Shion zaraz po tym jak wypowiedział te słowa. Dał swoim ludziom cynk, aby przyjechali do lokalizacji, w której odbędzie się czyste piekło. W tamtej chwili, nie myślał o niczym innym. Lecz o zabiciu każdego członka Rokuhary Tandai. Nieważne, w jaki sposób. Nieważne jak bardzo będą go inni po tym nienawidzić. Shion ma już dość tych cierpień, pora pokazać życiu, że skoro on szczęśliwy być nie może. To będzie najgorszym skurwysynem jaka Japonia i świat widział. Skończyło się użalanie nad sobą, zanikanie w świecie marzeń, ukrywanie czegoś co i tak już zostało w połowie odkryte. Shion stracił kolejną osobę w jego ramionach. O jedną za dużo. Za to cierpienie, Rokuhara Tandai polegnie. Teraz, albo i później. Ale polegnie. Już sam on o to zadba.
- Przyjechaliśmy w samą porę, prawda?- nagle krzyknął głos, należący do głównego celu na liście ofiar Shiona. Do South'a. Czarnooki wstał powoli z ławki, nadal patrząc w dół. Nikt oprócz osób z Brahman, nie wiedziało o tym, że Czarne Czaszki będą tutaj walczyć po stronie Brahman. Shion powoli podchodził bliżej granicy dwóch gangów. Powolnym, ale pewnym siebie krokiem. Zupełnie jakby chciał przez to coś przekazać innym. Co w połowie jest prawdą. Jego wyraz twarzy był zimny, a jego oczy pozostawały w tej samej perspektywie co wcześniej. Mężczyzna nie zwracał uwagi na to co dzieje się wokół. Miał w głowie tylko jeden główny cel, do którego w tej chwili zmierzał. Nic nie słyszał wokół. Żadnych szeptów, które wymawiały jego imię. Żadnych spojrzeń. Natomiast to co mówił South, za każdym razem wbijało Shionowi szpile do tykającej bomby w jego głowie. Każdy gest, słowo, zachowanie, wkurzający uśmieszek, groźba......było jak benzyna wlewana do ognia nienawiści Shiona.
- Na msze żałobną Drakena!- To zdanie sprawiło, że Shiona pięści zacisnęły się na tyle mocno aby chrupnęły w nich kości. A na jego ramionach i przedramionach, pojawiły się pulsujące żyły. Zęby ocierały się o siebie pod jego zamkniętymi ustami. Jego twarz nadal nie pokazywała ani odrobiny agresji, ani żadnej innej emocji. Chociaż inne części ciała, rwały się niecierpliwie do walki.
- ROZPOCZNIJMY!! ARMAGEDON!-
- DAWAJ! ZAŁATWMY TO TUTAJ!-
Napiętą atmosferę przerwał znany dobrze dźwięk. Dźwięk motocyklu Mikeya. Każdy zwrócił swój wzrok z jego stronę, ale jedna osoba miała to gdzieś. Oczywiście, wiadomo jej imię.
- Wszystkie trzy gangi są tutaj....-
- Interesujące!-
- TA WALKA JEST DLA DRAKENA!!- każdy z nich skupiał swoją uwagę na wszystkim wokół. Wiedząc, że bitwa 3 delty, zaraz się rozpocznie. Chociaż mafia Shiona była już centralnie za nim.
Wtedy wszystkie gangi spojrzeli w stronę gdzie dobiegały głośne odgłosy butów uderzających o beton. Większość osób zareagowało zaskoczeniem. Nawet Mikey wydawał się być zdziwiony tym widokiem.
Shion stał wyprostowany z wzrokiem, który przeszywał duszę na wylot. Za nim stała prawie cała jego mafia, ubrana na czarno i w szkielece maski. Każdy z nich stał nieruchomo za ich szefem. Gotowi aby walczyć i poświęcić swoje życie dla dobra każdego z ich mafii. W szczególności Shiona. Który ściągnął swoją kurtkę i wyrzucił ją gdzieś w wiatr poza pole walki. Aby było mu łatwiej zadawać bolesne i śmiertelne dla innych uderzenia. Wtedy na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który nie pokazywał radości. Tylko sadyzm i brak samokontroli nad jego siłą.
- Prawdziwa zabawa dopiero się zaczyna, South. Chyba nie myślałeś, że będę siedzieć bezczynnie po tym co się stało, hm?- powiedział z zimnym i lekko zachrypniętym tonem głosu, pokazując gestem rąk na jego mafię. Nadal stojąc w tym samym miejscu.
South patrzył na niego z tym samym wkurzającym uśmieszkiem. Następnie odpowiedział z lekkim entuzjazmem.
