- Mamy tu wszystkich szefów?- zapytał Draken spoglądając na wszystkich. Jak zwykle nie wiedziałem po co tutaj jestem, cóż za ironia, prawda? Nie wiem, po co tu jestem, o co chodzi, GDZIE jestem. Na wszystko odpowiedź u mnie brzmi "nie wiem". Ale wiem, że Harry Potter jest kilka metrów ode mnie i chyba zaraz szlag mnie trafi, poraz 10 w tym tygodniu. Miesiącu? Paru dni? Już nawet poczucie czasu straciłem. Pozostało mi tylko patrzenie się w podłogę i ignorowanie tych tępych spojrzeń jakie mam na sobie.
- Tak jak wiecie, 4 dni temu....Takemichy został pobity przez głowę Czarnych Smoków. Zaatakował go wiedząc, że jest kapitanem pierwszej dywizji. Co oznacza, że........To deklaracja wojny z czarnymi smokami.- poinformował Draken z poważną miną, a ja w głowie miałem ciche "zajebiście, kolejna wojna".
- Bezczelne skurwysyny, skopmy im tyłki.-
- Rozbiliśmy już raz Czarne smoki. To będzie łatwe, nie?- Nahoya i jakiś typ którego nie znam prowadzili "dyskusje", o ile można to tak nazwać.
- Pobiliśmy dziewiątą generację. Dziesiąta jest totalnie inna.- dodał Mitsuya. Hakkai siedział cicho, nie musiał nawet nic mówić. Spodziewam się, co ma do powiedzenia.
- Nie dodałeś, że to nie jest wina Takemitchi'ego!! Nie wiedział, gdzie znajdują się Czarne Smoki. Więc dlaczego go tam wziąłeś, Hakkai?- powiedział Nahoya, który bronił blondyna. Wtedy przypomniałem sobie o imieniu jakie nosi ten koleś, który się udzielał wcześniej. "Muto Yasuhiro".
- Hakkai, czy ty. Jesteś szpiegiem dla Czarnych Smoków? Ty dziwkarzu.- zapytał stojąc tuż przed młodszym.
"Na pewno" mu odpowie przed Mikeyem i innymi kapitanami. Co za debil.
- Jesteś młodszym bratem ich szefa, prawda?- kolejny raz udzielił się mój "idol" od fryzury. Same pytania retoryczne zadają, na które nawet nie chcą odpowiedzi. Więc, po co oni je mówią? Jak takie coś mnie wkurzq. W każdym razie, robi się coraz ostrzej tutaj.
- Czekajcie chwilę.....Hakkai nie...- próbował załagodzić sytuację Takemitchy, ale w zamian dostał odpowiedź.
- Zamknij ten jebany ryj!!- na ten krzyk podniosłem się z górki na której siedziałem, zwracając całą uwagę na mnie.
- Słuchaj, Muto. Ja rozumiem, że jesteś wkurwiony ale......- wstrzymałem się na chwilę a następnie kontynuowałem.
- Czy możesz przestać drzeć pizde?- zapytałem "uprzejmnie" patrząc mu prosto w oczy.
- Kim ty jesteś, żeby mi rozkazywać? W ogóle nie powinno cię tutaj być.- powiedział wkurzony pokazując na mnie palcem. Odwróciłem się w stronę Drakena, który wydawał się być znudzonym tą dyskusją.
- A właśnie! Dobrze, że o tym wspomniałeś łysolu. Drakenie czy możesz mi w końcu wyjaśnić, dlaczego zawsze ty i Mikey wpychacie mnie na siłę w to gówno? Jakby nie rozumiem, po co tutaj jestem. Dowódcą nie jestem, kapitanem także.- oczekiwałem odpowiedzi, ale uzyskałem tylko zbluzganie.
- Nie pamiętasz, o czym rozmawialiśmy na nocowaniu, ćwoku? Jesteś "Obrońcą Toman" i nie tylko, więc to chyba oczywiste dlaczego tutaj jesteś.- popatrzyłem się na niego zawiedzonym wzrokiem, a następnie udałem się rozłoszczony w kierunku, gdzie ostatnio siedziałem.
- A chuj ci w dupe z resztą.- powiedziałem pod nosem siadając na gruzach betonu, oparłem głowę o ścianę i próbowałem nie słuchać co oni tam se gadają. Niestety wszystko słyszałem. Co sprawiało, że czułem jeszcze większy gniew. Hakkai prosił o wydupienie z gangu, a Takemitchy sprzeciwił się temu bo chciał zaręczyć się z Mikeyem ciastem. Jak zobaczyłem tą scenę i jak został odrzucony, dosłownie zacząłem wzywać wewnętrzne demony, aby nie jebnąć śmiechem przy wszystkich tutaj obecnych. Jeszcze ten tekst Drakena "Myślisz, że to śmieszne, ośle!?". Shrek się wkurwił.
Od powstrzymywania śmiechu zaczeło mi się kręcić w głowie, miałem wrażenie, że powietrze wylatuje mi przez oczy. Ja i moje zjebane poczucie humoru. Musiałem się uspokoić, bo trochę przypał sobie robię. Mitsuya zaczął nawijać coś o tym, że chce pogadać z Taiju. To sprawiło, że automatycznie przestało mi być do śmiechu.
- Shion, pójdziesz z nami. Słyszałem o twojej sytuacji z starszym Shiba. Najwyższy czas wszystko odkręcić.- powiedział z poważnym tonem głosu, patrząc w moją stronę.
- Jeżeli myślisz, że dam mu rączkę na zgodę i się pogodzimy jak w przedszkolu, bo życie jest piękne, to się mylisz. Nigdzie nie idę.- odmówiłem ze sarkazmem a następnie powróciłem do pozycji do spania. Mitsuya podszedł do mnie i złapał mnie za kaptur od bluzy, wyciągając mnie siłą z budynku. Każdy patrzył na tą scenę zakłopotany. Nie dziwię się im. Czułem się jak gówniarz, który dostaje opieprz od matki.
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
FanfictionW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
