28. Rasta x Ellie

686 11 6
                                        

Dedykowane :AmitiaOakenshield trochę inne niż w serialu ale mam nadzieje, że się spodoba. Dla wszystkich, którzy walczą

- Ty cholero! Jak mogłaś ... tak sama ...ty AGH!
Swoją udawaną złość wyrażał właśnie 14 latek .

- Rasta ogar ! Będzie jeszcze wiele okazji

Ah te dziecięce kłótnie. Wtedy jedynym problemem jest jak w ich przypadku zwykłe wyjście na górkę obok ich domów. To było takie ekscytujące. Zawsze marzyli, , żeby kiedyś zdobyć jakiś szczyt . A marzenia są po to by je realizować.

Dzień jak codzień. Znów mieli się spotkać. Tylko on i ona . Tyle , że to spotkanie nie przyniesie nic dobrego .

Jak zwykle radosna dziewczynka przytuliła swojego przyjaciela na powitanie. On zawsze to odwzajemniał , a tym razem nic zero reakcji .

- Ellie ja chcę Ci powiedzieć jak bardzo mi na Tobie zależy i że żebyś była szczęśliwa ale beze mnie.

- Rasta o co chodzi ? To brzmi bardzo niepokojąco.

- Ellie ja wyjeżdżam. Wyjeżdżam na zawsze! Nie chcę ale muszę. Zostawię Cię, przyjaciół , wspomnienia. Wszystko co najważniejsze.

- Hej to nie koniec świata. Możemy przecież do siebie pisać , dzwonić , rozmawiać przez Skype. - mówiła to z taką powagą a w środku jej małe serduszko właśnie pękło i jestem pewno , że nawet w Chinach można było to usłyszeć. Właśnie traci kogoś kto daje jej swój uśmiech, czas . Kogoś kto był jednym z wielu na tym świecie ale jedynym dla niej , który dawał jej poczucie bezpieczeństwa , troskę. Wszystko czego potrzebowała to on i nikt więcej.

Ten dzień spędzili w jej pokoju wspominając. I choć oboje chcieli być silnie coś im nie wychodziło. Kiedy pięć dni później opuścił swój kraj i ją tą drobną kochaną dziewczynę.

Kilka lat potem .

***

Ostrożnie stawiaj kroki

Bo w sobie masz swój Hades

I w sobie cień głęboki

I bezład razem z ładem

Wiem dobrze jak ci ciężko

Nie dzielić bólu z nikim

I wracać martwą ścieżką

Bez żywej Eurydyki

Ona się stąd nie ruszy

I cisza ją pogrzebie

Graj dalej Orfeuszu

Żeby przekonać siebie

J. Kaczmarski, fragment, "Przechadzka z Orfeuszem"

Muzyka cichnie. DJ dziękuje za wieczór, żegna się z protestującym tłumem i znika za kotarami.
Uczniowie i ich partnerzy zbierają powoli swoje rzeczy. Ktoś płacze wzruszony. Ktoś wyciera rozlany przez pośpiech sok, szpecący białą koszulę, dawno rozpiętą do połowy. Ktoś się całuje, ktoś przytula.
A ja siedzę, jak siedziałem. Oparty niewygodnie o niewygodne krzesło, z nogami na drugim niewygodnym krześle. W dłoni butelka od wody, większość czasu jedynie przerzucana z ręki do ręki. To nie moja impreza.
Mam ochotę się upić. Mam ochotę zapomnieć. Cofnąć czas. Nie dopuścić do chwili sprzed paru lat . Do spotkania, które teraz wydaje się być najcenniejsze w moim życiu. Jasną cerą. Szczupłej, zbyt szczupłej, (wysokiej ) ()niewielkiego) wzrostu. Ubranej w błękitną, rozkloszowaną sukienkę do kolan.
Jest.
Spotykam się z nią spojrzeniem, gdy kręcący się wokół niej ludzie rozpierzchają, uwalniając kolejne części pomieszczenia. Ale sala zatrzyma dzisiejsze wydarzenia. Zatrzyma marzenia, nieśmiałe spoglądania spod umalowanych rzęs, trochę chęci życia chwilą. Nikomu nie powie o skradzionych gdzieś w ciemniejszym kącie pocałunkach. Nie doniesie o zakochanych, którzy oddali się sobie w jednym z bocznych pomieszczeń. Nie szepnie o niespełnionych obietnicach wstrzemięźliwości od słodyczy. Zachowa je dla siebie. I następne momenty, gdy przyjdą kolejni balowicze. Taki jest porządek rzeczy.
Utrzymuję kontakt wzrokowy z dziewczyną, dopóki w pomieszczeniu nie robi się pusto.
Zapach czekoladowej fontanny z kończącymi się zapasami przyprawia mnie o mdłości. Siedzę obok niej od czterech godzin.
Szatynka pierwsza robi krok do przodu, a za nim kolejny. Ja się podnoszę, choć z trudem. Nogi mam jak z waty.
Spotykamy się w połowie drogi. Jak w bajce. Bajki to bujda, zamydlanie oczów dzieciom. Nie lepiej już od małego uczyć ich brutalności życia? Prawda jest lepsza niż rozczarowanie.
Widzę jej skrzące się od łez tęczówki. Widzę jej zmarszczone brwi, wykrzywioną w wyrazie hamowanego płaczu twarz. Zaciśnięte usta.
Ona też przesiedziała cały bal. W przeciwległym kącie. Ale ona w otoczeniu koleżanek, kolegów. Ludzi, którzy i tak niczego nie zmienią.
Ja też nie.
Ale ten wieczór ma być ostatnim.
- Zostań ze mną - mówi, patrząc mi w oczy, jakby chciała zachować ten widok do końca życia. - Jeszcze dziś wieczorem.
Wyciągam do niej dłoń, pochłaniając ją wzrokiem. Nie. Nie taką chcę ją pamiętać.
Szatynka dotyka kciukiem wnętrze mojego nadgarstka.
- Nie zostawiaj mnie jeszcze dzisiaj. Nie zostawiaj samej. Te ostatnie kilka minut, których brakuje do północy chcę spędzić z tobą, Rasta
Chwyta moją dłoń i splata swoje palce z moimi. Przyciągam ją do siebie. Nasze ciała pasują do siebie idealnie. Jak zawsze. Jak od początku.
Wtulam twarz w jej włosy.

One Shoty /Supa StrikasOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz