CHAPTER 8

256 16 9
                                        

W moim domu rodzinnym, było słychać głośne krzyki z bólu dobiegające na drugim piętrze przez korytarz. Wszedłem po schodach na górę, światła były pozgaszane głównie dlatego, że korki wysiadły. Tylko w jednym wszystko działało, znajdowało się ono przed drzwiami w których dobiegały te krzyki. Jedyne co oświetlało pozostałe miejsca, było światło księżyca dostające się przez okno na suficie. Szedłem powoli w stronę drzwi, krzyki robiły się coraz to głośniejsze, zatrzymałem się przed nimi kiedy ucichły. Nie wiedziałem, co mam robić. Jak wrócę do wcześniejszego pomieszczenia, z pewnością nie będzie lepiej. Złapałem za klamkę, aby ją powoli przekręcić. Kiedy przejście miało się już otworzyć, one samowolnie szybko się zamknęły. Moje ciało odruchowo podskoczyło, za mną można było usłyszeć kolejne dźwięki. Ktoś już wie gdzie ja jestem.

Próbowałem utrzymać pewność siebie i wytrzymałość, ale jedyne światło, które znajdowało się już teraz nad mną zaczeło mrugać. Spojrzałem na nie, a następnie przed siebie. Tupoty stóp ustały, ale pojawił się ciężki oddech tuż przede mną. Słyszalne było powietrzę wylatujące przez nos, a następnie dźwięk pękniętego szkła. Żarówka, która była jedynym źródłem światła pękła....
Bicie serce, stawało się także coraz bardziej słyszalne ale ono należało do mnie. Chciałem się poruszyć, lecz nie mogłem, wpadłem w zamysł. Zobaczyłem coś świecącego w korytarzu a następnie rękę, która mnie wciągnęła w ciemność.

Obudziłem się obolały i słaby, przywiązany łańcuchami do krzesła. Z głowy, nosa i z ust ściekała mi krew. Moje oczy widziały połowę obrazu albo na czarno, albo bardzo rozmzane kontury mebli i ścian. Zobaczyłem kątem oka kawałek sylwetki faceta przede mną. Wydawało mi się, że coś do mnie mówi ale nic nie słyszałem przez buczenie w uszach. Z czasem ono przestało, moje oczy zaczeły widzieć w miarę normalnie, ale nadal były na skraju ich automatycznego zamknięcia. Powoli uniosłem głowę, na widok pokoju w jakim się znajduje zbladłem. Moje ciało całe się trzęsło, nie mogłem tego znieść. Nie mogłem znieść gniewu, nie mogłem znieść niedowierzania, nie mogłem znieść widoku zakrwawionych ciał mojej rodziny na podłodze.

Pięści zaciskały mi się na tyle mocno, że aż można było zobaczyć moje białe kości przebijające się przez skórę. Zęby ocierały się o siebie aż do bólu, a oddychanie było nie do opanowania. Nie mogłem oderwać wzroku od zmarłych ciał bliskich i krwi, która znajdywała się wszędzie. Sam nie wiedziałem gdzie mam patrzeć i co myśleć. Co ja mam do cholery zrobić!?
Łańcuchów nie przegryzę ani nie złamie, nawet jeśli jakimś cudem udałoby mi się uwolnić, to zabicie tego śmiecia nic nie zmieni! Nie wiem gdzie on jest, co robić, jak się zachować, dlaczego mnie oszczędził abym patrzył na to. Czy jemu to sprawia radość? Czy on mnie zabije zaraz czy później? Albo czy w ogóle coś ze mną zrobi?

Słyszałem echo jego śmiechu w pomieszczeniu, nienawidziłem go. Chyba mówił coś na temat tego co czuje w tym momencie, jego to śmieszyło. Starałem się nie zwracać na niego uwagi, każde słowo było dla mnie słyszalne jak pod wodą, byłem zbyt skupiony na krwi i bólu jaki czułem.

Nagle poczułem coś przystawionego do mojej głowy, za dobrze znałem to urządzenie aby zastanawiać się dwa razy co to takiego jest. Jedyne co mi pozostało, to czekać na wystrzał. Ale szczerze mowiąc, nic mnie już nie obchodziło. Straciłem wszystko, o co mam walczyć? Moje ciało rozluźniło się, a twarz pokazywała obojętność i zmęczenie. Słyszałem dźwięk przeładowywania, a następnie głos. Tym razem bardzo wyraźnie słyszany.
- Zostawiłeś mnie, Shion. Chciałem, abyś był mój. Ty zawsze pomagałeś takim jak ja kiedyś... słabym. Ona mnie nie chciała. Myślałem, że TY będziesz inny!? A ty mi wbiłeś nóż w plecy kiedy byłem o krok, żeby z tobą być!- jego głos brzmiał szalenie-strasznie. O czym on gada!? Jaki chłop chowa się w ciemnościach przed osobą, którą zaraz zabije. I tak gówno mu zrobię, bo mam te cholerne łańcuchy!
- Wiesz jaki to ból patrzeć i słyszeć jak osoba, na której ci zależy każe ci gonić królika, bo może go kiedyś złapie!?- nacisk na mój skroń został zdjęty, a strzał został wystrzelony w moje kolano. Zacisnąłem zęby na mojej wardze z bólu tak mocno, że aż poleciała z nich krew. Dłonie, które wcześniej były zaciśnięte w pięść, teraz są drżące a ich paznokcie wbite w krzesło. Postrzelił mnie w tętnice podkolanową, za kilka minut albo i nawet sekund, będę trupem. Najwidoczniej chce, abym umierał w bólu. Co za psychol! Nawet nie wiem, kim ten frajer jest.
- Rozpaczałem za tobą, ale w tym samym dniu kiedy mnie opuściłeś przyrzekłem, że ciebie znajdę i zabije wszystkich, na których ci zależy. Teraz nie masz nikogo, n-i-k-o-g-o. Oprócz mnie~! Wystarczy, że zgodzisz się zostać ze mną na zawsze a obiecuje ci wygodne i bez troskie życie.- powiedział bardzo zdesperowany i szalenie nieznajomy mi człowiek. Ścisnął mi swoją ręką kolano, sprawiając jeszcze większy dla mnie ból. Wessałem przez zęby powietrze, nie wiedziałem dlaczego mnie to boli. Nigdy żaden postrzał ani uderzenie mnie nie bolały. Byłem odporny na ból, co się ze mną stało do cholery!
- Zastrzel mnie, bym nie musiał słuchać twojego pierdolenia.- odpowiedziałem zachrypnięty przez krew w ustach i zmęczony przez utratę krwi. Ta odpowiedź, nie spodobała się mężczyźnie. Czekałem na ostateczny strzał w głowę, ale uzyskałem lekki śmiech, który przeobraził się w psychopatyczny. Następnie usłyszałem płacz od tej samej osoby. On naprawdę jest jebnięty.

- Nie no kurwa....haha.... - Wyszedł zza moich pleców a następnie szybko pojawił się przede mną, łapiąc mnie bardzo mocno reką za koszulkę. Zobaczyłem jak on wygląda, jego niebieskie oczy były wypełnione szaleństwem, okulary miały na swoim szkle rozmazane krople krwi od nieustannego przecierania ich chusteczką. Luksusowy garnitur ubrudzony od czerwieni, tak samo jak i jego drżące od emocji ręce. Wydawał mi się bardzo znajomy,ale nie wiedziałem skąd. Dałbym sobie rękę uciąć, że go znałem.
- ZAJEBAŁEM WSZYSTKICH ROZUMIESZ!? BEZE MNIE JESTEŚ NICZYM, ALE SKORO CHCESZ AŻ TAK BARDZO SIĘ PRZEKRĘCIĆ, TO PROSZĘ BARDZO! - wykrzyczał przykładając mi broń do czoła i kładąc palec na spuście z szklanymi oczami. Zamknąłem oczy, wiedząc już co mnie czeka ale po ostatnim usłyszanym zdaniu, otworzyłem je z szybkością światła. Wtedy oberwałem kulką. Moje letnie ciało upadło razem z krzesłem na podłogę, wykrwawiłem się tak samo jak moja rodzina na podłodze. Zdanie, które wypowiedział brzmiało.
- Pozdrów Takemitchi'ego, naszego bohatera.-
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

.
.

Otworzyłem ponownie oczy, ale tym razem przede mną był Draken. To był sen?
Jeśli tak to bardzo pojebany i realistyczny. Przejechałem ręką po czole aby wytrzeć pot, głęboko dysząc.
- Shion, co jest z tobą? Myślałem, że mi tu zszedłeś. Szturcham cię tak już od ośmiu minut, a ty nie reagujesz.- powiedział zdenerwowany Draken, który wypuścił nerwowo powietrze z płuc przez usta.

Więc to był sen, jeśli takie rzeczy będę mi się śnić codziennie jak zarwę nockę, to chyba umrę na zawał.
- Przepraszam, Draken. Ale nockę zarwałem, bo nie mogłem zasnąć. Także wybacz mi, że zachowuje się jak mumia i umarlak jednocześnie.- przeprosiłem nastolatka, który zdawał się rozumieć moją sytuację. Miałem już udać się w stronę mojego mieszkania, bo było już dosyć późno ale ciche mamrotanie mnie zatrzymało.
- ...Skoro jesteś ledwo przytomny, to może będzie lepiej, jak ciebie odprowadzę...- odwróciłem się w stronę blondyna, który głowę miał odwróconą w przeciwną stronę, aby uniknąć mojego wzroku. Wydawało mi się to uprzejme i rozsądne z jego strony. Ale nie chce, żeby mnie ktoś niańczył.
- Dzięki, stary. Ale dam sobie radę.- odmówiłem a następnie kontynuowałem dalszy chód, ignorując zawiedzione spojrzenie młodszego, który udał się też w swoją stronę. Zaraz po tym, jak pokiwał głową akceptując moją decyzje.

Moja głowa była wypełniona różnymi rozmyśleniami nad moim snem i nad ostatnim zdaniem jakie czterooki powiedział, zanim mnie postrzelił. "Pozdrów Takemitchi'ego, naszego bohatera."
Co ten typ miał na myśli? Poza tym, akcja wydawała się dziać w innym roku. Byłem starszy, tak samo jak ten mężczyzna ale za wiele się nie zmieniło w moim wyglądzie. Moi Starzy nie odbierają telefonu, coś jest nie tak. Może to była wizja czy coś......
.
.
.
.
.

.
.
.
.
.
.
.
.
.

- Bzdura! Co ja, kurwa, gadam. Już od tego braku snu w głowie mi się pierdoli i tyle! To cała filozofia. Wystarczy się położyć i zasnąć, a następnego dnia będzie lepiej.- zbluzgałem szybkim tempem samego siebie, kładąc się spać niemal odrazu mi się to udało. Po cichu modląc się, żeby sen się nie powtórzył.

___________________________
Mam nadzieję, że się podoba ja osobiście uważam, że ta część mi nie wyszła ale nie będę siebie dobijał xDDDD

Mam nadzieję, że jak na razie nie jest aż tak źle z tą książką. Miłego czytania życzę i dnia/nocy.

( A tu macie Yamagishi'ego na pociechę)

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

( A tu macie Yamagishi'ego na pociechę)

Tokyo Revengers x male ocOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz