Następnego dnia wieczorem miałem nadzieję, że nikt mnie nie zobaczy w drodze na tajne walki. Czułem, że postradałem zmysły. Wiem, że to idiotyczny pomysł ale muszę wyrzucić z siebie ten stres, gniew, zakłopotanie jakie zbierałem od początku mojego przyjazdu tutaj. A raczej w domu, przy książkach tego nie dam rady zrobić. Dowiedziałem się o tych całych walkach od jakiegoś typa, który mnie zaczepił rano. Oczywiście jako, iż jestem królem w byciu zimnym frajerem, zbluzgałem go za zaczepianie mnie. No i skończyłem po kilku godzinach rozmyśleń, idąc w stronę tego nonsensu.
Jestem ciekawy, jak to będzie wszystko wyglądało, pewnie to jest "zabawa" typu na śmierć i życie. Zapewne każdy będzie miał scyzoryk, a ja będę miał zająca w kapuście. Mam nadzieję, że żadnych gówniarzy tam nie będzie, bo z 12-latkiem walczyć nie będę.
W sumie..........dobra, najebie mu w dobrej trosce o jego przyszłość, by nigdy więcej w takie miejsca nie przychodził. Kurde, ja to jestem dobry w opiece nad dziećmi. Bez dwóch zdań.
Spojrzałem przed siebie, patrząc na wejście do areny bitw. Zobaczyłem napis "Tajne walki".
- Dyskrecja po chuju, ale dobra.- skomentowałem lekko zażenowany tym, jakże i tajnym wydarzeniem. Wszedłem do środka, odrazu co zobaczyłem to zgraja nastolatków i innych starszaków. Żadnego dzieciaka nie widzę na horyzoncie, więc plus dla mnie i dla mojego spokoju ducha. Widziałem wolne miejsce w ciemnym rogu, udałem się do niego i zostałem aż do rozpoczęcia bitwy. Obczajałem, co się tutaj znajduje. Alkohol widzę, że jest.....opatrunki przy jakimś gościu są.......kurwa, nawet ochroniarz jest. Przygotowani na wszystko. Chociaż, nie.
Kiedy mineło następne pięć minut, na środku pustej przestrzeni pojawił się typek. Dosyć wysoki, ogolone boki z zielono-czarnymi włosami, czarna peleryna zapinana na guziki wokół szyji, klata goła pokazując sześciopak bo w końcu ciepło jest w grudniu PRAWIE w styczniu. Fajowy tatuaż na szyji, kolczyki na uszach w postaci krzyża. No i czarne dresy. W sumie....nie jest taki zły, trochę nawet w moim typie.
Uderzyłem się lekko w czoło na to, co powiedziałem w myślach. Idiotyzm z mojej strony.
- Witam was na "tajnych walkach". Oczywiście ta "tajemniczość" to ściema. Każdy w okolicy wie, co my tutaj robimy. Odrazu mówie psy nie przyjadą, dopilnowałem tego.- powiedział poważnym głosem, powodując że każdy przestał momentalnie gadać.
- Widzę, że są tutaj nowe osoby. W tym jedna dosyć sławna. Myślałem, że ta osoba tutaj nie przyjdzie. Ale pomijając ten fakt, nazywam się Neon. Vice prezydent gangu "The Wolves". Ci którzy przychodzą tu, co miesiąc wiedzą już o mnie i o tym gangu. Żeby dowiedzieć się więcej ciekawostek, trzeba będzie mi zaimponować stylem walki i wytrwałością. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziecie!!- krzyknął ostatnie zdanie wystarczająco głośno, żeby co niektórych obudzić. Odrazu po tym poszedł usiąść obok swojej bandy.
- Tak, jest!!!- każdy głośno przytaknął, oprócz mnie. Nie będę udawać idioty większego, niż jestem.
- Nowicjusze wystartują jako pierwsi, a jest ich dosyć dużo. (Randomowe imiona) i Shion Haimare.- wyczytał ochroniarz podkreślając moje imię i nazwisko. Każdy na to zaczął się rozglądać w poszukiwaniu mnie. Niestety.
Nienawidzę życia.
- O! Niech Shion Haimare wystąpi pierwszy. Jeśli chce, oczywiście. Do niczego nie będę zmuszać, możesz na początku popatrzeć a potem działać.- powiedział ten sam zielonowłosy chłopak, dając mi czas na rozmyślenie tej propozycji. Niektórzy nawet zaczęli mnie dopingować.
- Dobra. Mogę pójść na pierwszy ogień.- odpowiedziałem wychodząc z cienia. Publiczność wydała głośne krzyki radości/ekscytacji.
- Coś czuję, że się polubimy Shion-Kun!- powiedział lekko przekrzykując innych. Siadając wygodniej z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Ty, świerzak! Wybieram ciebie, abyś z nim walczył. Zgadzasz się?- spojrzałem na faceta do którego mówił. Wyglądał jakby był ode mnie starszy. Chociaż Taiju jest młodszy ode mnie, a jest jaki jest. Więc nieważne.
- .....No dobra, no.- powiedział nie pewnie patrząc na mnie. Poraz kolejny było słychać tłum.
Wyciągnąłem ręce z kieszeni, aby były luźno przy moich biodrach. Ochroniarz podszedł do nas.
- A więc, panowie. Zasady są proste, pierwsze walki są na pięści dopóki przeciwnik nie upadnie na ziemię. Kolejne będą coraz to trudniejsze, bo można będzie używać wszystkie bronie, OPRÓCZ broni palnych. Zrozumiano?- przedstawił nam zasady spoglądając na nas obydwóch. Pokiwaliśmy głową na znak, że rozumiemy. Przygotowaliśmy się do walki.
- 1! 2! 3! START!!!- facet zadał mi mocny cios, który łatwo zablokowałem. Oddałem mu pięścią w szczękę, nadal nie puszczając jego nogi. Uniosłem ją bardziej do góry, kiedy upadał powodując, że upadł na ziemię. To było za łatwe.
- Shion Haimare, wygrywa pierwszą rundę!!- ci którzy mnie wcześniej dopingowali powtórzyli to tylko, że głośniej. Poszedłem oprzeć się, gdzie wcześniej stałem patrząc częściowo na innych jak obrywają. Do mojej następnej rundy jest jeszcze dużo czasu. Po czasie przybyło więcej ludzi, w tym Bracia Haitani.
Na ich widok trochę się zdziwiłem myślałem, że nie są zainteresowani w tym typie walk. Ale, co ja tam wiem o ich zainteresowaniach.
Walki trwały dalej, wygrywałem jak na razie wszystkie. Muszę przyznać, że przeciwnicy byli coraz to bardziej wyszkoleni, ale nadal słabi dla mnie.
Ran i Rindou nie brali udziału w nich, tylko patrzyli się jak ktoś obrywa. Miałem wrażenie przez chwilę, że patrzą na mnie. Pewnie to prawda, bo zapewne mi dupe obrabiają. Głupie cioty!
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
FanfictionW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
