CHAPTER 7

248 17 0
                                        

W nocy nie spałem. Wiedziałem, że tak będzie. Pocieszające jest to, że nie idę do szkoły, bo chyba bym tam dostał kurwicy trzeciego stopnia. Potarłem moje oczy aby otrząsnąć się ze zmęczenia, próbowałem wstać ale odrazu usiadłem z powrotem na miejsce. Nienawidze tego uczucia po nieprzespanej nocy... zawroty głowy, chwilę w których masz ciemność przed oczami i mięśnie przestają ci działać, a potem nie wiesz nawet gdzie jesteś. Najkrócej ujmując, czujesz się jak gówno i nigdy tego nie odeśpisz, bo nie będzie kiedy. A jeśli jednak znajdzie się chwila to i tak nic to nie zmieni.
Najgorsza jest ta słabość ciała, chcesz spać a twój mózg ci na to nie pozwala. Tak samo jak i otoczenie, w którym się znajdujesz.

Zdjąłem ręce ze swojej twarzy a następnie ponownie wstałem, tym razem bez żadnej komplikacji. Na chwilę stałem w miejscu, po chwili ruszyłem dalej do kuchni po kawę. Ale ona nie pomogła, kiedy ją wypiłem w uszach słyszałen buczenie i szelest. Obawiałem się czy przypadkiem ja nie zasłabne.
Najpierw Takemitchy, a teraz ja! moja kolej nadeszła.

Nagły dźwięk telefonu sprawił, że wizja mi się oczyściła. Chwyciłem komórkę bez sprawdzania kto dzwoni, ponieważ ktokolwiek to jest i tak nie uzyska pozytywnej odpowiedzi. Nigdzie.Dzisiaj.Nie.Wychodzę.
- Shion. To ja Draken, Mikey chce ciebie zobaczyć. Przyszliśmy do twojej budy ale ciebie nie było, jeśli masz coś ważniejszego do roboty to zrozumiem.- powiedział Draken, ignorując marudzącego przyjaciela obok niego. Słyszałem, że Mikey gadał od rzeczy. Ale pewnie to wina mojego nie wyspania... na pewno słyszę bzdury.
- Shion, jesteś tam nada- MIKEY DO JASNEJ CHOLERY, PRZESTAŃ MNIE SZTURCHAĆ!- nagły krzyk chłopaka, z tatuażem smoka na skroniu sprawił, że moja dusza na chwilę opuściła moje ciało. Prawie mi komórka do kawy wpadła.

Ja nie dotrwam do momentu, w którym wrócę do domu rodzinnego. Bo umrę na zawał przez tych debili.

- TO DAJ MI SHION'A!! CHCE Z NIM POGADAĆ, TY PRZEROŚNIĘTA ŻYRAFO!- niższy odpowiedział z tym samym, a nawet i głośniejszym tonem.
- CO POWIEDZIAŁEŚ, TY KRASNALU W SANDAŁACH!?- Z ledwością powstrzymywałem śmiech, ich bezsensowne kłótnie są tak samo idiotyczne, jak i śmieszne w jednym. Czekałem na dalszy ciąg wydarzeń, ale jedyne co uzyskałem to dźwięk uderzenia. Byłem ciekawy, kto od kogo dostał. Chociaż wiedziałem już jaka jest odpowiedź.
- No to, tak czy nie, Shion? Bo sam słyszysz, że ja tu walczę z tym krasnalem.- w tle znowu było słychać oburzone odgłosy Mikey'a. Powiem szczerze, że chciałem zobaczyć i posłuchać jak się kłócą. Bo w miarę fajne teksty lecą. Ale z drugiej strony, czuje się jakbym umierał....

No cóż co mam do stracenia? Pewnie i tak padnę na ryj.

Po dotarciu na miejsce zostałem objęty przez najniższego z nas chłopaka. Chciałem wydostać się z tego uścisku ale był zbyt silny, jakim cudem taki niski faciu ma tyle siły!? Nie poddawałem się, lecz po kilku minutach to zrobiłem bo nie udało mi się wydostać. A nie chce używać mojej siły przez taką głupotę.

Mikey przestał mnie przytulać sprawiając, że mogłem oddychać. Chłopak o blond włosach na widok mojej wściekłej miny, tylko uśmiechnął się z zamkniętymi oczami. Ten jego uśmieszek powodował, że byłem bardziej poirytowany. Zrobiłem podejrzaną minę a następnie schyliłem się do jego wzrostu. Młodszy nie zdążył zareagować, ponieważ nadal nie zmienił swojej miny. Uniosłem rękę aby dać mu pstryczka w czoło. Mój ruch spowodował, że blondyn gwałtownie otworzył oczy a jego mimika twarzy pokazywała zaskoczenie/zdezorientowanie. Na jego twarzy pojawił się lekki, ciepły rumieniec usłyszałem z tyłu głęboki głos Drakena, który wyszedł ze sklepu. Odziwo nic z niego nie wynosząc.
- O, Shion jesteś już! Szybko ci to poszło.- zatrzymał się na chwilę a następnie powiedział, abyśmy udali się do restauracji. Bo Mikey chciał się tam udać. Popatrzyłem na wspomnianego chłopaka, który szedł obok mnie nadal lekko zaskoczony moim działaniem. Zapytałem, o czym chciał ze mną porozmawiać a on odpowiedział, że "Przez ciebie zapomniałem". Aż tak mocno go uderzyłem? Kurwa! przepraszam, nawet takie uderzenie mi nie wychodzi...

W restauracji wybraliśmy stolik, usiadłem koło Drakena bo wydawał mi się na tego odpowiedzialnego i przede wszystkim nie upierdliwego. Spojrzałem na menu i wybrałem cokolwiek zjadliwego, nie byłem zbytnio głodny. Minęło kilka minut a nasze rozmowy przerwał kelner, który zaserwował nam jedzenie. Zajadałem się swoim posiłkiem, ale wtedy chłopak przede mną zaczął marudzić związanego coś z flagą. Mój wzrok zawędrował na jego zestaw dla dzieci, na którym nie było flagi. Parsknąłem śmiechem i przestałem na chwilę jeść, bo znając moje szczęście zakstusiłbym się nim. Draken wykorzystał sytuację, w której jego przyjaciel nie patrzył bo był zajęty narzekaniem w "ciszy" na swój los. Umieścił flagę na jego jedzeniu, którą wyciągnął ze swojej kurtki. Popatrzyłem się na niego kątem oka, a następnie szeptnąłem do niego.
- Zostać ojcem w tym wieku? To trzeba mieć talent, Draken. Jeszcze swojego przyjaciela.- Blondyn spojrzał się na mmie z zawiedzionym wyrazem twarzy, kiwając negatywnie głową. Po skończonym obiedzie zobaczyłem, że blondyn na przeciwko nas poszedł w kimę. Draken zbluzgał Mikey'a aby przestał zasypiać po zjedzonym posiłku, ale chłopak go nie słyszał.
-E! Matka, bierz tego zgnojdora na plecy czy w ręce jak wolisz i chodźmy stąd.- zażartowałem z tej sytuacji, ignorując wkurzone spojrzenie mojego "kumpla". Następnie odwróciłem się w stronę Takemitchi'ego, który nas szpiegował i pomachałem mu. On uśmiechnął się i odmachał mi, odrazu zacząłem się śmiać pod nosem kiedy zobaczyłem jego minę, jak zrozumiał co właśnie zrobił. Nie wiedziałem, o co chodzi temu dzieciakowi. Niby nie chciał mieć z żadnym z nas doczynienia, a teraz szpieguje nas w jakiejś restauracji.

