Rozdział 39

150 13 0
                                        

- Jesteśmy przyjaciółmi. - Alice zaczęła naśladować mój głos, po czym zaśmiała się. Głośno przęłknęłam ślinę.

- Tak, to prawda. - powiedziałam.

- Szczęścia kochani. - po swoich słowach znowu weszła do pokoju Aaron'a.

Złowrogo popatrzyłam na Leo. Zmarszczyłam brwi i ruszyłam do swojego pokoju, po chwili poczułam uścisk na swojej dłoni i byłam już przyciągnięta do klatki piersiowej bruneta.

- Mówiłem, że jak cię dogonię to się do ciebie przyssam i nie puszczę, sama zaczęłaś kochanie. - cwanie się uśmiechną po czym znowu wpił się w moje usta. Tym razem całował mnie namiętnie mocno przyciskając mnie do swojego ciała.

- Przestań. - powiedziałam między pocałunkami lekko się uśmiechając.

- Dlaczego miałbym? Złapałem cię, i mogę cię całować ile tylko mam ochotę. - odsunął swoje usta od moich.

- Ale chcę już spać. Jutro czeka nas długa podróż. - westchnęłam.

- Możesz spać nawet do 11:00, bo wyjeżdżamy wieczorem.

- To nie zmienia faktu, że jestem śpiąca. - powiedziałam.

- No dobrze. - powiedzial o czym wszedł do swojego pokoju lekko zły.

A niby to kobiety mają humorki.

Westchnęłam po czym położyłam się do łóżka i zasnęłam.

***
- Marcelina wstawaj! - ktoś nagle krzyknął obok mnie przez co przestraszyłam się i krzyknęłam otwierając oczy. Podniosłam się przecierając je.

- O co chodzi? - spojrzałam na Leo.

- Jest alarm. Szybko się pakuj i wracamy do domów.

- Jaki alar?! - krzyknęłam wyskakując z łóżka. Z szafy wyjęłam walizkę i zaczęłam do niej pakować co popadnie.

- Coś w akademii znowu jest nie tak. Wszyscy muszą się ewakuować. - powiedział pomagajac pakować moja walizke. Wybieglam do lazienki i zabralam kometyczke i szczoteczke. Zamknelam walizke i w ostatniej chwili chwyciłam swój telefon.

Wybieglismy z mieszkania ciągnąc za soba walizki i trzymajac się za ręcę.

Światła na korytarzu migają, a wszędzie słychać wiski, jęki, przeraźliwe krzyki.

- Leo, co się dzieje?! - powiedziałam ze łzami w oczach.

- Potem, ci powiem teraz nie ma czasu. Alice, Aaron i John już na nas czekają.

- Powiedz, że nie umrzemy.

- Jesteśmy wampirami, a wampiry to bardzo niebezpieczne dla innych istot stworzenia.

- Ale ja nie jestem w stu procentach wampirem! - krzyknęłam, kiedy wychodziliśmy już z akademii, a mnie ogarnął gorszy chłód.

- Jak to?!

- Porozmawiamy o tym poźniej.

- Dobrze, chodź już. - pociągnął mnie w miejsce, gdzie stał samochód. Leo pośpiesznie włożył walizki do bagażnika po czym szybko do niego weszliśmy, a John natychmiast ruszył i wzbił się w powietrze. Mocno wtuliłam się w Leo. On nie odezwał się słowem tylko jeszcze bardziej przyciągnął moje ciało do siebie.

Dopiero teraz zerknęłam na godzinę. Jest 5 nad ranem.

Jestem jeszcze śpiąca.

Ziewnęłam czym przykułam uwagę Leo. Lekko pogłaskał moją głowę przez co jeszcze bardziej miałam ochotę zasnąć.
Zamknęłam oczy i już po paru minutach spałam w objęciach mojego 'przyjaciela od całowania'.

~*~

Przepraszam za to, że nie było mnie tak długo.
Nie miałam pomysłu co do tej książki i skupiłam się na innej. Mam zamiar już niebawem skończyć tą książkę. Niedługo pojawi się kolejny rozdział.

Jeszcze raz przepraszam!
Pozdrawiam 💓

ZapomnijOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz