Biegnę przez noc. Czuję, że coś mnie goni. Słyszę te kroki. Słyszę też głos, krzyczący "Rozalio".
Wysoki, umięśniony mężczyzna ucałował mnie w czoło i złapał za klamkę.
-Musisz wyjeżdżać?-spytałam zasmucona.
Uśmiechnął się pobłażliwie i kucnął przede mną.
-Nie smuć się, Rozalio. Przecież wiesz, że wrócę. Nigdy nie pozwolę, by coś się stało mojej małej córeczce.
Odwróciłam głowę. Złapał mnie za dłoń.
-Zapamiętaj na zawsze, że...
Poderwałam się i rozejrzałam po pokoju. Siedziałam sama w jadalni. W domu było cicho, tylko przez okno widziałam Tatianę pracującą w ogrodzie.
-Tata... Tata... Tata...-zaczęłam szeptać.
Ponownie się położyłam i usiłowałam zasnąć. Chcę tam wrócić. Chcę posłuchać jego głosu. Leżałam tak długo, chyba w okolicach godziny, jednakże za nic w świecie nie mogłam zasnąć. Poczułam napływ okropnej złości. Wtedy zrozumiałam wszystko.
Nie pamiętałam jeszcze wszystkiego, ale wraz z ojcem powróciły inne wspomnienia. Pamiętałam mój dom, moje pochodzenie. Jestem szlachcianką. Mój ojciec jest szlachcicem. Nie jestem niczym.
Bardzo rozzłościł mnie fakt, że Aleksander to przede mną wszystko ukrył. W miłości nie ma miejsca na swoje interesy-a on wszystko przekabacał na swoją stronę. Jednocześnie mówiąc mi miłosne wyznania, oczywiście.
Wstałam gwałtownie i wyszłam z domu, rozglądając się. Z prawej strony nadchodził Piotr.
-Gdzie jest Pan?
Zdziwił się, ale wskazał na lewo.
-Za domem.
Skinęłam głową i szybko tam powędrowałam. Spacerował z dłońmi za plecami i spuszczoną głową. Gdy już przemierzyłam cały ogród i byłam obok niego, uniósł ją. Wtedy siarczyście go spoliczkowałam. Odwrócił ją w taki sposób, że nadstawił drugi policzek. Nie wiedziałam, czy zrobił to po to, bym spoliczkowała go z drugiej strony, czy maska miała stanowić tarczę chroniącą przed kolejnym ciosem.
-Masz mi wyjaśnić o co chodzi. Teraz-podkreśliłam.
-Nie rozumiem-odparł.
-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że jestem szlachcianką? Czemu wszystko przede mną ukrywałeś? Co ze mną zrobiłeś?-zalałam go pytaniami, niemal krzycząc.
Nie odpowiadał przez jakiś czas, jakby zbierał myśli, więc szybko zaatakowałam.
-Nie. Nie masz wymyślać kolejnych kłamstw. Nie masz sprawić, bym znowu Ci się rzuciła w ramiona, bo tak już się nie stanie. Odpowiedz mi szczerze, najszczerzej jak umiesz.
-Po co miałem Ci to mówić? Osoby znające swoje znaczenie są mniej uległe. A ludzie pod wpływem magicznego zaklęcia są idealnymi ofiarami manipulacji.
Zacisnęłam zęby i silnie uderzyłam go pięścią w bok.
-Zaklęcia?-zauważyłam.
-Owszem, zaklęcia-powiedział i spojrzał mi w oczy-rzuciłem na Ciebie urok, dzięki któremu widziałaś we mnie ideał, dzięki któremu mnie pragnęłaś.
Skrzywiłam się w obrzydzeniu.
-Czyli zależy Ci tylko na zdobyciu mnie? Nie liczę się jako człowiek? Jestem marionetką w jakiejś Twojej chorej grze, w której dałeś Weronikę jako czarny charakter, żeby wybielić swoje oblicze?