Chodziłem za Drakenem jak taki pies przybłęda, nie wiadomo gdzie. ALE idzie. Zaczeło mi się nudzić, dlatego zacząłem drażnić blondyna przede mną.
- Draken, chcę ciebie zapytać jak mam ciebie nazywać. Ken-chin, Matka czy może Matek?- pozostał w miejscu na chwilę powodując, że jego "dziecko" na plecach się obudziło i zeskoczyło z nich pytając czy jesteśmy już na miejscu. Zobaczyłem w tle szpital, zastanawiałem się czego tutaj szukają lub kogo. Draken podszedł do mnie i uderzyłem mnie w tył głowy, jak moja mama zawsze robiła kiedy uciekałem jej podczas zakupów. Jaka nastalgia, prawda?
- Draken. Masz mówić "Draken". Inaczej oberwiesz.- powiedział powoli z poważnym wyrazem twarzy, stojąc tuż przede mną. Ale nie mogłem się oprzeć od mojej odpowiedzi.
- Spokojnie, mamiura! Ja tylko żartowałem.- na mojej twarzy pojawiło się sarkastyczne spojrzenie. Draken nie był wkurzony, on był wkurwiony. Wyglądał jakby miał mi zaraz dać w czapkę, ale Mikey zawołał go aby się pośpieszył. Co sprawiło, że byłem na chwilę wolny od tych głupot.

Zostałem sam na zewnątrz budynku. Nie lubię szpitali... kojarzą mi się z bólem i umieraniem. Kiedy byłem mały, prawie codziennie tam trafiałem i wysłuchiwałem krzyków pozostałych pacjentów, którzy byli w gangu moich rodziców. Nasz gang miał taki prywatny budynek, tylko jego członkowie mogli do niego wejść albo bardzo zaufani ludzie. Leżałem tam głównie przez moją bezsenność, która sprawiała, że pomału umierałem. Obrażenia podczas treningu też robiły swoje, pamiętam jak nie spałem czternasty dzień z rzędu i jeszcze na to wszystko, oberwałem w głowę od mojego trenera podczas walki. Straciłem przytomność i obudziłem się tydzień później, matka zrobiła mojemu opiekunowi w drugim pokoju taką awanturę, że aż sala w której się znajdowałem drżała. Moja rodzina mówiła mi od początku, że kiedy przyszedłem na świat byłem taki mały i słaby. Bali się, że nie dam sobie rady w życiu które zostało mi wybrane. Kiedy każdego dnia wysłuchiwałem tego samego, dostawałem szału. Zacząłem potajemnie trenować więcej, aby moje ciało nie było aż tak kruche. Tylko mocne i umięśnione, pełne energii i równowagi. Dziadkowie natomiast przypominali mi, że nie muszę mieć ciała Boga, bo mam umysł i psychikę ze stali. Jedyna rzecz jaka potrafiła mnie złamać, była śmierć przyjaciela do teraz nie wiem dlaczego tak zareagowałem. Przecież patrzyłem jak umiera wiele osób przez moich i mojego ojca ludzi, jak błagali o litość choć na nią nie zasługiwali. Nie pokazywałem ani cząstki człowieczeństwa, kiedy na nich patrzyłem mój wzrok sprawiał, że bali się jeszcze bardziej. To była i jest kolejna cecha, która mnie wyróżnia spośród innych członków gangu, "obojętny wzrok wilka" tak moja babcia go nazywała. Ta nazwa mnie śmieszyła, bo była według mnie bezsensu. Ale teraz jak jestem starszy zrozumiałem jego znaczenie. Obojętny wzrok wilka, oznacza wzrok patrzący na świat jak samotny wilk. Poluje sam, je sam, wyje sam, kocha sam, żyje sam. Bo chce udowodnić, że jest odporny na samotność i potrafi zadowolić się tym, czym los go obdarzył. Jego charakter także nie pozwala zmienić stylu życia. Jestem wyjątkowy w mafii mojej rodziny, wyróżniam się... to czyni mnie głównym celem innych mafii i gangów.

____________________________

Miłego dnia/nocy życzę z góry przepraszam za jakiekolwiek błedy.🤌

Tokyo Revengers x male ocOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz