Lekarz powiedział mi, że będę musiał zostać w szpitalu jeden albo dwa tygodnie, ponieważ nie wiadomo czy moja rana ponownie się nie otworzy. Mówią, że miałem dużo szczęścia ale ja go nie czuje, nie jestem zadowolony z tego faktu, że przeżyłem ani też zły. Obojętne mi to jest kiedy umrę, ważne abym nie umarł bo sobie w tym pomogłem. Mój czas nadejdzie wtedy, kiedy los tak powie. Nadal nie mogę zapomnieć o tej perfumie jaką poczułem odrazu jak się obudziłem. Pewnie to przez zmeczenie jakie teraz też czuje, mam ochotę cały czas spać.
Rozmyślając miałem cały czas zamknięte oczy, aż nagle usłyszałem jak ktoś puka do drzwi od mojej sali w której leżę. Osoba, która weszła do sali z lekko smutną miną, był Draken. Zaskoczyło mnie widząc go w takim stanie, wyglądał na zakłopotanego.
- Mogę usiąść?- zapytał blondyn patrząc na mnie dziwnie. Nie rozumiałem, dlaczego tak sie zachowuje. Nigdy nie był w szpitalu?
- Nie, stój na baczność, bo w końcu jestem generałem, nie?- jak zwykle odpowiedziałem sarkazmem powodując, że nastolatek przede mną odrazu odzyskał swój charakterek. O to mi chodziło.
- Pff!- chłopak prychnął a następnie usiadł koło mojego łóżka na krześle. Na twarzy blondyna znowu pojawiła się ta sama mina, w której wszedł do sali. Trzymał nerwowo ręce złożone w kostkę i patrzył na moją własną dłoń.
- Co ty taki przybity, jakby ktoś umarł heh. Nikt nie umarł... prawda?- zacząłem się zastanawiać czy ktoś inny oberwał i powiem szczerze, że zacząłem lekko panikować. Młodszy na ten komentarz, kolejny raz prychnął ale tym razem głośniej a następnie przemówił.
- TY mogłeś zginąć, idioto.- patrzył na mnie spod byka lekko zaciskając swoje zęby przez frustrację jaką czuł.
- ALE nie umarłem, więc w czym problem?- odwzajemniłem spojrzenie nie spodziewając się, że to dopiero był początek furii od blondyna.
- Czy ty w ogóle myślisz!? Masz pojęcie jak się wszyscy o ciebie bali, jak ja się bałem? Otóż nie, bo nie obchodzi cię co inni o tobie czują, masz wywalone. Miałem i mam wrażenie, że ty wszedłeś przed ten nóż bez żadnego planu w głowie. Twoje podejście było na zasadzie "A zobaczę se czy żelazo przebije mnie na wylot, lub przeleci przeze mnie jak przez jakieś widmo."- na ten komentarz uniosłem jedną brew. "Bez żadnego planu w głowie"? To ja cię tu chuju ratuje własnym ciałem, a jeszcze opierdol od ciebie dostanę.
- Nigdy nie działam bez żadnego planu w głowie. Podjąłem decyzję Draken i nie żałuję jej bo wiedziałem, że nie umrę.- powiedziałem spokojnym głosem pomimo tego, że czułem gniew.
- Ta? A kto ty niby jesteś? Jasnowidz, że wiesz kiedy umrzesz?- zapytał ironicznie w końcu podnosząc głowę do góry z wkurzonym i równocześnie zaciekawionym wyrazem twarzy.
- Umrę wtedy kiedy los tak zadecyduje. Bo obiecałem mu to, a ja słowa dotrzymuje zawsze.- na tą odpowiedź Draken zapytał mnie kim jest ten "on". Ale ja nie odpowiadałem, nie miałem ochoty drążyć rzeczy na mój temat. To, że go uratowałem. Nie oznacza teraz, że będę się im wszystkim zwierzał i opowiadał o sobie. Ocaliłem go, bo wypadało tak zrobić i chciałem chociaż raz pokazać, że nie jestem taki za jakiego mnie mają.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Po tygodniu, mogłem już wyjść ze szpitala. Co prawda, nogi mi zdrętwiały tak samo jak i miejsce gdzie jest zszyta rana podczas pobytu w tym budynku. Ale mogło być gorzej, na zewnątrz czekał na mnie Draken z....
kurwa, nie wierzę... Co się stało z Takemitchym!?
- Joł! Siemasz, Shion.- powiedział Takemitchy, który próbował być "cool". Miałem wrażenie, że mi zaraz oczy wylecą z orbit.
- Ja pierdole....- powiedziałem szybko na jednym wydechu, kręcąc negatywnie głową.
- Coś ty z siebie zrobił!? Wyglądasz jak gówno. No dosłownie latynowskie straszydło, tylko kija w dupie ci brakuje. Chociaż patrząc na twój sposób chodzenia, to masz ale co innego w dupie.- skrytykowałem go jak ekspert modowy patrzący na swoją modelkę, która chyba nie wie co tutaj robi. Draken wybuchnął śmiechem a następnie podszedł do mnie z ledwością, bo jego śmiech rzucał go na wszystkie strony. Szeptnął do mnie zdanie "Cóż za ironia, najpierw miał gówno we włosach a teraz jak, gówno się ubrał". Myślałem, że zaraz wypluje swoje gardło od powstrzymywania śmiechu. Daj Bóg, żeby to była prawda a będę mieć kolejny powód do życia.
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
FanfictionW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
