szpitalu każdy patrzył się jak Max mnie niesie.Młode dziewczyny pożerały mnie wzrokiem.
Weszłam do gapinetu,a Max czekał w poczekalni.Powiedziałam lekarzowi jaka jest sytuacja,a on zaczął opatrywać moją nogę.
Max
Siedze w poczekalni czując na sobie wzrok napalonych dziewczyn.Dobrze,że tam w tedy byłem.Inaczej Emily nie miałaby takiego szczęścia.Zrobiło mi się jej żal,bo widać,że cierpiała.
Ale silna z niej dziewczyna.Poradzi sobie.
Czy ja ją właśnie bronie.
Przez ten czas czekania w poczekalni zdążyłem wywnioskować,że Emily w cale nie jest taka zła.Czemu ja ją w ogóle gnębiłem?Przecież...jest tylko cicha i spokojna.Taki ma charakter.I to mi się w niej podoba.
ZARAZ?COO?!Nie było tego.
Stwierdziłem,zę od teraz będe jej bronić.No bo Jennifer i moi kumple cały czas się z niej śmieją,a mi jest jej żal.
Widać,że dotknęły ją nasze słowa.Jets nawet urocza.Śmieje się,żartuje,udaje,że jest odważna co nie bardzo jej wychodzi.Ale jest przede wszystkim sobą.
Emily wyszła z sali,a ja wstałem i podeszłem do niej.
-Tylko zwichnięte-powiedziała kulejąc,a ja kiwnąłem głową.I tak było mi jej żal.
-Masz cudownego chłopaka-powiedziała lekarka.Emily dziwnie na nią spojrzała,ale nic nie powiedziała,bo mruknąłem ciche dowidzenia i po woli ruszyliśmy do auta.
-Jesteś pewna,że sama pójdziesz?-spytałem.
-Tak,poradzę sobie-odpowiedziała,a ja wywróciłem oczami.
-Zawsze taka jesteś?
-Jaka?-spytała patrząc się na mnie gdy zbliżaliśmy się do auta.
-Niezależna.
-Powedzmy-uśmiechnęła się.Odpaliłem silnik i ruszyliśmy.
EMILY
Kostka już troche mnie mniej bolała.Była dobrze zbadana i zabandażowana.Siedziałam z głową opartą o szybe i nie oddzywałam się.Bo o czym miałabym z nim gadać.O pogodzie?Planach na przyszłość?Taaa...
-I jak?Lepiej?-spytał po długiej chwili ciszya ja oderwałam głowę od szyby i na niego spojrzałam.
-A tak.Lepiej-odpowiedziałam po chwili.-dzięki jeszcze raz.Bez ciebie nie dałabym rady.
-Luzik.Ale na drugi raz nie chodź tamtędy.Okey?Ten cwel tylko czeka na ciebie.Tak w ogóle...co mu zrobiłaś?
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na swoje palce u rąk.
-W poprzedniej szkole byłam gnębiona przez większość uczniów.Głównie właśnie przez Timona.Wyzywał mnie,dokuczał,a czasem nawet bił.
-Bił?-spytał zszokowany.-dziewczynę?
-Mhm-mruknęłam czując jak jedna łza spływa mi po policzku.-to...to dla mnie trudny temat.Rodzice się o tym dowiedzieli i mnie przepisali.Tutaj.Byłam szczęśliwa,że się przeprowadzamy i,że wreszcie będe miała normalną szkołe.Ale...
-Ale tutaj też ci dokuczali?-dokończył za mnie,a ja skinęłam głową i pomrugałam pare razy,aby odgonić łzy.-ja...na prawde przepraszam.Rzadko to mówie,a właściwie...nigdy,ale przepraszam cie za to jak się zachowałem.Nie wiedziałem,że przeżywałaś w szkole takie piekło.Dlaczego ten Timon...wrócił?
-Zerwał z dziewczyną.Przeze mnie.I teraz mnie nęka-wyjąkałam.Nagle poczułam jak Max chwyta mnie za ręke.Spojrzałam na niego ze zdziwieniem,ale ten jedną ręką trzymał kierownice,a drugą moją ręke.Jego wzrok skupiony był na drodze.
-Przepraszam-powiedział po chwili.-za to wszystko.
-Spoko.Nie wiedziałeś.
-To nawet nie o to chodzi.Tylko o to,że cie nienawidziłem tak jak każdych nowych osób.I nigdy tego nie powiedziałem.No wiesz...tego słowa...
-Jakiego?-spytałam z uśmiechem drocząc się z nim.
-Nie każ mi tego mówić-odparł,a ja poczułam,że się uśmiecha.
-Oj no powiedz...
-Nie.
-Max-zatrzepotałam rzęsami gdy ten zatrzymał się obok mojego domu.Spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko.Ja również.
-Okey.Przepraszam.
-Za...-nalegałam.
-Za to wszystko.Szczęśliwa?
-Nawet nie wiesz jak bardzo-odpowiedziałam z uśmiechem wychodząc z samochodu.-do jutra Max.
CZYTASZ
Love Story
Teen FictionNieśmiała siedemnastoletnia Emily przeprowadza się z rodzicami do nowego miasta.To wszystko jest dla cichej nastolatki nowe,zważywszy,że nie miała za wielu przyjaciel w nowej szkole.W nowej już pierwszego dnia popada w kłopoty przez co zyskuje sobie...
