Te trzy tygodnie minęły bardzo szybko.Codziennie plaża,spacery,zwiedzanie i zabawa!Byłam na bananie (jak nie wiecie to sobie wpiszcie),na ścianie wspinaczkowej,w domu strachu,w wesołym miasteczku i na torze przeszków w wodzie.Zabawa niesamowita.Zack też nie chciał wracać.
Ostatni dzień spędziłam z rodzicami,Brendą i Jessicą na plaży.Pływałam z dziewczynami,byłyśmy też na lodach i na krótkim spacerze.Jessica jest nawet ładną,niską nastolatką z ciemnymi włosami.Ma fajnego chłopaka,ale nie w moim typie.Brenda jest rudowłosa i troche grubsza od nas,ale nie bardzo.Nie ma chłopaka,tylko dziewczyne.Tsa...
-Będe tęsknić-powiedziała Brenda i przytuliła mnie,potem Jessica.
-Ja za wami też.Wróce za rok.
-Mam nadzieje-zaśmiała się Jessica.-my też przyjedziemy za rok,bo też zaraz wyjeżdżamy.
-Emily,chodź już!-zawołała moja mama niosąc na rękach Zacka który szarpie się i ryczy,że chce zostać.Ostatni raz je przytuliłam,wzięłam swoje bagaże i wsiedliśmy do taksówki,a potem od razu poszliśmy na lotnisko.
Będzie mi brakować tych zabaw,śmiechów moich nowych koleżanek i tego pysznego żarcia.
Zack całą droge na lotnisko płakał,że chce wrócić.Jemu też się podobało.
***
Z bagażami wsiedliśmy na samolot.Byłam już mniej zdenerwowana,ale gdy smaolot ruszył troche się zdenerwowałam.Zapłakany Zack zasnął przytulony do mamy i okryty kocem.
Ja włorzyłam słuchawki do uszu i zaczęłam patrzeć na piękne niebo i chmury które mogłabym dotknąć gdyby nie zamknięte okno.
Moi rodzice o czymś rozmawiali,ale ja byłam zajęta słuchaniem muzyki.
Lot zajął jakieś pięć godzin.Przez ten czas zjadłam coś w samolocie (nie było tak źle) i zasnęłam.
Obudziła mnie moja mama.Już dolecieliśmy?Bardzo szybko.Wzięliśmy bagaże i razem z tłumem wyszliśmy z samolotu.
-Tato,gdzie nasz samochód?-spytałam.W jednej ręce miałam torbe,a w drugiej trzymałam walizke na kółkach.
-Tam niedaleko-wskazał gdzieś głową.-wspaniale się bawiłem.Jestem wypoczety.
-Chce tam wrócić-marudził Zack.
-Niedługo tam pojedziemy-zaśmiała się mama.
-Na prawdę-mały od razu zaczął podskakiwać.
-Tak,a teraz chodźmy,bo zaraz nie wytrzymam.
-A tobie co mamo-powiedziałam z uśmiechem.
-Po prostu jakiś chłopak cały czas się na nas gapi.Ehh,nie ma innego zajęcia?
Byłam rozbawiona jej zachowaniem.
Po to ma oczy-chciałam powiedzieć,ale ugryzłam sie w język.Zamiast tego odwróciłam się,aby zobaczyć kto się tak na nas gapi i kto tak wkurza moją mame.
Gdy go zobaczyłam...z wrażenia upóściłam wszystkie walizki.Stałam wpatrzona jak w obrazek.
-Em,podnieś to i chodź-powiedział tata,ale nie reagowałam.
Na lotnisku czekał Max!Stał tam i czekał ze skrzyżowanymi rękami i z uśmiechem na twarzy.Nie do wiary.Przyjechał tutaj...dla mnie.Aby mnie zobaczyć.Przez te trzy tygodnie tak bardzo się za nim stęskniłam.Co prawda codziennie z nim pisałam,a nawet do mnie dzwonił,ale to nie to samo.Nie widziałam go przez trzy pieprzone tygodnie.Miałam nadzieje,że to nie sen z którego zaraz się obudze.
Stałam nie mogąc się ruszyć.W końcu jednak na mojej twarzy zagościł uśmiech i łzy jednocześnie.Łzy szczęścia.Ruszyłam w strone chłopaka omijając innych.Czasem uderzałam w kogoś,ale nie interesowało mnie to.Chciałam dobiec do Maxa.Czułam,że moi rodzice są w szoku,no bo w końcu...ich córka biegnie do jakiegoś chłopaka który się na nas gapił.
W końcu do niego dobiegłam.Uśmiechnął się szeroko i rozłorzył ramiona.Wskoczyłam na niego i objęłam go nogami i rękami,a ten przytrzymywał mnie.Wtuliłam się w niego bardzo mocno.On we mnie też.
