Każdy zaczął zbierać się do swoich domów, więc ja też postanowiłem odejść. Odrazu jak przekroczyłem prug mieszkania, opatrzyłem swoje rany. Nie było aż tak źle. Rana od szkła szybko się zagoi, jeśli będę o nią odpowiednio dbał. A reszta zrobi się sama.
Wziąłem prysznic, przebrałem się, zjadłem coś i umyłem zęby. Położyłem się na łóżku, bo byłem zmęczony jak cholera. Po krótkim czasie odpłynąłem od rzeczywistości.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
- Mamy go.- krzyknął jeden z ludzi, cały ubrany na czarno mając maskę na twarzy w postaci szkieletu. Mężczyzna rzucił jakimś człowiekiem na podłogę, niezwracając uwagi na to czy zrobi mu w ten sposób krzywdę. Każdy w pomieszczeniu posiadał broń przy sobie, oprócz jednej osoby która jest ofiarą.
Facet siedzący na biznesowym fotelu spojrzał się na wprost niego. Dostrzegając kto siedział na podłodze cały poobijany, pokryty krwią i łzami na twarzy. Takemitchy Hanagaki.
- Znaleźliśmy go tak jak chciałeś, Mikey.- powiedział nieznajomy bawiąc się nożem, który miał w ręce. Od krwi.
- .....- białowłosy spojrzał się cicho na osobę siedzącą w mroku. Zupełnie jakby upewniał się czy ta osoba nadal tam jest.
Takemitchy rozglądał się po pomieszczeniu nerwowo. Zastanawiał się, jakim cudem znalazł się w takiej sytuacji i kto taki siedzi w ciemności, nie daleko od nich wszystkich. Skoro jest w miarę blisko Mikeya, na pewno musi być kimś ważnym dla Bonten i wspomnianego faceta.
- Zapewne wiesz, po co tutaj jesteś.- powiedział następny głos do czarnowłosego.
Wiele myśli latało mu po głowie, lecz zostały one szybko przerwane kopnięciem w brzuch. Wydał bolesny dźwięk z tego powodu kuląc się, aby ochronić resztę ciała.
- Odpowiadaj!!- krzyknął. Kiedy miał zadać kolejne uderzenie został w tym wstrzymany przez Mikeya, który odchrząknął trzymając dłoń przed sobą. Pokazując gest "Stop". Wtedy spojrzał się w stronę, gdzie wcześniej patrzył.
Każdy odsunął się na bok z niewiadomych przyczyn. Wyglądali jakby bali się tego kogoś w mroku, który zrobił lekki hałas swym wstaniem na nogi. Chłopak na ziemi odsunął się lekko do tyłu, ponieważ poczuł się zagrożony bardziej niż przedtem.
Z ciemności wyłonił się wysoki mężczyzna z rękawami pokrytymi tatuażami w czaszki. Ubrany był w cały na czarno, ale elegancko. Miał na rękach specjalne rękawiczki, których używa się do podnoszenia hantli na siłowni. Wychodząc kompletnie na światło od lampy, można było zauważyć jego twarz. Oczy były czarne i zmęczone, pozbawione jakiejkolwiek energi, zainteresowania, chęci, emocji. Dosłownie nic w nich nie było, oprócz zwykłego ciemnego koloru. Umięśniona figura zatrzymała się w połowie drogi patrząc w nicość.
- Chyba ustaliliśmy coś, prawda? Wszystkie ważne tortury i przesłuchania zostawiamy Shionowi Haimare.- oznajmił Mikey.
Takemitchy na to imię i nazwisko uniósł zaskoczony głowę. Tak. Shion Haimare współpracuje z Bonten.
-Dokładnie.- przytaknął głębokim i zachrypniętym głosem. Patrzył pusto na mężczyznę przed nim.
- A więc, zostawiam to wszystko tobie.- niski facet powiedział, dając wolną rękę wysokiemu.
Odrazu po powiedzeniu tych słów, wytatuowany mężczyzna złapał mocno Takemitchiego za szyję, wyprowadzając go z gabinetu do piwnicy.
Przywiązał niższego do krzesła ignorując z jaką siłą są zaciśnięte łańcuchy.
- Shion! Do jasnej cholery, co tutaj się dzieje!?- wykrzyczał pytająco uzyskując w ramach odpowiedzi potężne uderzenie w twarz. Chłopak wypłakał boleśnie krzyk.
- Zamknij ryj.- Skomentował starszy oddalając się jak, gdyby nigdy nic.
- Co się z tobą stało!? Dlaczego jesteś po stronie Bonten?- pytania nie przestawały wychodzić z ust Takemitchiego.
- Ja.nie.jestem.po.NICZYJEJ.stronie. Robię to wszystko z własnej woli. Ta tortura, także jest pod moją zgodą.-
- Kłamiesz!! Wcześniejszy Shion nigdy by....-
- Tamtego Shiona już nie ma, Takemitchy!!- głośny krzyk mężczyzny przed nim sprawił, że zamilkł zaskoczony.
- Jestem tym, kim od zawsze miałem być. Maszyną do zabijania i cierpienia. Pogódź się w końcu z tym i przestań podróżować w czasie, żeby to zmienić. Miałeś skupić się na uratowaniu innych, a tym czasem prawie każdy przez ciebie zdechł!!!!- wytatuowany facet nie przestawał krzyczeć. Uderzać. Grozić. Zadawać ból.
- ......w chwili w której najbardziej mi na wszystkim i wszystkich zależało....TY przyszedłeś ze swoim CUDOWNYM planem i zjebałeś wszystko......w.....w chwili, w której zacząłem być szczęśliwy.- Shion Haimare wyjął z kieszeni ostry nóż, przypominający z wyglądu kosę. Przyłożył go do szyji przestraszonego i zszokowanego faceta przed nim.
- Ale najwidoczniej nigdy nie było mi to pisane. Teraz to wiem. I nie popełnię tego samego błędu.-
- ....Jakiego błędu?- Takemitchy zapytał pomimo tego, że wiedział o konsekwencjach jakie mogą z tego wyniknąć. Mężczyzna przed nim nie był już taki sam, to zupełnie inna osoba.
- Moim błędem było pozwolenie samemu sobie na to, aby wasza śmierć mnie bolała. Nie doszłoby do tego, gdybym nie był taki słaby!!- Poprawił nóż w ręce a następnie kontynuował.
- Żeganj, Takemitchy.....obyś mnie nie spotkał kolejny raz.- Jedyne co następnie było słychać to dźwięk noża tnącego skórę. Shion Haimare poderżnął gardło Takemitchiemu bez odrobiny zawahania się.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
Otworzyłem oczy czując, że jestem cały od potu. Mój oddech był przyśpieszony tak samo jak i serce.
Co to miało, cholera jasna być?
CZYTASZ
Tokyo Revengers x male oc
FanfictionW tej opowieści 17-latek o imieniu Shion Haimare, który urodził się w bardzo znanej rodzinie mafii pod tytułem "Czarne Czaszki" zostaję przeniesiony do szkoły, gdzie znajduje się jego przyjaciel. Chłopak pomimo tego, że wychował się w otoczeniu mord...