- Haha! Kogo ja tu widzę, Shion Haimare we własnej osobie! Czyli jednak to prawda, że stare korzenie nigdy nie znikają, hę?-
Shion Haimare, doskonale wiedział, o co dokładnie chodzi South. Chciał go jeszcze bardziej sprowokować faktem, że Shion pokazał słabość kiedy umierał Draken. Teraz jedyne co pokazuje, to nieobliczalność. Jego mimika nadal trzyma szeroki uśmiech na jego pustej twarzy.
- Nie. One nie znikają, one poprostu z czasem wysychają.- Shion odpowiedział z tym samym głosem. Podczas, gdy to mówił. Chrupał dosyć głośno całymi pięściami. Przygotowując je w ten sposób do potężnych uderzeń. South zaśmiał się na tę odpowiedź, a następnie powiedział.
- Idealnie! A więc.......- po krótkiej ciszy dopowiedział krzycząc.
- ROZPOCZNIJMY WOJNĘ TRZECH DELT!!!-
- ZABIĆ WSZYSTKICH!!- wtedy każdy z nich rzucił się na siebie. Rozpętała się bitwa. Lecz Shion nadal nie wydał rozkazu swoim ludziom. Spojrzał na nich przez swoje ramię i powiedział tym samym tonem głosu.
- Pamiętajcie...Nie znacie strachu... Nie znacie bólu...Nie znacie litości. Macie zajebać każdą kurwę z Rokuhary Tandai, a jeśli będzie trzeba to i nawet z Kantou Manji Gang.- każdy z mafii patrzył na Shiona z uwagą i poważnym wyrazem twarzy. Niektórzy nawet już teraz szykowali się do zadania poważnych obrażeń swoim przeciwnikom. Ich wzrok pod maskami był zimny i bez empatii. Dokładnie w ten sam sposób, co Shion ich uczył.
- W ostateczności.....Rozstrzelać te ścierwa....- Podczas, gdy to powiedział. Kiwnął głową w stronę bitwy przed nim, co było sygnałem do ataku. Każdy z jego ludzi odrazu ruszył w stronę trzech bijących się gangów, już od paru sekund. Po tym jak wkroczyły do akcji Czarne Czaszki, sytuacja bitwy zaostrzyła się o 180°. Parę osób z Rokuhary Tandai padła na ziemię z wielkim hukiem na twarz. Uderzenia członków mafii Shiona, były bardzo silne. Głównie przez fakt, że przechodzą lub przechodzili przez to samo co sam on przechodzili, kiedy był mały. Haimare zaraz po tym jak przejął władze. Postanowił, że jego ludzie muszą przeżyć to samo co on. Aby zrozumieli, co oznacza ból i jak go kontrolować. Jak widać, opłacało się. Bo teraz zachowują się jak kopie młodego Shiona Haimare. Mają tą samą siłę, albo bardzo podobną.
- .....Czas rozjebać kilka kości.- powiedział sam do siebie Shion, sadystyczny uśmiech nie schodził z jego twarzy. Wtedy zaczął iść powolnym krokiem w stronę potężnej bitwy, chodzenie przybierało na swojej prędkości. Aż w końcu zamienił się on w szybki bieg. Wtedy Shion trawił w sam środek wojny, automatycznie zasiał tam piekło dla członków Rokuhary Tandai. Łamał im kości. Niezależnie, ile oni mieli lat, albo w jakiej kondycji byli. Miał to głęboko w dupie. Tak samo jak oni mieli śmierć Drakena. Jak to mawiają...."Oko za oko, ząb za ząb."
- TY KURWIU!!-
- ZATŁUKE CIEBIE I TWOJĄ MAFIĘ NA ŚMIERĆ!!-
- NIE MA MIEJSCA DLA KOGOŚ TAKIEGO JAK TY!!- krzyczeli całymi płucami i gardłem w stronę wysokiego 20-latka. Który dawał im tylko czerwony laser w oczach, a następnie ból i poważne złamania.
Shion złapał jednego z nich za głowę i uderzył potężnie nią o ziemię. Kiedy następny z nich próbował uderzyć go nogą, ten złapał go za nią a potem złamał w kolanie. Nadal trzymając pierwszego przeciwnika za głowę, która się pomału wykrwawiała. Wtedy trzeci z nich rzucił się na Shiona, uderzył go kilka razy z całej siły w klatkę piersiową, aby spowodować liczne uszkodzenia. Ale młodego mężczyzny to nie ruszało, jedynie tylko coraz bardziej dorzucało benzyny do jego agresji. Haimare uderzył potężnie przeciwnika pięścią w szczękę. Facet upadł na ziemię, ponieważ stracił od tego ciosu przytomność. Shiona uśmiech nie zmienił się w ogóle, był nadal tak samo sadystyczny jak wcześniej. Jego ręce i czarna rozpięta koszulka były już ubrudzone czerwoną substancjom. A jest tutaj dopiero przez kilka minut.....
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
FanficW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