-Tęskniłam-wyszeptałam przez łzy nie przestając na moment go przytulać.
-Ja też księżniczko-powiedział przy moim uchu przez co się uśmiechnęłam.
Staliśmy tak dość długo.Ludzie którzy szli na samolot lub z niego wychodzili obserwowali nas ze zdziwieniem,z uśmiechem na twarzy,albo z zazdrością.
Staliśmy tak przytuleni do siebie,aż w końcu stanęłam na podłodze i po woli się od niego odsunęłam.
-Nie wierze...ale...jak jak?Po co?-pytałam.Max chwycił moją twarz w słonie dłonie i starł moje łzy.
-Przyjechałem tutaj,bo chciałem cie zobaczyć.To źle?
-Nie nie.Ja po prostu...o!Nie wierze!-pisnęłam i znów rzuciłam mu się na szyje.Objął mnie mocno i zaśmiał się.
-Przez trzy tygodnie odliczałem dni,aż przylecisz.I wreszcie mogę się dotknąć.
Uśmiechnęłam się szeroko mocniej w niego wtulając.
Odsunęłam się od niego nadal patrząc sobie w oczy.
-Tęskniłam.
-Ja bardziej-wyszeptał i odgarnął kosmyk moich włosów,a następnie chwycił moją twarz w ręce i musnął ustami moej usta.Zarzuciłam mu ręce na kark i pogłębiłam pocałunek.
Pocałunek na środku lotniska.Inteligentnie.
-Ekhem-usłyszeliśmy i czym prędzej od siebie odskoczyliśmy.Obok nas stali rodzice i niezbyt byli tym faktem zadowoloni.
-Em...mamo,tato.To Max.Max,to moi rodzice.
-Dzień dobry-powiedział chłopak.
-Dla kogo dobry dla tego dobry-burknął mój tata,a ja spiorunowałam go wzrokiem.
-Em...mogłabym pójść z Maxem?-spytałam starając się jakoś ich zagadać.
-Nie sądze,żeby to był dobry pomysł-powiedziała mama kręcąc głową.
-Proszee.Nie widzieliśmy się trzy tygodnie.
-Odprowadze ją bezpiecznie do domu-powiedział Max obejmując mnie w talii przez co się uśmiechnęłam.
-Dobrze-westchnęła moja mama.-ale nie wracaj późno.
-Obiecuje-pisnęłam uradowana.Max chwycił mnie za ręke i wyszliśmy z lotniska.
Gdy wyszliśmy mocniej wtuliłam się w bok chłopaka.
-Ostrożnie,bo mnie połamiesz-zaśmiał się i mocniej mnie do siebie przytulił.To najpiękniejsze co mnie spotkało.
-Wsiadaj-podał mi kaska, ja bez namysłu wsiadłam na motor i mocniej się przytuliłam,a potem odjechaliśmy.
-Gdzie jedziemy?!-krzyknęłam przekrzykując warkot motoru.
-Zobaczysz!-odkrzyknął skupiony na drodze.
Po paru minutach dojechaliśmy pod dom Maxa.Chciałam się go spytać po co tu jesteśmy,ale szybko złapał mnie za ręke i wszedł do środka.
Zdziwiłąm się troche.Myślałam,że weźmie mnie na plaże albo gdzieś,a on przyjechał pod swój dom.
-Niespodzianka!-wykrzyknęli wszyscy gdy weszliśmy do salonu.Stała tam Amy,Matt oraz znajomi Maxa.Z wrażenia zakryłam usta ręką,a do moich oczu naleciały łzy.
-Tęskniłąm kochana-powiedziała Amy rzucając mi się na szyje.Objęłam ją będąc w wciąż ciężkim szoku.
-Też tęskniłam mała-Matt również mnie objął,podobnie jak koledzy Maxa.Może nie znam się z nimi długo,ale wiem,że są na prawdę spoko ludźmi.
W salonie wiesiał wielki billboar Witaj znowu!Boże.To tylko 3 tygodnie,a wszyscy urządzili takie coś dla mnie.Za to ich kocham.
Chciałam usiąść na kanapie,ale Max pociągnął mnie więc usiadłam na jego kolanach.Przytulił mnie kładąc swój podbródek na moim ramieniu.Obok nas usiadła Amy i Luke oraz Matt ze swoją dziewczyną.
Ciesze się,że mam takich przyjaciół.Dzięki nim wiem po co żyje.
CZYTASZ
Love Story
Teen FictionNieśmiała siedemnastoletnia Emily przeprowadza się z rodzicami do nowego miasta.To wszystko jest dla cichej nastolatki nowe,zważywszy,że nie miała za wielu przyjaciel w nowej szkole.W nowej już pierwszego dnia popada w kłopoty przez co zyskuje sobie...