Długo po prostu patrzył mi w oczy. Nie wiedział, co odpowiedzieć w opozycji. Czyli to prawda.
Poczułam się okropnie. Ten potwór zmarnował rok mojej młodości. Za sprawą magii wyczyścił mój umysł, po czym rzucił na mnie urok, bym stała się jego bezmózgą służką.
Przypomniałam sobie w tym momencie wszystkie myśli o nim z początku mojej "służby". Odbierałam go jako moje zbawienie, kochałam go, niemal czciłam. To wszystko było zasadzką i kłamstwem.
Teraz pozostała jedynie dezorientacja. Byłam świadoma, że zaklęcie ustępuje. Spojrzałam na wszystko trzeźwym wzrokiem. I już wiedziałam, dlaczego mój najsłodszy Pan jest Bestią i powinien spłonąć w piekle, gdzie jest jego miejsce.
Poczułam, jak łapie mnie za dłoń.
-Nie-prędko zaoponowałam i odsunęłam się o krok-nie dotykaj mnie, nie czaruj, nie niszcz.
Spojrzałam na niego mimo odrazy. Widziałam w jego spojrzeniu dezorientację. Jego twór wystąpił przeciwko niemu i nie wiedział co zrobić.
-Masz mi wszystko wytłumaczyć. Wyjaśnij na nowo swoją klątwę i całą resztę. Masz mi przedstawić wszystko takie, jakie jest. Bez krętactwa.
Przestąpił z nogi na nogę i wziął głęboki oddech, powoli wypuszczając z płuc powietrze. Wlepił wzrok w trawę gdzieś obok nas.
-Klątwa istnieje. Dostałem sto lat na znalezienie kobiety, która bez magii mnie pokocha i popełni samobójstwo przeze mnie. Tak zrobiła Laura, mimo wszystkich podań, jakoby ode mnie odeszła. Byłem dla niej okrutny i taki już musiałem pozostać. Jeśli to się nie stanie to zostanę nieśmiertelną bestią, strzygą. Pozostało mi jedynie kilka lat, więc już powoli zacząłem przemianę. Bestia we mnie wyprała moje emocje-zerwał z twarzy maskę-ta rana naprawdę symbolizuje, że ktoś mnie leczy. Zniknie dopiero wraz ze śmiercią dziewczyny. To oko jest powiązane z przemianą w potwora. Zresztą, pogodziłem już się z moim upadkiem.
Po wypowiedzeniu ostatniego zdania ruszył w stronę ogrodu, a ja za nim.
-O co chodzi z Weroniką? Dlaczego nie obchodzi Cię los Liliany?
Spuścił głowę.
-Weronika chce Cię zabić. Poszła na porozumienie z jakimś demonem: ma pomóc jej, żeby była ze mną. Więc podpowiedział, żeby was po prostu zabiła. A Liliana mnie nie obchodzi. Jeśli nie uciekła, to najpewniej nie żyje.
Przestraszyłam się. Kiedy ja spokojnie żyłam z Panem na wsi, moja przyjaciółka mogła być właśnie mordowana. A ja... Wierzyłam we wszystkie słowa tego potwora. Byłam w niego tak ślepo wpatrzona, że rzuciłam wszystko i za nim poszłam, nawet nie będąc świadomą, że postępuję irracjonalnie.
-Więc dlaczego mnie ratujesz? To bezsensowne...
Gwałtownie stanął.
-Bo Cię kocham!-krzyknął-nigdy mi nie uwierzysz, bo jestem potworem. Wyglądam na zobojętniałą kreaturę, która jedynie egzystuje, ale to nieprawda. Szaleje we mnie pożar różnych uczuć i wrażeń, a wśród nich wyniszczająca miłość do Twojego diabelskiego wizerunku! Powinnaś płonąć przez to, co ze mną robisz, ale mimo to nad Twoją głową nadal świeci anielska aureola. Ty jesteś córką Boga, a ja prawicą Szatana.
Gdy skończył jedynie pokiwałam z dezaprobatą głową i się wycofałam, wracając do domu. Oczywistym było, że nie mogłam mu ufać. Zbyt długo się zastanawiał nad odpowiedzią, nim jej udzielił.
Naprawdę nie wiedziałam, co powinnam w tej sytuacji zrobić. Wytrzeźwiałam i dopiero teraz dostrzegłam moje niezrozumiałego reakcje. Pragnęłam uciec, ale mimo pięknych planów, to wcale nie było takie proste. Pan cały czas był w pobliżu i bacznie mnie obserwował. Wiedział, że skoro już wyzdrowiałam z niego, to będę chciała wolności.
Pomagałam dużo Tatianie przy kwiatach, przy okazji zerkając na ogrodzenie. Bardzo intensywnie myślałam tego dnia o opcjach wymknięcia się pod osłoną nocy. Przemknięcie lasem do wioski zajęłoby mi zapewne jakieś czterdzieści pięć minut. Tam ukradłabym konia albo poprosiła kogoś o pomoc i już nad ranem byłabym daleko... Najpewniej. A gdyby odjechać już stąd na koniu? Nie, to byłoby zbyt głośne. Od razu by mnie dorwał, jest doskonałym jeźdźcem.
A może chciał, żebym uciekła?
Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw niestety doszłam do wniosku, że jest zbyt niebezpieczny, aby z nim igrać. Zna sztukę magii-ten fakt od razu czyni go przynajmniej dziesięciokrotnie potężniejszym ode mnie. Więc bez uwagi jak bardzo urażę swoją dumę, muszę utrzymać jego zaufanie.
Po wypieleniu kilku grządek Tatiana musiała iść przygotować posiłek, więc udałam się z nią do kuchni. Nakazała mi kroić mięso, więc wzięłam się do pracy.
-Co Cię tak wzięło, co?-zagaiła rozmowę.
Wzruszyłam jedynie ramionami. Nie mogłam jej powiedzieć, na pewno nie wie o tym, że jej Pan jest czarnoksiężnikiem.
-Czemu taka niemrawa? Jeszcze rano byłaś inna.
Rano jeszcze budziłam się w ramionach tego potwora, myśląc, że to przerażenie było poczuciem bezpieczeństwa. Paranoja.
-Nie mam ochoty na rozmowę, Tatiano.
Mruknęła coś pod nosem, ale i tak resztę czasu w kuchni spędziłyśmy w ciszy. Po przygotowaniu gulaszu zasiadłyśmy z Piotrem do stołu. Przystąpiliśmy do posiłku, a Tatiana zalała sługę Aleksandra pytaniami, na które on dosyć onieśmielony odpowiadał. Zapewne będąc psem Pana nie ma się zbyt dużego kontaktu z innymi ludźmi.
Dlaczego on nigdy z nami nie jada? Stwierdziłam, że spytam się go o to, gdy tylko go spotkam. Nie zdziwiłabym sie, gdyby to nastąpiło szybko.
Po jedzeniu zmyłam naczynia i posprzątałam kuchnię, przespacerowałam się wśród kwiatów i drzewek owocowych, ale nigdzie go nie widziałam. Stanęłam naprzeciwko żywopłotu i zaczęłam go obserwować. Nie przecisnę się pomiędzy gałęziami, są zbyt ciasno ułożone. Spróbowałam wspiąć się po nim, ale tego też nie byłam w stanie zrobić. Był bardzo wysoki, a u dołu zbyt łysy. Łysy!
Położyłam się na ziemi i spojrzałam tam z nadzieją, że zobaczę las. Niestety myliłam się i powitał mnie kamienny murek. Ale gdyby rozłupać te kamienie?
-Co Pani robi?-spytał Piotr.
Szybko się podniosłam i otrzepałam z ziemi.
-Nic, Piotrze, tylko oglądam-odparłam-odejdź.
-Nie mogę.
Spojrzałam na niego niezrozumiale.
-Pan kazał mi Pani pilnować. Obawia się, że chce Pani uciec.
