Wróciłem do mieszkania, aby odpocząć po dniu w szkole. Zastanawiałem się, dlaczego nie było dzisiaj w budzie mojego "przyjaciela". W sumie to nawet nie wiem czy go tak nazywać, nasz kontakt zniknął kiedy przeprowadziłem się na drugi "koniec" Japoni. Nie pisałem listów, ponieważ byłem zajęty ogarnianiem nowych obowiązków, które stawały się coraz to trudniejsze do wykonywania. On też do mnie nie pisał, a może i pisał tylko, że listonosz bał się podejść do mojego domu rodzinnego. Zapewne zmienił się nie do poznania i na pewno jest na mnie wściekły. Ale to chyba nawet i lepiej, nie chce przeżywać tego samego bólu, który czułem podczas patrzenia na mojego przyjaciela wykrwiajającego się na betonie. Stałem się kimś, kim nigdy nie chciałem być i wkurwia mnie. Kiedy za każdym razem jak kłócę się z jakąś osobą i powiem jej "Taki jestem, coś nie pasuje?" A ona odpowie "Nie, ty taki nie jesteś, ty taki CHCESZ być". Tak, pragnąłem stać się skurwysynem, który sprawia, że każdy przeze mnie płacze i jest smutny, a czasami i nawet wkurzony. Pragnąłem tego od dziecka! Naprawdę, czuje taką rozkosz patrząc jak ktoś bliski przeze mnie cierpi, że aż z tej radości czuje się jak gówno. Próbowałem coś zmienić, ale trzeba też zaakceptować fakt, że niektórych rzeczy nie można naprawić. Szczególnie, jeśli chodzi o zniszczony łeb, jakby nikt mi nie wskrzesi ziomka ani go nie zastąpi. Dziurę w sercu szmatą nie zapchasz, a blizny nie zakryjesz nie zależnie od tego, jak bardzo byłaby ona mała i tak ktoś ją kiedyś zobaczy.
Siedząc oparty o ścianę na podłodze, wspominałem swoje dzieciństwo. Jak uciekałem przed sąsiadką, która krzyczała na mnie po hiszpańsku, bo przez przypadek moja piłka wpadła jej na ogródek, łamiąc róże do połowy. Kiedy mój przyjaciel uczył mnie grać w siatkówkę... Dlaczego mnie zostawiłeś, Emilu Sendou?
Nagle ktoś rzucił kamieniem w moje okno. Na początku to zignorowałem bo myślałem, że już zaczynam mieć jakieś omamy. Za długo siedzę na tej podłodze. Wstałem na ziemię, żeby upaść na łóżko ale kolejny raz usłyszałem uderzenie o szybę, tym razem głośniejsze. Podniosłem twarz z poduszki, żeby klnąć pod nosem. Potem przestałem, bo wszystko ucichło. To trochę podejrzane, może w końcu ten ktoś się poddał bo uznał, że taka zabawa nie jest fajna. Przeliczyłem się, ponieważ osoba na dole rzucała kamieniami szybciej niż haubica. Wstałem gwałtownie z łóżka i otworzyłem okno, moja zła mina przeszła do normalnej kiedy zobaczyłem, że to Chifuyu Matsuno. Pierwszy blondyn jakiego tu spotkałem.
- Widzę, że lubisz rzucać kamieniami.- powiedziałem znudzonym głosem patrząc na śmiejącego się pod nosem 14 -latka.
- A ja zauważyłem, że lubisz wszystkich traktować sarkazmem i agresją.- zaśmiał się głośniej blondyn powodując u mnie rozkmine. Dlaczego on tu co chwilę przychodzi, skoro jestem dla niego za każdym razem wredny?
- Hehe....- przestał się śmiać i odchrząknął, żeby przejść do rzeczy.
- Chciałem się spytać, czy chciałbyś może wyjść ze mną na nocny spacer?- zapytał chowając dłonie w kieszeni od spodni. Szczerze? Nie chce mi się, ale też nie chce myśleć co chwilę o przeszłości, bo nagle na wspominki mi się zleciało. Zgodzę się ten ostatni raz, a potem będę skupiał uwagę na sobie.
- Dobra. Ale nie myśl sobie, że teraz będzie tak zawsze. To tylko jedno razowe.- odpowiedziałem zimnym tonem głosu, ale nawet mój ton nie zniechęcił chłopaka, który uśmiechnął się lekko kiedy uzyskał moją zgodę. Wyszedłem tak jak byłem ubrany, Chifuyu i ja poszliśmy na plac zabaw, który o tej godzinie był już pusty. Siadając na ławce słuchałem, jak opowiadał o jakiś sytuacjach jakie zaszły u niego w szkole. Nawet pochwalił się, że należy do gangu odziwo nie powiedział jakiego. Potem zaczął zadawać pytania zaadresowane do mnie, to były normalne pytania według mnie, dlatego na nie odpowiadałem. Chifuyu zaproponował aby przejść się do miejsca, gdzie widać lepiej gwiazdy i morze w oddali. Poraz kolejny zgodziłem się, lubię plaże a już szczególnie noc. W moim wcześniejszym miejscu zamieszkania, nie było takich pięknych miejsc a może i były tylko wolałem być aspołeczny. Doszliśmy do celu, blondyn usiadł na trawie blisko drzewa. Patrząc się na błyszczącą wodę w świetle księżyca. Ja także usiadłem, rozmyślając nad tym czy nadal żałuję, że tutaj jestem. Tokyo jest fajne, ale to nie to samo co w moim prawdziwym domu, dlatego jest jeszcze lepsze. Nagle poczułem czyiś wzrok na mnie, odwróciłem się i złapałem kontakt wzrokowy z zielonymi oczami, patrzące w moje czarne obojętne. Siedzieliśmy tak w milczeniu, ja nic nie mówiłem głównie dlatego, że nie wiedziałem co mam mówić. Ciszę przerwał blondyn, który odwrócił wzrok z powrotem na widok czarnego nieba.
- Masz ładne oczy Shion.- skomentował chłopak, nie odwracając wzroku od miejsca na które patrzył.
- Ładne... oczy...?- zapytałem sam siebie, niespodziewając się od niego odpowiedzi.
- No tak. Niby nie pokazują żadnych emocji, ale coś w nich widać, tylko nie wiem co. To trochę wkurzające.- przeciągnął ostatnie zdanie pokazując, że ten fakt go irytuje. Pierwszy raz w życiu, ktoś skomplementował a nie skrytykował cokolwiek związanego ze mną. Zostałem odprowadzony do domu, chociaż wyraźnie powiedziałem "nie". Kiedy weszłem do mieszkania i uszykowałem się do spania, w głowie krążyły mi pierwsze pozytywne słowa na mój temat, które usłyszałem dzisiaj. "Masz ładne oczy." "No tak. Niby nie pokazują żadnych emocji, ale coś w nich widać, tylko nie wiem co."
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
FanfictionW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