Zaśmiałam się.
-Co za nonsens. Gdzie miałabym uciec?-spytałam, na pozór sarkastycznie.
-N-nie wiem-zająkał się.
-Swoją drogą, gdzie się podział Twój Pan?
-Jest u siebie.
Zmarszczyłam brwi.
-U siebie? Czyli gdzie?
Wzruszył ramionami.
-Nie wiem, Pani.
Westchnęłam.
-No dobrze. Dziękuję.
Ruszyłam wzdłuż płotu. Słyszałam, że sługa zrobił to zaraz po mnie. Gdy znalazłam się po drugiej stronie, w pobliżu bramy, weszłam do szopy. U progu stanął Piotr. Otworzyłam pierwszą napotkaną skrzynię, ale nie znalazłam w niej nic ciekawego.
-Muszę tu posprzątać-powiedział i zaśmiał się, ale nieszczerze.
Muszę przyznać mu rację-był tu duży nieporządek. Odsunęłam na bok stos narzędzi i przeszłam dalej. Spojrzałam na lewo. Słońce przedzierające się przez okno oświetlało siekierę we krwi, opartą o ścianę. Kucnęłam i obejrzałam ją. Dotknęłam nawet rdzawej cieczy. Była zaschnięta.
Poczułam, jak ktoś mną szarpie i wyprowadza na zewnątrz. Wypchnął mnie z niej, po czym wyjął z kieszeni pęk kluczy, jednym z nich zamykając szopę. Wcisnął je z powrotem do płaszcza.
-Wybacz mi, Pani, ale nie może Pani tam przebywać-oznajmił i ruszył w stronę pracującej Tatiany, która pieliła wokół altanki-proszę za mną.
Ostatni raz zerknęłam na tajemnicze drzwi, potem na nieosiągalną bramę, a następnie poszłam za Piotrem.
Usiadł na trawie w pobliżu, a ja przysiadłam na schodach do drewnianego budyneczku. Rozpoczął dyskusję z Tatianą.
Dlaczego na tej siekierze była krew? Czy to była krew ludzka? Co bym jeszcze znalazła, gdybym spędziła tam więcej czasu? Gdzie on się podział? Jak stąd zniknąć?
Spędziłam tam czas już do wieczora. Rozmyślałam nad wieloma sprawami i nad ich najsensowniejszym rozwiązaniem.
-Proszę księdza!-zawołałam.
Podbiegłam do mężczyzny w sutannie, a on się do mnie poczciwie uśmiechnął.
-Witaj, Rozalio! Z czym masz problem?-spytał łagodnie.
Ruszyliśmy dróżką przy rzece. Pokazałam mu stronę, którą zaczął czytać. Już po kilku słowach się zaśmiał.
-Widzę dziecko, że masz problem natury duchowej.
Skrzywiłam się.
-Będąc dokładniejszym, natury psychologicznej. Nie rozumiem postępowania tej postaci.
Usłyszałam za sobą rżenie konia. Spojrzałam w tamtą stronę. Przy bramie, kilkanaście metrów ode mnie, stał mężczyzna w masce.
Otworzyłam lekko oczy. Zauważyłam, że znajduję się w sypialni Aleksandra oraz fakt, że właśnie kładzie mnie na swoim łóżku. Szybko zacisnęłam powieki. Usłyszałam znajomy stukot obcasów, dostrzegłam zgaszenie świec i zamknięcie drzwi. Nie potrafiłam zorientować się, z której strony ściany znajduje się Pan, więc grzecznie leżałam i udawałam sen. Nie musiałam jednak zbyt się starać, bo po chwili i tak znowu straciłam świadomość.
CZYTASZ
Bestia
FantasyCo nas kształtuje? Historia ta opowiada historię młodziutkiej Rozalii, która pewnej ulewnej nocy traci pamięć: przeszłe wspomnienia ukryte są głęboko w jej podświadomości i nie jest w stanie przypomnieć sobie nawet w jakich okolicznościach trafiła d...
